1. Home -
  2. Edukacja -
  3. „Kupuję książki za swoje pieniądze”. Sprawdzam, czy rozżalony profesor mówi prawdę

„Kupuję książki za swoje pieniądze”. Sprawdzam, czy rozżalony profesor mówi prawdę

Mieliście na studiach wykładowców, którzy żalili się wam, że za własne pieniądze muszą sobie kupować książki do pracy? Często to prawda, ale ich pensja przewiduje taki budżet.

Aleksandra Smusz08.03.2026 13:25
Edukacja

Nauczyciele akademiccy pracujący na etatach mają niedostępne dla innych przywileje podatkowe, o których mało kto wie

Na mocy Ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym ich zajęcie to działalność twórcza. Uznaje się przez nią nie tylko badania naukowe, ale także prowadzenie zajęć.

Oznacza to, że obowiązujące wykładowców zasady podczas płacenia podatków wyglądają podobnie, jak w przypadku umów o dzieło. Analogicznie jak w ich przypadku mogą oni korzystać z dobrodziejstwa 50% kosztów uzyskania przychodu (do limitu 120 000 zł rocznie).

Wynika to z tego, że realizowana przez nich praca podlega zasadom związanym z prawem autorskim. Zakłada ono, że aby naukowiec coś stworzył, musi ponieść związane z tym wydatki, np. zakupić książki czy pojechać na konferencję. Mechanizm ten działa zresztą tak samo jak przy umowie o dzieło a 50 proc. kosztów uzyskania przychodu – kluczowe jest, by w efekcie pracy powstał utwór w rozumieniu prawa autorskiego.

Większe koszty zazwyczaj finansuje naukowcom uczelnia

Wymaga to jednak złożenia wniosku – niekiedy w cyklicznie ogłaszanym naborze wewnętrznym. Proszenie o pieniądze na drobne wydatki, np. rzędu 50-100 zł, często się nie opłaca.

Stąd właśnie przywilej podatkowy dla naukowców. Sprawia on, że nie mają istotnych podstaw do narzekania, gdy muszą opłacić niewielkie sumy z własnej kieszeni.

500 zł miesięcznie więcej w kieszeni profesora

Za przykład niech posłuży nam tu minimalne wynagrodzenie profesora, wynoszące 9650 zł brutto miesięcznie. Po odliczeniu od niego składek na ubezpieczenia społeczne zostaje suma 8326,98 zł.

Zwykły pracownik w podstawie opodatkowania może obniżyć tę kwotę o 250 zł, korzystając ze zryczałtowanych kosztów uzyskania przychodu. U naukowca z kolei wskazana suma dzielona jest na pół. W analizowanym przypadku wynosi 4163,49 zł.

Od pomniejszonej kwoty podatek to zaledwie 499,68 zł. Każda inna osoba płaci w takiej sytuacji dwukrotność tej należności. W porównaniu z przeciętnym Kowalskim naukowiec w analizowanym przykładzie jest więc około 500 zł miesięcznie do przodu.

Czy wszyscy wykładowcy wyciągają z własnej kieszeni pieniądze na wydatki związane z pracą?

Są osoby inwestujące w naukę ze swojej wypłaty naprawdę duże środki. Ale istnieją i tacy, dla których 50-procentowy KUP to czysty zysk.

Mają bowiem na tyle dużo cierpliwości, by rozliczać z uczelnianych funduszy każdą, nawet najmniejszą sumę.

Wielu naukowców nie rozumie obowiązujących ich zasad przy opodatkowaniu

Bywa też, że nie wiążą posiadanych przywilejów przy płaceniu PIT z możliwością kupienia sobie za dodatkowe środki książek czy biletu. Wyższą wypłatę uznają wówczas za element wynagrodzenia, a nie fundusz na wydatki. Tymczasem warto pamiętać, że skarbówka coraz uważniej przygląda się rozliczeniom twórców – w ostatnich latach zdarza się, że żąda dopłaty za 50 proc. kosztów PIT zastosowanych bez należytego udokumentowania pracy twórczej.

W środowisku akademickim nie brak również frustratów systemowych. Standard to wśród niektórych narzekanie na wyłożenie z własnej pensji drobnych kwot przy jednoczesnym pomijaniu tego, że jest ona ok. 7% wyższa. To o tyle paradoksalne, że gdyby fiskus uznał, iż dany wykładowca nie spełnia warunków do podwyższonego KUP, mógłby nawet postawić mu zarzut zawyżania kosztów uzyskania przychodu – z konsekwencjami finansowymi włącznie.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi