- Bezprawnik -
- Biznes -
- Ryanair nie zdziera z pasażerów tak bardzo, jak zazwyczaj myślimy
Ryanair nie zdziera z pasażerów tak bardzo, jak zazwyczaj myślimy
Bilet za 199 zł oczywiście nie oznacza, że linia lotnicza wkłada 199 zł do kieszeni. Z tej kwoty trzeba opłacić paliwo, załogę, samolot, lotniska, kontrolerów i coraz wyższe obciążenia wynikające z polityki klimatycznej. Czy jest w ogóle co ciąć, aby mieć tańsze bilety?
Z 320 zł przychodu niespełna 50 zł było zyskiem
Najlepszego wglądu w ceny biletów nie daje wbrew pozorom pojedyncza rezerwacja, lecz sprawozdania przewoźników. W roku finansowym zakończonym w marcu 2026 r. Ryanair uzyskiwał przeciętnie około 51 euro z taryfy i kolejne 24 euro z usług dodatkowych na pasażera. Łącznie niespełna 75 euro, czyli około 320 zł przy kursie 4,30 zł za euro. Koszt operacyjny wynosił około 63 euro na osobę.
Na co idzie 63 euro kosztów na pasażera
Na jednego pasażera około 26 euro pochłaniało paliwo, 9 euro personel, 8,50 euro lotniska i obsługa naziemna, 6,60 euro amortyzacja samolotów, 6,30 euro opłaty trasowe dla kontroli ruchu, 2,70 euro utrzymanie i naprawy, a niespełna 4 euro marketing, dystrybucja i pozostałe koszty.
W tym roku branża zarobi jeszcze mniej
Ryanair w zeszłym roku finansowym wypracował zatem około 11 euro zysku na osobę, czyli mniej więcej 47 zł. Był to przy tym bardzo dobry rok dla przewoźnika. IATA prognozuje, że w całej branży średni zysk w 2026 r. wyniesie zaledwie 4,50 dolara na pasażera.
Bagaż i wybór miejsca to niemal jedna trzecia przychodów
To średnia z całej siatki, ale myślę, że dobrze pokazuje proporcje. A, no i przy okazji – płatny bagaż, wybór miejsca i te wszystkie inne usługi dodatkowe nie były i nie są marginesem. Dają niemal jedną trzecią przychodów.
Ma to znaczenie w kontekście nowych przepisów unijnych oraz sporów o to, czy opłata za bagaż podręczny w ogóle jest zgodna z prawem. Linie będą musiały domyślnie pokazywać cenę obejmującą bagaż podręczny, choć nadal będą mogły zaoferować tańszą taryfę osobom, które z niego zrezygnują. Regulacja może więc utrudnić reklamowanie najniższych cen, ale raczej nie podkopie całego modelu tanich linii.
Lotnisko wystawia nam rachunek, ale tego nie widzimy
Udajemy się dzisiaj do Krakowa, na słynne Balice. Według taryfy tego lotniska opłata za odlatującego pasażera wynosi 45 zł, a kontrola bezpieczeństwa kolejne 12 zł. Do tego dochodzi 32 zł za każdą tonę maksymalnej masy startowej (skrót MTOW). Ryanair to przede wszystkim Boeing 737-800, więc MTOW wynosi ok. 79 ton.
Po niezwykle skomplikowanych obliczeniach otrzymujemy 2528 zł. Gdy leci 180 osób, to 14 zł z kilkoma groszami na pasażera.
Nie jest to oczywiście kwota stała, doliczana tak samo niezależnie od lotu. Mogą być przecież zniżki, specjalnie wynegocjowane warunki. Linie lotnicze płacą również (tzn. my płacimy w bilecie) lotnisku docelowemu – w końcu przyjęcie nas też kosztuje, ktoś nas musi obsłużyć na miejscu.
Jak tanie linie lotnicze oszczędzają na kosztach
Różnica między tanim i tradycyjnym przewoźnikiem to nie kwestia darmowej przekąski – gdyby tak było, różnice na pewno nie byłyby aż tak znaczące. Low-cost upycha więcej foteli, szybciej zawraca samolot, intensywniej wykorzystuje flotę i zwykle używa jednego typu maszyn. Odpada część kosztów szkoleń, zapasów części, pośredników, przesiadek, transferu bagażu, saloników i obsługi klas premium.
Tańsze lotniska kuszą rabatami
Tańsze lotniska potrafią dodatkowo zabiegać o ruch rabatami – sami sobie sprawdźcie, kto najczęściej lata na mniejsze lotniska, które mają w nazwie duże miasto, a w rzeczywistości leżą kilkadziesiąt minut od niego.
Czego budżetowa linia uciąć nie może
Budżetowa linia nie może za to dowolnie ograniczyć liczby stewardes i stewardów. Minimum wynika przede wszystkim z certyfikacji konkretnej konfiguracji samolotu.
Państwo zabiera dużo? W Polsce akurat niekoniecznie
Chciałoby się tutaj napisać, że bilety są drogie przez państwo. Tę kwestię można szerzej rozwinąć, koncentrując się chociażby na kosztach pracy, ale dzisiaj chodzi mi przede wszystkim o bezpośrednie podatki i opłaty, a nie o podwyżki opłat nawigacyjnych, które swego czasu opisywano jako nowy lotniczy podatek wprowadzany tylnymi drzwiami.
Nie mamy powszechnego podatku od wylotu, a międzynarodowy transport korzysta ze stawki 0 proc. VAT. Paliwo lotnicze również ma korzystne warunki podatkowe. Inaczej jest między innymi w Wielkiej Brytanii czy Niemczech, które nakładają bezpośrednie daniny pasażerskie.
Air Passenger Duty i niemiecki podatek od wylotu
Od kwietnia 2026 r. pasażer wylatujący z Wielkiej Brytanii na krótkiej trasie w klasie ekonomicznej płaci 15 funtów Air Passenger Duty. W Niemczech podatek od wylotu do innego państwa UE wynosi od lipca 2026 r. 13,03 euro. Daniny te dotyczą wylotu z danego kraju, a więc zapłacimy je podczas podróży do Polski, ale nie przy locie z Polski do Londynu czy Berlina.
Polityka klimatyczna daje się we znaki
Ryanair podał, że w ostatnim roku jego koszty środowiskowe sięgnęły 1,1 mld euro. W przeliczeniu na 208,4 mln pasażerów daje to około 5,30 euro, czyli blisko 23 zł na osobę. Politycy części państw UE od lat chcą zresztą, żeby ceny biletów lotniczych rosły właśnie z powodów klimatycznych.
Paliwo znów drożeje, ale nie od razu w bilecie
Do tego paliwo znów stanowi około jednej trzeciej kosztów linii. Według IATA rynkowa cena paliwa lotniczego może wzrosnąć w 2026 r. niemal o 70 proc., ale wydatki linii o około 40 proc., bo część zakupów zabezpieczono wcześniej. Podwyżka nie przechodzi więc na bilety od razu ani w całości – póki co. Bywa też odwrotnie: płacisz za bilet więcej niż rok temu, mimo że paliwo w międzyczasie staniało.
Dlaczego w „tradycyjnych” liniach jest drożej?
Patrząc na te wyliczenia, ktoś mógłby zapytać: skoro Ryanair czy Wizz Air potrafią złożyć lot za kilkadziesiąt euro, to dlaczego w Locie, Lufthansie czy British Airways za bilet po Europie nierzadko płacimy 800 albo 1200 zł? Czy tradycyjny przewoźnik po prostu bezczelnie narzuca kilkusetprocentową marżę?
Nie do końca. Różnica tkwi w samej filozofii tego, co linia nam sprzedaje. Low-cost oferuje wyłącznie transport z punktu A do punktu B. Tradycyjny przewoźnik to już coś więcej – elastyczność, wiele opcji przesiadkowych, często większy spokój w przypadku jakichś zawirowań, np. opóźnień, choć odszkodowanie za opóźniony lot przysługuje pasażerowi niezależnie od tego, czy leci tanią, czy tradycyjną linią. Do tego dochodzi większa przewidywalność. No i to wszystko kosztuje – nawet jeśli z tego bezpośrednio nie korzystamy.










