1. Bezprawnik -
  2. Biznes -
  3. Zapytałem Leszka Balcerowicz co zrobić, gdy ktoś ma 50 mieszkań, a ktoś żadnego. Było też o podatku katastralnym

Zapytałem Leszka Balcerowicz co zrobić, gdy ktoś ma 50 mieszkań, a ktoś żadnego. Było też o podatku katastralnym

Rozmowa z Leszkiem Balcerowiczem zwykle kręci się wokół 1990 roku i terapii szokowej. Tym razem na kanale naTemat wyszło inaczej. Zamiast kolejnej lekcji historii transformacji (choć i o tym też było), udało się wyciągnąć od profesora zdanie na tematy, które dziś realnie ważą się w domowych budżetach: opodatkowanie mieszkań, dopłaty do kredytów, zarobki lekarzy rozliczających się z państwem oraz to, czy polskie firmy pokroju XTB powinny liczyć na wsparcie rządu. Kilka odpowiedzi zaskoczyło mnie samego, i to nie tam, gdzie się tego spodziewałem.

Jakub Kralka12.08.2026 7:51
Biznes

Całą, długą rozmowę można obejrzeć na kanale naTemat. Poniżej wybrałem wątki, które moim zdaniem najmocniej dotykają finansów osobistych, bo to właśnie w nich profesor bywał najmniej przewidywalny.

Mieszkanie jako inwestycja, czyli spór o podatek katastralny

Najciekawiej zrobiło się, gdy zszedłem z poziomu makroekonomii na poziom pojedynczego lokalu. Opowiedziałem profesorowi o zjawisku, które zna dziś każdy, kto szuka dachu nad głową w większym mieście: osobach prowadzących jednoosobową działalność i posiadających kilkanaście albo kilkadziesiąt mieszkań na wynajem, podczas gdy ludzie z niezłymi zawodami nie są w stanie kupić jednego. Sugerowałem, że to już jakaś forma monopolu, której wolny rynek nie lubi.

Balcerowicz tej diagnozy nie kupił. Jego zdaniem sam fakt, że ktoś finansuje budowę wielu mieszkań i je wynajmuje, nie oznacza jeszcze pozycji monopolistycznej ani windowania cen, a żeby mówić o interwencji, trzeba by taki monopol najpierw udowodnić. Argumentował przy tym, że gdyby ci sami inwestorzy ulokowali pieniądze w banku albo na giełdzie, nikt nie widziałby problemu, a lokata w nieruchomości niczym się pod tym względem nie różni. To spójne stanowisko liberalne, choć akurat w kwestii mieszkaniowej podejście „mieszkanie jako inwestycja” bywa na Bezprawniku traktowane sceptycznie, bo dla przeciętnego człowieka lokal, w którym mieszka, żadnym aktywem pracującym na zysk nie jest.

Prawdziwe zaskoczenie przyszło przy podatku katastralnym. Część polityków chce go wprowadzić właśnie po to, żeby zbić opłacalność masowego skupowania mieszkań. I tu profesor, który przez całą rozmowę bronił niskich podatków, stwierdził, że podatek katastralny jest jego zdaniem mniej szkodliwy niż progresywny PIT. Dla porządku warto dodać kontekst prawny: w Polsce nie istnieje dziś powszechny podatek od wartości nieruchomości mieszkalnych, a jego wprowadzenie oznaczałoby danina liczoną co roku od wyceny lokalu. Przy stawkach spotykanych w innych krajach europejskich mówimy o kwotach rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych rocznie od droższego mieszkania, co dla wielu właścicieli oznaczałoby konieczność sprzedaży.

Bezpieczny kredyt jako „fałszywe dobrodziejstwo”

Skoro o rynku mieszkaniowym mowa, nie mogłem nie zapytać o programy dopłat. Balcerowicz nie zostawił na nich suchej nitki. Uznał, że dopłacanie do kredytów w sytuacji, gdy państwo ma jeden z najwyższych deficytów w Unii, to fałszywe dobrodziejstwo, a szczególnie niebezpieczni są politycy, którzy takie prezenty skutecznie sprzedają wyborcom. Diagnoza zbiega się z tym, co redakcja opisywała już w praktyce. Kiedy ruszał Bezpieczny Kredyt 2 procent, ostrzegałem, że część kupujących skorzysta, ale reszcie zakup własnego lokum jeszcze bardziej się oddali, a ceny skoczą. Tak też się stało, i Bezprawnik pokazywał wtedy na wykresach, jak bezpieczny kredyt 2 już wpłynął na ceny mieszkań, zanim jeszcze na dobre wystartował.

