- Bezprawnik -
- Państwo -
- Płacisz za śmieci i za kaucję, a instytucje publiczne znalazły sposób, żeby tego nie robić
Płacisz za śmieci i za kaucję, a instytucje publiczne znalazły sposób, żeby tego nie robić
System kaucyjny miał zwiększyć recykling i ograniczyć ilość opakowań trafiających do zwykłego strumienia odpadów. W praktyce oznacza jednak dodatkowe obowiązki zarówno dla obywateli, jak i instytucji. I właśnie tutaj pojawia się paradoks — instytucje publiczne, które powinny dawać przykład i wspierać rozwiązania wprowadzone przez rząd, same szukają sposobu, aby z systemu kaucyjnego nie korzystać.
Policja mówi wprost: to dodatkowa logistyka i koszty
Najbardziej spektakularnym przykładem z ostatnich tygodni jest Komenda Wojewódzka Policji w Krakowie. W przetargu na dostawę wody przewidziano maksymalnie 312 466 butelek i butli, przy czym zdecydowana większość butelek ma być dostarczana bez kaucji. Nie jest to łamanie prawa. Przepisy pozwalają instytucjom i firmom kupować wodę w opakowaniach pozostających poza systemem kaucyjnym.
Znacznie ciekawsze jest jednak uzasadnienie. Rzecznik małopolskiej policji Bartosz Izdebski wskazuje na problemy z gromadzeniem pustych butelek, organizacją ich zwrotu, dodatkową logistykę oraz koszty. I trudno o bardziej wymowne podsumowanie słabości całego systemu kaucyjnego. Instytucja publiczna, która powinna być jednym z pierwszych użytkowników rozwiązania stworzonego przez państwo, sama uznaje, że jego obsługa jest kłopotliwa i kosztowna.
Nie tylko policja rezygnuje z kaucji
Problem jest szerszy. Dostawcy wody wskazują, że zamówienia poza systemem kaucyjnym są wykorzystywane przez wiele firm i instytucji, także publicznych. Jedna z hurtowni obsługujących około 2 tys. instytucji wskazuje, że w przypadku dużych odbiorców trudno wyegzekwować zwrot wszystkich opakowań od pracowników.
Trudno się dziwić. W urzędzie, szpitalu, szkole, jednostce wojskowej czy zakładzie pracy wodę może pić setki osób. Ktoś wyrzuci butelkę do niewłaściwego pojemnika, ktoś zabierze ją do domu, ktoś zapomni o jej zwrocie. Dla jednej osoby to drobiazg. Przy dziesiątkach tysięcy opakowań zaczyna się rachunek ekonomiczny.
I właśnie ten rachunek przeprowadziła policja.
A zwykły obywatel? Też może uciec od kaucji, ale nie od problemu
Można oczywiście powiedzieć, że konsument również ma wybór. Jeśli nie chce kupować wody objętej kaucją, może zamówić ją przez internet czy kupić produkty w opakowaniach, które nie należą do systemu. Warto przy tym pamiętać, że jak w praktyce działa system kaucyjny, przekonuje się dziś każde gospodarstwo domowe.
Tylko że wtedy problem się nie kończy. Gdzie tę wodę przechowywać?
Kilka zgrzewek dostarczonych do mieszkania oznacza konieczność wygospodarowania miejsca. W małym mieszkaniu nie jest to już abstrakcyjny problem. A po wypiciu wody pozostają opakowania, które również trzeba gdzieś przechować i zagospodarować. Można więc uciec od kaucji, ale niekoniecznie od problemu z opakowaniami.
Trudności bywają zresztą bardzo różne w zależności od miejsca zamieszkania — system kaucyjny na wsi oznacza często kilka kilometrów do najbliższego automatu.
Największy paradoks: przecież mieliśmy sortownie
W tym miejscu warto wskazać na znacznie poważniejszy problem z całym systemem. Polska już wcześniej posiadała nieźle funkcjonujący system selektywnej zbiórki i sortowania odpadów. Plastikowe butelki trafiały do żółtych pojemników, a następnie do instalacji sortujących, gdzie były oddzielane od innych frakcji i przekazywane do recyklingu. System nie był idealny, poziomy odzysku i jakość surowca wymagały poprawy, ale infrastruktura istniała. Samo Ministerstwo Klimatu przyznaje zresztą, że plastik i metal były odzyskiwane już wcześniej. Według resortu system kaucyjny ma przede wszystkim poprawić jakość i skalę zbiórki.
Pytanie brzmi więc: czy trzeba było budować drugi, równoległy system dla opakowań, które wcześniej znajdowały się w gminnym strumieniu odpadów?
