- Bezprawnik -
- Biznes -
- „XTB to nie jest bank”. Prezes wyjaśnił mi, co się stanie z naszymi akcjami, gdyby firma upadła
„XTB to nie jest bank”. Prezes wyjaśnił mi, co się stanie z naszymi akcjami, gdyby firma upadła
Omar Arnaut, prezes XTB, usiadł niedawno przed moją kamerą, żeby zmierzyć się z serią niewygodnych pytań: czy największy polski dom maklerski jest bezpieczny, czy pieniądze klientów są oddzielone od majątku spółki i czy XTB nie skończy jak Amber Gold, GetBack albo zondacrypto. Pretekstem była świeża kara 20 mln zł nałożona przez Komisję Nadzoru Finansowego. Z rozmowy wyłania się obraz firmy, która konsekwentnie odchodzi od ryzykownych kontraktów CFD, ale wciąż większość pieniędzy zarabia właśnie na nich.
„XTB to nie jest bank”. Co to znaczy dla pieniędzy klienta?
Arnaut od razu rozprawił się z popularnym nieporozumieniem. „XTB to nie jest bank” stwierdził, przypominając, że spółka jest domem maklerskim, a nie instytucją przyjmującą depozyty. Różnica nie jest kosmetyczna. Środków na rachunku maklerskim nie chroni Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który gwarantuje zwrot pieniędzy z lokat i kont do równowartości 100 tys. euro. Dla klientów firm inwestycyjnych działa odrębny system rekompensat prowadzony przez Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych, a jego limity są znacznie niższe.
Najważniejsze jest jednak co innego, na co zwrócił uwagę prezes: kupione akcje i ETF-y formalnie należą do inwestora, nie do brokera. „Akcje de facto nie są nasze, one są twoje po prostu” mówił Arnaut. W praktyce oznacza to, że nawet gdyby z domem maklerskim coś się stało, papiery wartościowe trafiają w inne miejsce, z którego można nimi dalej dysponować. Mechanizm ten pokazała choćby likwidacja platformy WealthSeed, gdy inwestorzy mogli skorzystać z automatycznego przeniesienia WealthSeed do XTB bez wyprzedaży aktywów.
Inaczej wygląda to przy kontraktach CFD, które nie są ani akcjami, ani funduszami. Tu kapitał klienta jest chroniony tylko do pewnego progu. Dla osób, które trzymają na takim rachunku więcej, to istotne zastrzeżenie. Ja osobiście generalnie trzymam się od CFD z daleka, czego i Państwu życzę.
Kara 20 mln zł od KNF. Za co dokładnie?
Tu warto oddzielić narrację spółki od treści decyzji nadzoru. Arnaut przedstawił karę niemal jako dowód na to, że system działa, a ktoś „patrzy spółce na ręce”.
Z komunikatu KNF wynika, że sprawa dotyczyła nienależytego badania adekwatności, czyli sprawdzania, czy klient ma wiedzę i doświadczenie pozwalające zrozumieć ryzyko. Zarzut dotyczył metodologii ankiet MiFID stosowanej od stycznia 2022 r. do sierpnia 2023 r.: osoby deklarujące znajomość wyłącznie prostych instrumentów, takich jak akcje, otrzymywały informację, że odpowiednie są dla nich również skomplikowane kontrakty CFD. Drugi wątek to zarządzanie produktowe, gdzie klientów przypisywano do różnych grup docelowych według niemal identycznych kryteriów. Komisja powołała się przy tym na coroczne badanie UKNF rynku Forex, według którego systematycznie traci na takich instrumentach od 70 do 80 proc. aktywnych klientów.
Decyzja nie jest prawomocna i nie nadano jej rygoru natychmiastowej wykonalności, a spółka zapowiedziała analizę uzasadnienia pod kątem odwołania, podkreślając, że formularz i proces rejestracji zmieniła jeszcze przed nałożeniem kary. Argument prezesa, że kary są chlebem powszednim regulowanej branży, ma pokrycie w faktach. Zaledwie miesiąc wcześniej, w marcu 2026 r., KNF ukarała Santander Bank Polska kwotą ponad 21 mln zł za osiem naruszeń, w części również związanych z badaniem adekwatności.
CFD, czyli dlaczego traci większość grających
CFD to rodzaj zakładu o to, czy cena instrumentu, na przykład złota, ropy czy indeksu, pójdzie w górę czy w dół. Inwestor nie staje się właścicielem aktywa, tylko obstawia kierunek, a wbudowana dźwignia wielokrotnie powiększa i zysk, i stratę. To właśnie tu leżą różnice między inwestowaniem w ETF a CFD: kupując fundusz, nabywa się realny udział w koszyku aktywów, kupując kontrakt, bierze się na siebie ryzyko, że niewielki ruch ceny pochłonie cały depozyt.
Co ciekawe, w tej sprawie prezes brokera mówił językiem zbliżonym do regulatora. „Jeżeli ktoś ma bardzo małe doświadczenie, niską wiedzę, to na pewno nie zachęcam do tego, żeby inwestował na instrumentach CFD” przyznał Arnaut. Jego zdaniem klienci tracą nie tyle przez sam produkt, ile przez sposób zarządzania pozycją: szybko zamykają zyskowne transakcje, a stratne trzymają zbyt długo, licząc na odbicie rynku, które przy dźwigni wcale nie musi nastąpić.
Od brokera CFD do „superaplikacji”: akcje, ETF-y i IKE
Do 2020 r. XTB oferowało wyłącznie CFD. Dopiero wprowadzenie akcji i ETF-ów bez prowizji, do równowartości 100 tys. euro obrotu miesięcznie, zmieniło jego charakter. Według danych podawanych przez prezesa udział CFD w przychodach spadł z niemal 100 proc. sprzed kilku lat do około 92–93 proc. w ubiegłym roku, a celem zarządu jest zejście poniżej 70 proc. w ciągu dwóch–trzech lat. To liczby samego brokera, więc warto traktować je z rezerwą właściwą każdej autoprezentacji, podobnie jak twierdzenia, że konto w XTB ma już co trzeci inwestujący w akcje Polak.
Tu pojawia się wątek najbardziej praktyczny dla przeciętnego czytelnika. Spółka mocno promuje XTB konto IKE, czyli Indywidualne Konto Emerytalne prowadzone w formie rachunku maklerskiego. Jego sens jest podatkowy: dopóki nie wypłaca się środków przed emeryturą, od zysków ze sprzedaży akcji czy ETF-ów nie płaci się 19-proc. podatku Belki. Ceną za ten przywilej jest roczny limit wpłat i konieczność trzymania pieniędzy do osiągnięcia wieku emerytalnego. Arnaut przyznał przy tym, że transfery IKE między instytucjami w Polsce bywają „koszmarem” proceduralnym, z wymogiem notariusza włącznie, co tłumaczy, dlaczego większość kont w jego firmie zakładana jest od zera, a nie przenoszona od konkurencji.
Krypto, obligacje i pytanie o bank
Na liście planów są też kryptowaluty. XTB chce je oferować, gdy w Polsce wejdą w życie krajowe przepisy dostosowujące rynek do unijnego rozporządzenia MiCA, które ma uregulować działalność dostawców usług kryptoaktywów i wzmocnić ochronę konsumentów. Prezes deklarował, że będą to prawdziwe kryptowaluty, a nie kolejne kontrakty CFD na ich kurs. Obligacje, jak przyznał, są „w szufladzie”, prace zaawansowane, ale wstrzymane. A bank? Tu padła najbardziej obrazowa odpowiedź: w zeszłym roku zarząd powiedział sobie „nie”, w tym roku mówi „nie z gwiazdką”, bo projekt bankowy byłby zbyt dużym obciążeniem regulacyjnym i organizacyjnym.
Czy to nie kolejna zondacrypto?
Najwięcej mówi o spółce to, co prezes ujawnił o własnym portfelu. „Ponad 99% moich oszczędności ja mam w akcjach XTB” powiedział Arnaut, dodając, że „trzyma dosłownie wszystkie jajka w jednym koszyku”. To wyznanie, które w ustach kogokolwiek innego brzmiałoby jak antyporadnik inwestycyjny, ma być dowodem wiary we własną firmę. Pytany o awans do indeksu WIG20, odpowiedział, że „to nie jest kwestia, czy będziemy w WIG-u 20, to jest tylko i wyłącznie kwestia czasu”.
Notowana na giełdzie i nadzorowana przez KNF spółka jest dziś znacznie bardziej transparentna niż firmy, do których bywa porównywana, a jednocześnie wciąż największą część pieniędzy zarabia na produkcie, na którym przegrywa większość grających. Te dwa fakty trzeba czytać razem.