Wniosek płynący z rozmowy jest dość gorzki dla konsumenta. Rządowe wsparcie popytu bez zwiększania podaży trafia w dużej mierze do sprzedających, a nie do kupujących.

Kartele lekarskie i quasi-monopol NFZ

Zapytałem też o głośną aferę wokół jednego z warszawskich szpitali i o to, czy wysokie zarobki lekarzy rozliczających się z publicznym płatnikiem to jeszcze wolny rynek, czy raczej wykorzystywanie niegospodarności państwa. Odpowiedź była mocniejsza, niż się spodziewałem. Profesor uznał, że opisywane praktyki mogą stanowić przesłankę do interwencji urzędu antymonopolowego, i sięgnął po słowo „kartel”, zaznaczając, że nie jest ładne, ale bywa adekwatne.

Przy okazji padła diagnoza całego systemu. Narodowy Fundusz Zdrowia to w ujęciu Balcerowicza quasi-monopol, a płacona do niego składka jest w istocie podatkiem zdrowotnym, tyle że mylnie nazwanym składką. Profesor od lat opowiada się za tym, by osoba rezygnująca z usług finansowanych przez NFZ mogła te pieniądze przenieść do konkurencyjnej sieci. To brzmi kusząco, ale warto pamiętać, o czym pisaliśmy nieraz, że leczenie się prywatnie w przypadku poważnej choroby potrafi kosztować kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy złotych, więc pełny opt-out z systemu publicznego dziś stać jedynie najzamożniejszych.

Emerytura poza ZUS, czyli dlaczego Balcerowicz wciąż broni OFE

Wątek emerytalny profesor sprowadził do prostej arytmetyki demograficznej. System, w którym pracujący legalnie finansują świadczenia obecnych emerytów, jest wrażliwy na starzenie się społeczeństwa, a Polska należy do krajów, gdzie ten problem narasta. Stąd jego rada dla osób młodych i w średnim wieku brzmi jednoznacznie: emerytura z ZUS będzie niska, więc trzeba oszczędzać prywatnie. Balcerowicz przypomniał, że należał do krytyków „skoku na OFE”, i podkreślił, że prywatne fundusze mają tę zaletę, że lokują środki w inwestycje.

Dla czytelnika, który dopiero układa sobie strategię, to praktyczna wskazówka. Wybór, przed którym stają Polacy, sprowadza się w gruncie rzeczy do zaufania, co dobrze pokazuje stary dylemat IKE czy ZUS, czyli postawienie na kapitał prywatny albo na państwo.

Czy państwo powinno pomagać firmom takim jak XTB

Na koniec zeszła rozmowa na biznes. Opowiedziałem profesorowi o Omarze Arnaucie z XTB i zapytałem wprost, czy dwudziesta gospodarka świata nie powinna używać ministra spraw zagranicznych albo ambasadorów do otwierania rynków dla swoich firm. Balcerowicz odpowiedział, że nie wierzy w skuteczność takich metod. Jego zdaniem żaden minister nie zastąpi argumentu, jakim jest konkurencyjność produktu, a realną siłą negocjacyjną Polski jest członkostwo w Unii Europejskiej i wspólne umowy handlowe.

To ważny głos w dyskusji o gospodarczym patriotyzmie. Że polska firma może podbijać świat bez politycznych protez, pokazuje zresztą sama historia broker, o którym rozmawialiśmy, bo XTB to polski fintech notowany na warszawskiej giełdzie i konkurujący z globalnymi markami. Profesor konsekwentnie sprowadzał wszystko do jednej zasady: bez konkurencji nie ma innowacyjności, a rolą państwa nie jest subsydiowanie wybrańców, tylko pilnowanie, żeby wejście na rynek było łatwe.

Warto obejrzeć całość

To tylko fragment blisko godzinnej rozmowy. Poza finansami osobistymi padło sporo o transformacji, o różnicy między Polską a Ukrainą, o Chinach i o tym, dlaczego Balcerowicz uważa rozdęty socjał, a nie wydatki na obronność, za główne źródło problemów budżetu. Pełne nagranie jest dostępne na kanale naTemat i szczerze polecam obejrzenie go w całości, choćby po to, żeby wyrobić sobie własne zdanie tam, gdzie z profesorem się nie zgadzałem.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover