- Bezprawnik -
- Nieruchomości -
- Lewica chce wprowadzić podatek katastralny dla wszystkich. I to bez realnej wyceny nieruchomości
Lewica chce wprowadzić podatek katastralny dla wszystkich. I to bez realnej wyceny nieruchomości
Kiedy przyszli po mieszkaniowych spekulantów, nie protestowałem, bo dobrze im tak. Później zwróciłem jednak uwagę na ważny niuans poselskiego projektu ustawy autorstwa Lewicy. Zakłada on wprowadzenie podatku katastralnego od wszystkich nieruchomości mieszkalnych.
Może lepiej byłoby zostawić te ceny mieszkań w spokoju
Opodatkowanie posiadania nieruchomości od lat wzbudza silne emocje. Mam na myśli przede wszystkim oburzenie na działalność wszelkiego rodzaju spekulantów, którzy gromadzą mieszkania na potęgę i tym samym przyczyniają się do wzrostu ich cen na rynku.
Kim dokładnie są ci spekulanci? Narracja na przestrzeni ostatniej dekady zauważalnie się zmieniała. Najpierw kozłem ofiarnym okazały się zagraniczne fundusze inwestycyjne typu REIT, które miały „wykupywać mieszkania na pniu”.
Po czasie okazało się, że ich zasoby są na tyle niewielkie, że nie były w stanie wpłynąć na kształt rynku nieruchomości w Polsce. Teraz głównymi winowajcami są mniejsi inwestorzy. Nie ma znaczenia, czy mamy na myśli flipperów, czy po prostu domorosłych kamieniczników z kilkoma–kilkunastoma mieszkaniami w „portfelu”.
Bardzo rzadko w dyskusji o rynku nieruchomości pomijamy rolę klasy średniej, dla której drugie albo trzecie mieszkanie stanowi lokatę kapitału i swego rodzaju wyznacznik statusu. Nie zapomniała jednak o nich Lewica, kiedy przygotowywała projekt ustawy wprowadzającej podatek katastralny.
Na swój sposób szanuję polityków forsujących pomysły, które mogą im tylko zaszkodzić
Być może część naszych czytelników pamięta moje ostrzeżenia sprzed kilku miesięcy. Sugerowałem wtedy, że to naprawdę kiepski pomysł, by w ogóle rozważać opodatkowanie wartości „nadmiarowych” mieszkań. W końcu nic już wtedy nie stanie politykom na drodze, by opodatkować w ten sposób wszystkie nieruchomości mieszkalne. Jakże się wtedy myliłem!
Nie zmieniłem rzecz jasna zdania co do powszechnego podatku katastralnego i podatków majątkowych w ogóle. Pozostaje ono tak negatywne, jak to tylko możliwe. Po prostu okazuje się, że dokładnie taki pomysł znajdował się już w poselskim projekcie zmiany ustawy o podatkach i opłatach lokalnych.
Stawka 0,02% wydaje się uczciwa, dopóki nie porównamy jej z obecnymi
Mam na myśli jego art. 1 pkt 5), który zmieniałby art. 5a ust. 1 pkt 1) obecnej ustawy. Nowy przepis miałby brzmieć następująco:
Art. 5a. 1. Stawka podatku od budynku mieszkalnego jednorodzinnego i lokalu mieszkalnego wynosi: 1) 0,02% wartości dla budynku mieszkalnego jednorodzinnego i lokalu mieszkalnego, który jest pierwszym albo drugim budynkiem mieszkalnym jednorodzinnym lub lokalem mieszkalnym nabytym przez podatnika;
Innymi słowy: przyjęcie takiej ustawy wprowadza powszechny podatek katastralny ze stawką 0,02%. Dopiero posiadacze trzech i więcej mieszkań płaciliby docelowo 1,5% ich wartości. Do tego poziomu dochodzilibyśmy przez 10 lat z początkowej stawki 0,5%.
Zaryzykuję stwierdzenie, że wysokość podatku wcale nie spadnie
Ktoś mógłby powiedzieć, że 0,02% rocznie to niewiele. Z drugiej strony mieszkania w dzisiejszej Polsce są dość drogie. Przeciętny lokal o powierzchni ok. 50–60 metrów kwadratowych w dużym mieście to roczny wydatek rzędu 65–70 zł.
Problem w tym, że może on być wart jakieś 800–100 tys. zł w którejś z metropolii i nawet połowę tego w tzw. Polsce powiatowej. W pierwszym przypadku wysokość podatku do zapłaty zauważalnie by wzrosła. W tym drugim pozostawałaby na zbliżonym poziomie. Ucieszyliby się za to właściciele domów o dużej powierzchni w mniejszych – czytaj: tańszych – miejscowościach.
Siłą rzeczy mamy do czynienia z czymś, co zwykłem nazywać „współczesnym domiarem”. Wyższa stawka podatku katastralnego ma skłonić właścicieli wielu mieszkań do ich sprzedania, co w teorii mogłoby obniżyć ceny na rynku nieruchomości albo przynajmniej zatrzymać ich spadek. Mechanizmy zniechęcające do spekulacji rozważała już wcześniej tarcza antyflipperska, oparta jednak na podatku PCC.
Tyle teorii, bo w praktyce powszechny podatek katastralny według Lewicy nie odnosi się do faktycznej wartości nieruchomości, co wcale nie jest złym rozwiązaniem.
Ominięcie wyceny nieruchomości to dobry pomysł, ale też sprytna pułapka na podatników
Przypomnijmy: podstawę opodatkowania co do zasady stanowiłby iloczyn powierzchni i średniej ceny transakcyjnej m² na terenie danej gminy albo wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia m² powierzchni użytkowej.
Jedną z największych czysto funkcjonalnych wad podatku katastralnego jest niewątpliwie konieczność ustalenia podstawy opodatkowania. Posyłanie dosłownie wszystkich właścicieli nieruchomości do biegłych rzeczoznawców to przepis na biurokratyczny koszmar. W projekcie Lewicy nie ma potrzeby ich angażowania.
Dlatego największą wadą powszechnego podatku katastralnego w tej formie jest samo jego istnienie. Któż nam w końcu zagwarantuje, że podstawowa stawka 0,02% nie przerodzi się szybko w 2% „tak, jak w innych państwach Europy”?
Odpowiedziałbym „nikt” albo wspomniał coś o tym, że politykom pod żadnym pozorem nie można ufać w sprawach choćby luźno związanych z podatkami. Nie muszę jednak tego robić, ponieważ dowód na niecne intencje autorów projektu znajduje się bezpośrednio w jego treści.
Podatek katastralny Lewicy zakłada majstrowanie przy jego wysokości przez gminy
Nowy art. 5b wyraźnie dopuszcza stosowanie przez gminy wyższego opodatkowania.
Rada gminy może, w drodze uchwały, zmniejszyć lub zwiększyć podstawę opodatkowania budynków mieszkalnych jednorodzinnych lub lokali mieszkalnych na terenie gminy lub jej części, poprzez ustalenie współczynników korygujących w zakresie od 0,2 do 2 podstawy opodatkowania, w tym ze względu na:
Warto w tym momencie uczciwie zaznaczyć, że te współczynniki korygujące nie oznaczają wcale możliwości zastosowania stawki do 2% wartości mieszkania. Mechanizm ten ma charakter pośredni.
Manipulujemy nie stawką, ale podstawą opodatkowania. Najpierw zwiększamy za pomocą współczynnika „wartość” mieszkania, a dopiero później stosujemy standardową stawkę. Masz jedno mieszkanie w drogiej dzielnicy Warszawy, Krakowa albo Trójmiasta? Zapłacisz nawet podwójny podatek.
Naprawdę ktoś się łudzi, że na tym 0,02% by się skończyło?
Powszechny podatek katastralny Lewicy sam w sobie nie zmieniłby dramatycznie sytuacji właścicieli domów i mieszkań. Otworzyłby jednak ustawodawcy i samorządowcom drogę do systematycznego zwiększania opodatkowania nieruchomości mieszkalnych.
Stawki podatkowe łatwiej jest zmienić, a abstrakcyjne współczynniki skorygować, niż wywrócić do góry nogami mechanizm obliczania daniny. Nie ma się co oszukiwać: typowa europejska stawka podatku katastralnego wynosi 0,5 do 3 proc. Eksperci coraz częściej rozważają zresztą podatek katastralny już od pierwszego mieszkania, co tylko potwierdza tę obawę.
Podatek od nieruchomości zawiera już wszystkie potrzebne mechanizmy
Po co to wszystko? Mamy już podatek od nieruchomości, który może i nie jest piękny, ale przynajmniej działa w skali całego kraju. Międzynarodowe instytucje od lat sugerują jego zastąpienie — pisaliśmy o tym przy okazji rekomendacji wprowadzenia powszechnego podatku katastralnego przez MFW.
Jeżeli tak bardzo chcemy zwiększyć opodatkowanie mieszkań inwestycyjnych, to mam prostsze rozwiązanie. Wystarczy zawodowych spekulantów i posiadaczy wielu nieruchomości uznać na poziomie ustawowym za wykonujących w ten sposób działalność gospodarczą. Trzeba przy tym pamiętać, że nawet mieszkanie jako inwestycja wciąż pozostaje przede wszystkim miejscem do mieszkania.
Dziś od posiadania budynku mieszkalnego płaci się do 1,25 zł za mkw.
