- Bezprawnik -
- Energetyka -
- Twoja taryfa na gaz wygasa w środku zimy. To, co zdecyduje o nowej stawce, dzieje się teraz w Amsterdamie
Twoja taryfa na gaz wygasa w środku zimy. To, co zdecyduje o nowej stawce, dzieje się teraz w Amsterdamie
Europa wchodzi w jesień gorzej przygotowana do zimy niż kiedykolwiek w ostatnich kilkunastu latach. W unijnych magazynach jest 739,15 TWh gazu, czyli 65 proc. tego, co się w nich mieści, podczas gdy pięcioletnia średnia na ten moment sezonu wynosi 82,4 proc.; do obniżonego celu 80 proc. brakuje mniej więcej 170 TWh, a to blisko pięciokrotność całych polskich zapasów.
Poprzednie takie minimum wypadło w 2021 r. Skończyło się kryzysem gazowym
Do tej pory najgorszy odczyt dla początku września — 67 proc. — pochodził z 2021 r., kiedy Gazprom celowo ograniczał tłoczenie do europejskich zbiorników. Zimą 2022/2023 skończyło się to kryzysem gazowym, a rachunki za ogrzewanie i prąd w całej Unii do dziś nie wróciły do poziomu sprzed tamtego sezonu. Tegoroczny wynik jest niższy, co odnotował w tym tygodniu Ośrodek Studiów Wschodnich.
Najsłabiej wypadają największe rynki gazu w Unii
Rozkład zapasów jest przy tym mocno nierówny i akurat najsłabiej wypadają rynki, które dla europejskiego bilansu są najważniejsze. Niemcy, największy konsument gazu w Unii, mają zbiorniki napełnione w 53,3 proc. wobec pięcioletniej średniej 80,8 proc.; Holandia, dysponująca jednymi z największych mocy magazynowych na kontynencie, zgromadziła 47,7 proc. przy średniej 75,4 proc.; Francja 71,7 proc. wobec 88,2 proc. Można się domyślać, kto pierwszy sięgnie po dostępne ładunki, gdy tylko zrobi się chłodniej.
Katar wypadł z rynku, a o amerykański gaz licytuje się Azja
Przyczyna nie leży w zaniedbaniu, tylko w tym, skąd Europa bierze dziś surowiec. Trwająca od pół roku wojna w Zatoce Perskiej i utrzymujące się ograniczenia w cieśninie Ormuz praktycznie wyłączyły z globalnego rynku Katar, trzeciego eksportera skroplonego gazu na świecie — jego wysyłki spadły w ciągu półrocza o 96 proc. Lukę częściowo zasypał gaz z USA, tyle że o te same ładunki biją się teraz odbiorcy z Europy i Azji, a Azja przez ostatnie miesiące płaciła więcej. Metanowce płynęły więc tam, gdzie ktoś dawał lepszą cenę, a europejskie firmy czekały na tańszy moment, który nie nadszedł.
Notowania w Amsterdamie dwukrotnie wyższe niż przed wojną
Efekt widać w notowaniach. Na giełdzie w Amsterdamie za megawatogodzinę płaci się obecnie 72,82 euro, mimo czwartkowego spadku o 1,1 proc. po komentarzach z Waszyngtonu, w których prezydent USA zasugerował, że kampania bombardowań Iranu nie potrwa długo. To, jak długo potrwa wojna z Iranem, pozostaje dziś dla rynku główną niewiadomą. Trzeba przyznać, że rynek uchwycił się nawet takiego sygnału — nadzieja na wznowienie rozmów o dostawach z Zatoki Perskiej jest w tej chwili jedynym argumentem za tańszym gazem. Stawki i tak są ponad dwukrotnie wyższe niż przed wybuchem wojny i najwyższe od końca 2022 r.
Polskie magazyny są pełne w 93,9 proc., ale mieszczą jedną szóstą rocznego zużycia
Na tym tle Polska wygląda wyjątkowo dobrze: stan magazynów z gazem w krajowych zbiornikach to 34,60 TWh, a ich zapełnienie sięga 93,9 proc. przy sezonowej średniej 94,9 proc. Nie da się jednak ukryć, że sam procent niewiele mówi bez informacji o wielkości naczynia, do którego się odnosi. Pojemność polskich magazynów to niecałe 37 TWh, podczas gdy roczne zużycie gazu w kraju sięga około 20 mld metrów sześciennych, czyli grubo ponad 200 TWh. Komplet zapasów pokrywa więc mniej więcej jedną szóstą rocznego zapotrzebowania; resztę trzeba dokupić w trakcie sezonu, po cenie ustalanej na europejskim rynku.
Tę samą uwagę zgłasza OSW, według którego Polska i Portugalia — mimo zapełnienia przekraczającego 90 proc. — dysponują relatywnie małymi mocami magazynowymi i zimą w dużym stopniu opierają się na imporcie. Pełny magazyn daje kilka tygodni oddechu w razie mrozów i skraca listę czarnych scenariuszy, ale nie odcina kraju od tego, co dzieje się w Amsterdamie.
Dlaczego pusty magazyn oznacza droższą zimę i wyższe rachunki?
Magazyny są dla Europy przede wszystkim buforem na wahania pogody; to z nich idzie gaz w tygodniach, gdy zapotrzebowanie skacze, a dostawy się nie zmieniają. Im mniej w nich paliwa na starcie sezonu, tym więcej trzeba kupić na bieżąco w środku zimy — czyli dokładnie wtedy, gdy o ten sam ładunek stara się pół świata i gdy ceny są najwyższe. Przy mroźnym styczniu unijne zbiorniki mogłyby zejść do poziomów, przy których część państw musiałaby sięgnąć po mechanizm solidarnościowy albo ograniczać zużycie w przemyśle.
Unia ma coraz mniej pola manewru
Pola manewru jest przy tym mniej niż w poprzednich latach. Unia zredukowała import z Rosji i od początku 2027 r. ma całkowicie zrezygnować z rosyjskiego LNG, a zużycie gazu wcale nie spada — rośnie generacja z elektrowni gazowych, bo susze obniżyły produkcję z hydroelektrowni i elektrowni jądrowych. Przepisy dają państwom członkowskim elastyczność co do terminu napełnienia magazynów, między 1 października a 1 grudnia, oraz możliwość obniżenia celu do 80 proc., tyle że przy obecnym stanie zbiorników nawet ten złagodzony poziom może okazać się trudny do osiągnięcia.
Taryfa myORLEN wygasa w środku sezonu grzewczego
Polskie gospodarstwa domowe zobaczą z tego wszystkiego na razie niewiele, bo ceny dla odbiorców indywidualnych pozostają regulowane i odsuwają w czasie uwolnienie cen gazu, a prezes URE przedłużyła w czerwcu taryfę myORLEN — 197,29 zł za MWh — do 31 grudnia 2026 r. Osłona ma jednak datę ważności, która wypada w połowie sezonu grzewczego, a decyzję o stawkach na kolejny rok regulator podejmie już po tym, jak wyjaśni się, ile gazu Europa zdołała zgromadzić i po jakiej cenie.
Zima zapowiada się więc trudniejsza niż poprzednie, choć nie z powodu braku surowca jako takiego, lecz jego ceny i kolejki po niego. Kluczowe będą najbliższe trzy miesiące: to, ile Europa wtłoczy do magazynów do początku grudnia, przesądzi o tym, jak drogi będzie styczeń — i jak wysokie okażą się rachunki za gaz.
zobacz więcej:










