1. Bezprawnik -
  2. Energetyka -
  3. Zostaw kaloryfery w spokoju. Tak nie oszczędzisz na rachunkach za ogrzewanie

Zostaw kaloryfery w spokoju. Tak nie oszczędzisz na rachunkach za ogrzewanie

Rosnące rachunki za ogrzewanie skłaniają coraz więcej osób do szukania oszczędności. Jedni stawiają na uszczelnianie okien, inni starają się znaleźć najtańsze składy opału, a jeszcze inni twierdzą, że rozwiążą problem, zakręcając kaloryfery. Rozwiązanie, które w naszym kraju ma naprawdę spore tradycje, w praktyce okazuje się przeciwskuteczne.

Ceny opału i prądu: czeka nas droga zima na każdym froncie

Wiele wskazuje na to, że nadchodząca zima nie będzie zbyt przyjemnym czasem dla naszego portfela. Spory ból głowy mają zwłaszcza posiadacze kotłów na pellet – ceny tego opału już teraz oscylują w granicach 2500 złotych za tonę (coraz popularniejsza jest tańsza alternatywa w postaci owsu, bo to paliwo może zastąpić pellet przy kilkukrotnie niższych kosztach), a wiele wskazuje na to, że może być tylko gorzej. Niewykluczone, że od nowego roku w górę pójdą także stawki gazu wraz z wprowadzeniem nowych taryf przez URE. A przecież im bliżej zimy, tym bardziej tradycyjnie drożeje także drewno oraz węgiel. A prąd? Już teraz prąd drożeje na giełdzie, a wielu analityków sugeruje, że w przyszłym roku za energię zapłacimy więcej nawet o 15–20 proc.

Gdy dorzucimy do tego wysokie ceny paliw i rosnącą inflację, to jedno jest pewne – warto szukać oszczędności wszędzie, gdzie tylko jest to możliwe. Tych w sezonie zimowym szukamy głównie na ogrzewaniu, ale warto robić to z głową. A od lat właśnie w głowach wielu Polaków istnieje pewien mit.

Zostaw kaloryfery w spokoju. To naprawdę nie pomaga

Wielu z nas, wychodząc z domu na cały dzień albo zamykając nieużywany pokój, odruchowo zakręca kaloryfer „do oporu”, licząc na wyraźne oszczędności na rachunkach za ogrzewanie. Tymczasem podstawowe prawa fizyki mówią wprost: to działa inaczej, niż podpowiada intuicja – i w wielu sytuacjach całkowite wyłączenie grzejnika może się wręcz obrócić przeciwko nam (i naszemu portfelowi).

Dlaczego „oszczędzanie” na jednym pokoju nie działa?

Kluczowy mechanizm, o którym zapominamy, to migracja ciepła przez ściany, drzwi i strop. Jeśli w mieszkaniu mamy kilka ogrzewanych pomieszczeń i jedno z nich całkowicie odetniemy od grzejnika, to pokój ten nie zostaje w próżni cieplnej – ciepło zacznie napływać do niego z sąsiednich, ogrzanych pomieszczeń przez przegrody wewnętrzne. Efekt jest taki, że reszta mieszkania musi „dogrzewać” wyziębiony pokój, a my i tak płacimy za tę energię – tylko że teraz jest ona zużywana mniej efektywnie, bo ucieka przez ściany wewnętrzne zamiast być dostarczana bezpośrednio przez grzejnik.

Zakręcone kaloryfery w bloku z ogrzewaniem centralnym

W budynkach wielorodzinnych z ogrzewaniem centralnym, gdzie rozliczenie odbywa się częściowo według powierzchni lokalu (a nie tylko według zużycia), efekt jest jeszcze wyraźniejszy: Twoje wychłodzone mieszkanie zaczyna „kraść” ciepło od sąsiadów przez wspólne ściany, a Ty formalnie nadal bierzesz udział w kosztach ogrzewania całego budynku.

Wilgoć i pleśń – kosztowne efekty uboczne

Zakręcanie grzejników w pomieszczeniu ma jeszcze jeden bardzo istotny skutek uboczny, za który możemy solidnie zapłacić na wiosnę. Gdy temperatura w pomieszczeniu spada zbyt nisko (poniżej ok. 16–18°C), a jednocześnie w powietrzu obecna jest para wodna – z gotowania, prysznica, oddychania czy suszenia prania w innych częściach mieszkania – dochodzi do osadzania się pary na chłodniejszych powierzchniach: ścianach, parapetach, narożnikach. Wilgotne, niedogrzewane pomieszczenia to idealne warunki do rozwoju grzybów i pleśni, a usuwanie wilgoci i pleśni bywa znacznie droższe niż ewentualne oszczędności na ogrzewaniu.

Gwałtowne dogrzewanie kosztuje więcej niż stała temperatura

Jeśli zakręcimy grzejnik w pomieszczeniu i wrócimy do niego po kilku godzinach, to wychłodzony pokój trzeba później ponownie ogrzać. No i tu pojawia się kolejny problem – nagrzanie wyziębionych ścian, podłogi czy mebli wymaga znacznie więcej energii i czasu niż utrzymanie stałej, umiarkowanej temperatury. W efekcie krótkotrwałe wyłączenie grzejnika, a potem gwałtowne odkręcenie go „na full” jest znacznie bardziej kosztowne niż utrzymywanie stabilnej, niższej temperatury przez cały czas.

Ryzyko awarii instalacji i zamarznięcia rur. Naprawa idzie w tysiące złotych

Zakręcenie grzejników może być także fatalną decyzją w przypadku modeli z termostatami. Całkowite zakręcenie zaworu w jednym pomieszczeniu zaburza hydraulikę całej instalacji – zmienia się rozkład przepływu czynnika grzewczego, co może prowadzić do hałasów („chrobotanie” w rurach) czy nierównomiernego grzania innych kaloryferów w mieszkaniu lub budynku. W skrajnych przypadkach może dojść nawet do zamarznięcia wody w instalacji w bardzo mroźne dni, jeśli pomieszczenie graniczy ze ścianą zewnętrzną, a efekty można łatwo przewidzieć. Co ciekawe, eksperci ostrzegają, że rury najczęściej pękają wcale nie w trakcie największych mrozów, lecz dopiero podczas odwilży – a naprawa takiej awarii i usuwanie jej skutków bywa dużo droższe niż cały sezon ogrzewania wychłodzonego pokoju.

Jeśli już dojdzie do zalania mieszkania w wyniku pęknięcia instalacji, warto wiedzieć, jak krok po kroku uzyskać odszkodowanie za zalanie mieszkania – kluczowe jest tu szybkie zgłoszenie szkody i dokładna dokumentacja zniszczeń.

Zimno w wynajmowanym mieszkaniu? Najemca ma swoje prawa

Warto przy okazji wiedzieć, że problem z ogrzewaniem może działać też w drugą stronę – gdy w wynajmowanym mieszkaniu jest zbyt zimno mimo odkręconych kaloryferów. W takiej sytuacji najemca ma prawo zgłosić wynajmującemu usterkę instalacji grzewczej, a jeśli ten jej nie usunie, może domagać się obniżenia czynszu, a nawet obniżenia opłat za ogrzewanie – Sąd Najwyższy potwierdził, że przepisy o wadach rzeczy najętej stosuje się w tym zakresie również do opłat za centralne ogrzewanie.

Co zrobić zamiast zakręcania grzejnika do oporu?

Dlatego też znacznie lepszym pomysłem jest inwestycja w uszczelnienie drzwi i okien albo obniżenie temperatury na termostacie. Nikt przecież nie powiedział, że w mroźny, zimowy poranek musimy poruszać się po domu w podkoszulku i krótkich spodenkach, a każdy stopień w dół to realne oszczędności dla naszego domowego budżetu.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover