Oskarżony z przypadku
Tak stało się z hiszpańskim blogerem znanym jako Lazarus, co opisał Andy Maxwell z TorrentFreak. Prowadzi on niewielką, hobbystyczną stronę, którą chroni Cloudflare – usługa, z której korzystają miliony właścicieli witryn (np. - żeby daleko nie szukać - Bezprawnik).
W poniedziałek dostał wiadomość, która musiała zmrozić mu krew w żyłach: LaLiga ostrzegła, że jeśli „nie nakaże” Cloudflare blokowania piratów korzystających z tego samego adresu IP co on, to będzie traktowany jako ktoś, kto „współpracuje z przestępcami przez zaniechanie”.
Wyobraźmy to sobie na chwilę: człowiek prowadzi bloga o technologii, a nagle dostaje pismo brzmiące jak wezwanie od prokuratury. Nie ma nic wspólnego z piractwem, nie transmituje meczów, nie zarabia na streamach. A jednak ktoś traktuje go jak podejrzanego tylko dlatego, że dostał od Cloudflare IP współdzielone również przez piratów. To trochę tak jakby ktoś z was miał internet od dajmy na to Vectry i miał odpowiadać za to, że obcy facet mieszkający w bloku obok transmitował pirackie streamy i przypadkowo miał tę samą pulę IP.
Wojna o miliardy kontra zwykły użytkownik
Trzeba jasno powiedzieć: piractwo transmisji sportowych to realny problem. LaLiga ma pełne prawo walczyć o swoje prawa, bo każda nielegalna transmisja to uderzenie w finansowe fundamenty ligi i klubów. Jednak sposób, w jaki prowadzi tę walkę, zaczyna przypominać dywanowe bombardowanie – skutecznie uderza w cel, ale przy okazji niszczy całe sąsiedztwo.
Czytaj też: Ludzie oglądający nielegalne streamy Barcelony będą mieli poważne problemy
Adresy IP Cloudflare działają jak bloki mieszkalne: setki, a nawet tysiące stron internetowych korzystają z tego samego „adresu”. Jeśli więc LaLiga nakaże blokadę, w ciemno odcinane są nie tylko strony pirackie, ale i niewinne blogi, sklepy czy portale. A teraz, jak widać, zaczęto jeszcze wysyłać listy grożące zwykłym internautom.
Groźby w majestacie prawa
Treść wiadomości, jaką otrzymał Lazarus, trudno nazwać inaczej niż szokującą. Padają w niej stwierdzenia o „pełnej świadomości naruszeń” i groźby odpowiedzialności cywilnej, a nawet karnej, jeśli bloger nie wymusi na Cloudflare podjęcia działań. Tyle że to tak, jakby właściciel mieszkania został obarczony odpowiedzialnością za to, że jego sąsiad piraci filmy – bo przecież dzielą tę samą klatkę schodową.
Lazarus na Mastodonie opisał całą sytuację jako próbę wywarcia presji na Cloudflare poprzez zastraszanie jego klientów. „Liga wie, jak działa Cloudflare, ale jedyne, co im zostało, to wykorzystywać nas, by zmusić firmę do posłuszeństwa” – napisał.
Czytaj też: Sąd wziął na dywanik VPN-y. Mają się zacząć przykładać do blokowania piractwa
Gdzie kończy się walka, a zaczyna nadużycie?
Nie da się ukryć: piractwo podcina finansowe skrzydła sportu. Ale jeśli LaLiga zacznie traktować zwykłych internautów jak potencjalnych wspólników przestępstwa tylko dlatego, że dzielą infrastrukturę z piratami, to walka o prawa autorskie zamieni się w walkę o zdrowy rozsądek.
Bo w tej historii nie chodzi o to, że LaLiga nie ma racji w walce z piractwem. Chodzi o to, że LaLiga zaczyna strzelać na oślep, nadużywając swojej pozycji i stresując normalnych ludzi.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj