1. Home -
  2. Biznes -
  3. Sąd uznał Metę i YouTube za winne uzależnienia dziecka. Na start 6 mln dolarów odszkodowania

Sąd uznał Metę i YouTube za winne uzależnienia dziecka. Na start 6 mln dolarów odszkodowania

Ława przysięgłych w Los Angeles właśnie pokazała, że giganci technologiczni mogą odpowiadać za to, co ich produkty robią z psychiką dzieci. Meta i Google zostały uznane za winne uzależnienia nastolatki od mediów społecznościowych i muszą zapłacić 6 milionów dolarów odszkodowania. Ten wyrok może zmienić zasady gry dla całej branży.

Sąd nie kupił tłumaczenia, że platforma to „tylko narzędzie"

Przez lata korporacje technologiczne funkcjonowały w komfortowej sytuacji prawnej. Ich strategia obronna opierała się na prostym założeniu: dostarczamy narzędzie, a za to, jak z niego korzystają ludzie, odpowiadają ludzie. Ewentualnie ich rodzice, szkoła albo „złożone procesy psychologiczne". Kalifornijski sąd właśnie postawił tę narrację pod ścianą.

Ława przysięgłych w Los Angeles orzekła, że Meta (właściciel Instagrama) i Google (właściciel YouTube'a) ponoszą odpowiedzialność za szkody psychiczne wyrządzone kobiecie, która jako dziecko uzależniła się od obu platform. Poszkodowana, dziś dwudziestoletnia, otrzymała łącznie 6 mln dolarów — w tym 3 mln tytułem odszkodowania kompensacyjnego i 3 mln jako tzw. punitive damages, czyli odszkodowanie o charakterze karnym, stosowane w prawie amerykańskim w przypadkach szczególnie nagannego zachowania pozwanego.

Co istotne z prawnego punktu widzenia, przysięgli uznali, że obie firmy celowo projektowały swoje produkty w sposób uzależniający. Więcej — stwierdzili, że ich działania nosiły cechy złośliwości, opresyjności lub oszustwa. To fundamentalna różnica w porównaniu z dotychczasowymi sporami, w których technologiczni giganci byli oskarżani jedynie o niedopatrzenia czy brak wystarczających zabezpieczeń.

70 procent odpowiedzialności dla Mety, 30 procent dla Google

Podział odpowiedzialności finansowej między obie firmy nie jest przypadkowy. Meta ma pokryć 70 proc. zasądzonej kwoty, Google pozostałe 30 proc. To odzwierciedla rolę, jaką w całej sprawie odegrał Instagram — platforma należąca do Mety znalazła się w samym centrum zarzutów.

Poszkodowana zeznała, że zaczęła korzystać z YouTube'a w wieku sześciu lat, a z Instagrama — jako dziewięciolatka. Obie platformy oficjalnie wymagają od użytkowników ukończenia co najmniej 13 lat, ale jak pokazuje ta sprawa (i tysiące innych), weryfikacja wieku pozostaje fikcją. Problem nastolatków i social media nie jest zresztą nowy — od lat pojawiają się dramatyczne historie pokazujące, jakie skutki może mieć niekontrolowany dostęp najmłodszych do tych platform.

Z zeznań wynikało, że media społecznościowe stopniowo wyparły normalne relacje rodzinne i codzienne funkcjonowanie dziewczyny. Czas spędzany w aplikacjach rósł, a wraz z nim pojawiały się problemy — lęki, epizody depresyjne, obsesyjne porównywanie się z innymi. Ostatecznie zdiagnozowano u niej dysmorfofobię, czyli zaburzenie polegające na chorobliwym, zniekształconym postrzeganiu własnego wyglądu.

Filtry, nieskończone przewijanie i „maszyny do uzależniania"

Prawnicy poszkodowanej budowali swoją argumentację wokół konkretnych mechanizmów projektowych wbudowanych w obie platformy. Nieskończone przewijanie treści, system powiadomień wymuszający ciągły powrót do aplikacji, algorytmiczne podbijanie zaangażowania — to wszystko, co branża przez lata sprzedawała jako „ulepszanie doświadczenia użytkownika", w kontekście tego procesu nabrało zupełnie innego znaczenia.

Jeśli kilkuletnie dziecko wpada w świat filtrów wygładzających twarz, pomniejszających nos i powiększających oczy, to narracja o „niewinnym narzędziu do komunikacji" zaczyna trzeszczeć w szwach. Szczególnie gdy na stole leżą wewnętrzne dokumenty firm wskazujące, że młodzi użytkownicy byli traktowani jako strategicznie szczególnie wartościowy segment. To zresztą wpisuje się w szerszy problem, którym od lat zajmują się instytucje europejskie — Parlament Europejski już zaproponował wprost odcięcie dzieci od social media i zakazanie najbardziej uzależniających mechanizmów, takich jak właśnie nieskończone przewijanie czy pętle nagród.

Model biznesowy oparty na monetyzacji uwagi sprawia, że dzieci stają się dla platform użytkownikami wręcz idealnymi — bardziej impulsywne, mniej odporne na presję rówieśniczą, bardziej skłonne spędzać w aplikacji kolejne minuty i godziny. To nie wypadek przy pracy. To logiczna konsekwencja systemu, który nagradza firmę za każdą dodatkową sekundę zaangażowania.

Meta i Google zapowiadają odwołanie, ale wiatry się zmieniają

Obie firmy oczywiście kwestionują wyrok. Meta argumentuje, że problemy psychiczne młodych ludzi mają zbyt złożone podłoże, by wiązać je z jedną aplikacją. Google z kolei przekonuje, że YouTube to platforma streamingowa, a nie serwis społecznościowy, więc porównanie z Instagramem jest nietrafione.

I obiektywnie trzeba przyznać, że mają tu punkt procesowy. Wykazanie prostego związku przyczynowego między korzystaniem z konkretnej aplikacji a stanem zdrowia psychicznego to jedno z najtrudniejszych zadań w tego typu sporach. Problem w tym, że przez lata branża wykorzystywała właśnie tę złożoność jako tarczę — skoro temat jest wielowymiarowy i trudno wskazać jedną przyczynę, to w praktyce nikt nie jest odpowiedzialny. Temat odpowiedzialności za błędy produktów technologicznych nabiera zresztą coraz większego znaczenia również w kontekście sztucznej inteligencji, gdzie odpowiedzialność za działania algorytmów wciąż pozostaje w dużej mierze szarą strefą prawną.

Tyle że ten parasol ochronny zaczyna się zwijać. Dosłownie dzień wcześniej w Nowym Meksyku zapadło inne orzeczenie, w którym sąd uznał odpowiedzialność Mety za narażenie dzieci na treści seksualne i kontakt z drapieżnikami seksualnymi. Dwa takie wyroki w ciągu dwóch dni — to trudno zbyć przypadkiem.

Precedens, który może otworzyć falę pozwów

Sama kwota 6 milionów dolarów nie zachwieje finansami firm wycenianych na setki miliardów. Ale znaczenie tego wyroku leży gdzie indziej. W amerykańskich sądach czekają setki podobnych pozwów, a werdykt z Los Angeles może stać się punktem odniesienia dla kolejnych składów orzekających. Jeśli ten kierunek orzeczniczy się utrzyma, firmy technologiczne mogą zacząć ponosić nie tylko wizerunkowe, ale i konkretne finansowe konsekwencje za sposób, w jaki projektują swoje produkty.

Z polskiej perspektywy warto obserwować te procesy uważnie. Choć polski system prawny nie zna instytucji punitive damages w amerykańskim rozumieniu, to zasady odpowiedzialności deliktowej z art. 415 Kodeksu cywilnego pozwalają na dochodzenie odszkodowania od podmiotu, który z własnej winy wyrządził komuś szkodę. Kluczowe byłoby wykazanie związku przyczynowego między działaniem platformy a szkodą na zdrowiu — co, jak pokazuje amerykański proces, jest trudne, ale nie niemożliwe.

Skala zagrożeń, jakie czyhają na nastolatki w sieci, jest dobrze udokumentowana. Z danych NASK wynika, że polscy nastolatkowie spędzają w mediach społecznościowych średnio ponad cztery godziny dziennie, a co czwarty z nich przyznaje, że chciałby ograniczyć czas przed ekranem, ale nie jest w stanie. Brzmi to znajomo — dokładnie jak opis klasycznego uzależnienia.

Byłoby ironią losu, gdyby branża, która tak długo zarabiała na testowaniu granic ludzkiej uwagi, przegrała właśnie dlatego, że w końcu ktoś potraktował dzieci nie jako „segment wzrostowy", ale jako ludzi, którym naprawdę można wyrządzić krzywdę. Los Angeles może być początkiem tej historii — ale nie jej końcem.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi