- Bezprawnik -
- Praca -
- Niskiego wieku emerytalnego bronimy jak niepodległości. Potem będziemy prosić o kolejny dodatek
Niskiego wieku emerytalnego bronimy jak niepodległości. Potem będziemy prosić o kolejny dodatek
Podniesienie wieku emerytalnego było dla Donalda Tuska politycznie niewdzięczną decyzją, ale odpowiadało na realny problem. Cofnięcie reformy nie poprawiło demografii ani nie sprawiło, że krótsza praca zaczęła dawać wyższe świadczenia. Dzisiaj bronimy niskiego wieku emerytalnego, a później będziemy oczekiwać od polityków kolejnych dodatków do zbyt niskich emerytur.
Temat, którego politycy boją się ruszać
Ostatnio na X wybuchła dyskusja, bo zaczęły krążyć urywki wywiadu na kanale naTemat z Michałem Żmudą, znanym jako Shmoo z kanału „Widzimy się jutro”. W przywołanej dyskusji wrócił również temat wieku emerytalnego - a wraz z nim pytanie, czy niepopularna decyzja musi być złą decyzją.
Właśnie przy emeryturach wyjątkowo łatwo pomylić ocenę rozwiązania z oceną jego autora. Wystarczy uznać, że podniesienie wieku miało sens, żeby rozmowa zeszła na to, czy ktoś lubi Tuska. Tymczasem tę samą reformę należałoby oceniać według tych samych kryteriów, gdyby proponował ją zupełnie inny premier.
Chyba nikogo nie cieszy perspektywa dłuższej pracy. Ale takie mamy realia, że trzeba myśleć przyszłościowo. Przy starzeniu się społeczeństwa stopniowe wydłużanie aktywności zawodowej jest rozsądniejszym wyborem niż utrzymywanie obietnicy wczesnej emerytury i przemilczanie jej kosztów. Oczywiście nie chodzi mi o rozsądek czysto z perspektywy marketingu politycznego, bo sami wiemy jak to jest.
Reforma wychodziła naprzeciw realnemu problemowi
Reforma przyjęta w 2012 roku przez większość PO-PSL zakładała stopniowe podnoszenie i zrównanie wieku emerytalnego kobiet oraz mężczyzn do 67 lat. Mężczyźni mieli osiągnąć docelowy próg w 2020 roku, kobiety dopiero w 2040. Nie było więc tak, że wszystkim z dnia na dzień dopisano kilka lat pracy.
Bo kierunek samej ustawy był jak najbardziej słuszny. Tu nie ma co już się zagłębiać w samo tempo zmian, ich komunikowanie czy uzasadnianie. Obchodzi mnie teraz tylko efekt końcowy, czyli wydłużony wiek emerytalny.
A to było wyjście naprzeciw konkretnemu problemowi – długość pracy, długość pobierania świadczenia (czyli inaczej długość życia) i jego wysokość są ze sobą ściśle związane. Nie było to zatem jakieś widzimisię ówczesnych rządów, który nagle sobie stwierdził „o, zrobimy ludziom na złość”. Myślę, że tamten rząd mógłby pochwalić się innymi decyzjami, które lepiej pasowałyby do takiej etykiety.
W Europie 67 lat nie jest czymś wyjątkowym
Polskie 65 lat dla mężczyzn nie jest europejskim minimum. Natomiast 60 lat dla kobiet to bardzo niski próg, a pięcioletnia różnica między płciami należy do największych w OECD.
W Niemczech standardowy wiek emerytalny stopniowo rośnie do 67 lat. Ten próg obejmuje osoby urodzone w 1964 roku i później, a więc pierwsze z nich osiągną go w 2031 roku. We Włoszech standardowa emerytura z tytułu wieku przysługuje zasadniczo od 67. roku życia, przy spełnieniu wymaganego stażu składkowego.
W Holandii wiek uprawniający do państwowej emerytury AOW wynosi obecnie 67 lat, a od 2028 roku będzie to 67 lat i trzy miesiące. W Wielkiej Brytanii między 2026 a 2028 rokiem trwa podnoszenie wieku uprawniającego do State Pension z 66 do 67 lat – jednakowo dla kobiet i mężczyzn.
Poza Europą wcześniejsza emerytura również ma swoją cenę
W Stanach Zjednoczonych pełny wiek emerytalny w systemie Social Security wynosi 67 lat dla osób urodzonych w 1960 roku lub później. Świadczenie można zacząć pobierać już w wieku 62 lat, ale dla tych roczników oznacza to obniżenie miesięcznej kwoty o 30 proc. względem świadczenia należnego w pełnym wieku emerytalnym.
W kanadyjskim systemie składkowym CPP standardowy wiek wynosi 65 lat. Pobieranie świadczenia można rozpocząć między 60. a 70. rokiem życia, ale start w wieku 60 lat oznacza miesięczną kwotę niższą o 36 proc. względem rozpoczęcia w wieku 65 lat. Odroczenie do siedemdziesiątki daje z kolei podwyższenie o 42 proc.
Oczywiście, gdy zajrzymy w szczegóły tych wymienionych systemów znajdziemy mniej lub bardziej subtelne różnice względem polskiego, ale najważniejsze jest to, że wszystkie te państwa mają świadomość, że takie zmiany po prostu muszą zaistnieć. W końcu nie tylko Polska ma problemy demograficzne przy jednoczesnym wydłużającej się oczekiwanej średniej długości życia.
Krócej pracujesz, na więcej miesięcy dzielisz
Jeżeli pracujemy krócej, zazwyczaj mamy mniej zgromadzonych składek. Jednocześnie wcześniejsze rozpoczęcie pobierania świadczenia oznacza więcej miesięcy, przez które statystycznie będzie ono wypłacane. Oba czynniki obniżają miesięczną kwotę.
Dla prostego zobrazowania - 600 tys. zł podzielone przez 250 miesięcy daje 2400 zł. Ta sama suma podzielona przez 200 miesięcy daje 3000 zł. To wyłącznie przykład rachunku, a nie wyliczenie dla konkretnego wieku. Przy dłuższej pracy sam kapitał może dodatkowo wzrosnąć dzięki kolejnym składkom i waloryzacjom.
Oczywiście nikt nie odbiera emerytury osobie, która przeżyje więcej miesięcy, niż przyjęto w obliczeniu. To statystyczny dzielnik służący ustaleniu wysokości świadczenia, a nie termin jego ważności.
Wcześniejsza emerytura kobiet nie jest darmowym przywilejem
Pięć lat różnicy między kobietami a mężczyznami przedstawiamy jako korzyść dla kobiet. Nie zawsze jest to jednak prawda – zależy jak na to spojrzymy. W systemie uzależniającym wysokość świadczenia od składek i wieku jego przyznania ta korzyść ma w końcu swoją cenę.
OECD opracował swojego czasu model dla osób rozpoczynających pracę w wieku 22 lat w 2024 roku, zarabiających przez całą nieprzerwaną karierę średnią krajową. Przy obecnych zasadach przyszła emerytura netto odpowiadałaby około 31,8 proc. zarobków netto kobiet i 40,6 proc. mężczyzn.
Co istotne, ten przykład nie zakłada niższych zarobków kobiet ani przerw w ich zatrudnieniu. Różnica występuje już przy jednakowym poziomie wynagrodzeń, ponieważ kobiety wcześniej zaczynają pobierać emeryturę.
Nie każdy może po prostu pracować dłużej
Oczywiście dodatkowe lata za biurkiem i dodatkowe lata ciężkiej pracy fizycznej to nie to samo. Podniesienie wieku emerytalnego nie przywróci nikomu zdrowia ani nie zagwarantuje, że pracodawca zatrudni osobę po sześćdziesiątce. Dlatego ewentualna reforma, gdyby jednak jakimś cudem kiedyś ponownie pojawiła się w Polsce, powinna mieć okres przejściowy, uwzględniać możliwość przekwalifikowania i zabezpieczać tych, którzy rzeczywiście nie są w stanie dalej pracować.
A później obiecamy sobie siedemnastą emeryturę
Obawiam się, że politycznie czeka nas zupełnie inny scenariusz. Taki typowy dla Polski, patrząc na ostatnie lata życia politycznego. Najpierw będziemy traktować obecne progi jako świętość.
Później będziemy oburzać się wysokością świadczeń. W końcu pojawi się ktoś, kto obieca kolejną dodatkową wypłatę, a jego przeciwnik zaproponuje jeszcze wyższą. Dla osoby z niską emeryturą takie pieniądze są realną pomocą. Tyle że sam dodatkowy przelew nie usuwa przyczyn niskiego świadczenia. Trzeba go również z czegoś sfinansować.
Ta uwaga dotyczy także obecnego rządu. Przypominanie, kto cofnął reformę, nie zwalnia z odpowiedzialności za to, co robi się po odzyskaniu władzy. Możemy jeszcze przez kilka kampanii udawać, że problemu nie ma. Tylko że od liczby wygranych wyborów nie przybędzie nam ani przepracowanych lat, ani zapisanych składek.