Za śmieci płacimy, a teraz zmienia się strumień
I tutaj zaczyna się rachunek, który nie każdy dostrzega. Mieszkańcy płacą co miesiąc za gospodarowanie odpadami. Gminy organizują odbiór śmieci, firmy transportują je do instalacji, a sortownie odzyskują wartościowe surowce. Po wprowadzeniu systemu kaucyjnego część najbardziej wartościowych opakowań — przede wszystkim butelki PET i puszki — jest wyjmowana z tego strumienia. Generuje to problemy dla gospodarki odpadami. Mniej wartościowego surowca trafia do gminnego systemu, podczas gdy koszty jego funkcjonowania nie znikają proporcjonalnie.
Samorządy od początku wskazywały na takie ryzyko. W 2026 r. media co chwila donoszą o podwyżkach opłat za wywóz odpadów, a władze gmin jako jeden z kluczowych powodów wskazują często właśnie wprowadzenie systemu kaucyjnego. Podwyżka opłat za śmieci 2026 objęła kolejne miasta w całym kraju.
Może to być szczególnie frustrujące z punktu widzenia mieszkańca, ponieważ płaci za odbiór i zagospodarowanie odpadów, które wcześniej sam posegregował. A następnie otrzymuje kolejny system, który wyciąga z tego strumienia część wartościowych opakowań, i jego miesięczne koszty nie spadają, a wręcz rosną. Dodatkowo oprócz comiesięcznej opłaty za wywóz śmieci dochodzą koszty gromadzenia pustych butelek i zakupu paliwa za dowożenie ich do punktu zbiórki.
Ministerstwo mówi jedno, samorządy widzą drugie
Ministerstwo Klimatu przekonuje, że system kaucyjny sam w sobie nie powinien automatycznie powodować wzrostu opłat dla mieszkańców. Resort argumentuje, że zmienia się przede wszystkim sposób zagospodarowania surowca. Tyle że samorządy patrzą na sprawę przez pryzmat rachunków. Ich problem polega na tym, że koszty odbioru odpadów i funkcjonowania infrastruktury pozostają, a zmienia się wielkość i wartość strumienia, który trafia do instalacji komunalnych. Eksperci branży odpadowej wskazują, że system kaucyjny już wpływa na funkcjonowanie gminnej gospodarki odpadami, a opłaty za wywóz śmieci rosną w kolejnych gminach.
Można więc zastanawiać się, po co tworzymy dodatkowy system dla czegoś, co częściowo potrafiliśmy już odzyskiwać w istniejącym systemie.
Państwo nie daje dobrego przykładu
Najbardziej irytujące w całej sprawie jest jednak co innego. Rząd mówi obywatelom: segregujcie, zwracajcie, przyzwyczajajcie się do nowego systemu, bo jest potrzebny dla środowiska.
Tymczasem instytucje publiczne, które teoretycznie powinny być wzorem stosowania państwowych regulacji, same zamawiają wodę poza systemem, bo nie chcą i nie stać ich na zajmowanie się pustymi butelkami.
I nie jest to argument za tym, aby policja czy urzędy koniecznie kupowały wodę z kaucją. To argument za zadaniem pytania, dlaczego rozwiązanie przedstawiane obywatelom jako wygodne i potrzebne jest na tyle uciążliwe, że duże instytucje wolą z niego legalnie zrezygnować.
Kto naprawdę płaci za system kaucyjny?
Kaucja jest tylko najbardziej widocznym elementem. Pieniądze teoretycznie można przecież odzyskać — choć bywa i tak, że sklep odmówił zwrotu kaucji. Prawdziwy rachunek obejmuje także logistykę, transport, magazynowanie, obsługę automatów, sortowanie i zmiany w funkcjonowaniu gminnego systemu odpadów.
I dlatego przypadek policji jest tak wymowny. Rzecznik jednym zdaniem pokazał to, czego nie widać na reklamach systemu: gromadzenie butelek, ich zwrot, dodatkową logistykę i koszty. A także coś, czego nie można odzyskać, czyli stracony czas.
A jeśli państwowa instytucja sama uznaje te koszty za wystarczający powód, by kupować wodę bez kaucji, trudno wymagać od obywatela, żeby bezkrytycznie uznał system za idealny.
Polska miała sortownie, selektywną zbiórkę i system finansowany przez mieszkańców. Teraz do tego doszedł kolejny mechanizm, kolejne obowiązki i kolejne koszty. Być może system kaucyjny zwiększy poziom odzysku. Zatem zanim zaczniemy mówić wyłącznie o ekologicznych korzyściach, warto policzyć również rachunek, który płacą za niego mieszkańcy, samorządy i — jak pokazuje przykład policji — nawet instytucje państwowe.
zobacz więcej:











