- Bezprawnik -
- Gospodarka -
- Policzyli, czy tankowanie za 5,19 zł jest w ogóle jeszcze realne
Policzyli, czy tankowanie za 5,19 zł jest w ogóle jeszcze realne
Od soboty tankowanie wyraźnie stanieje, bo wraca pakiet „Ceny Paliwa Niżej” z obniżonym VAT, ściętą akcyzą i cenami maksymalnymi. Litr benzyny 95 nie może kosztować więcej niż 6,73 zł, diesla 7,88 zł. Polityczny spór toczy się jednak o inną liczbę: 5,19 zł. Z wyliczeń analityków wynika, że nawet gdyby państwo zrezygnowało z każdego grosza podatków od litra oleju napędowego, i tak nie zszedłby on do tego poziomu.
Ceny maksymalne paliw od 3 października: ile zapłacimy na stacji
Minister energii Miłosz Motyka ogłosił w piątek 2 października limity obowiązujące w sobotę, niedzielę i poniedziałek. Benzyna 95 może kosztować najwyżej 6,73 zł za litr, benzyna 98 najwyżej 7,59 zł, a olej napędowy 7,88 zł. Dla porównania: według Michała Stajniaka, wicedyrektora Działu Analiz XTB, przed obniżką za benzynę płaciło się średnio około 8 zł, a za diesla 9,01 zł.
Warto pamiętać, jak działa ten mechanizm. Kwota ogłaszana przez resort energii to sufit, a nie cena urzędowa. Stacja może sprzedawać taniej, nie może natomiast przekroczyć limitu. Tak samo było wiosną, kiedy rząd po raz pierwszy wprowadzał maksymalne ceny paliw, i podczas krótkiej sierpniowej odsłony programu. Sprzedaż powyżej limitu grozi stacji sankcjami finansowymi, więc kierowca, który zobaczy na pylonie kwotę wyższą od ogłoszonej, ma podstawę, by zgłosić sprawę organom kontrolnym.
Ile realnie zaoszczędzi kierowca
Wstępne wyliczenia Stajniaka zakładały, że benzyna spadnie do 6,69 zł, a olej napędowy do 7,62 zł, czyli o mniej więcej 1,30-1,40 zł na litrze. Przy baku o pojemności 50 litrów oznacza to 335 zł zamiast około 400 zł za benzynę i 381 zł zamiast 450 zł za diesla. Kto tankuje częściej niż raz w tygodniu, odczuje to w miesięcznym budżecie.
Ogłoszone limity są nieco wyższe od tych prognoz, szczególnie w przypadku oleju napędowego (7,88 zł wobec szacowanych 7,62 zł). Analityk XTB tłumaczy to przyjęciem wyższych marż na stacjach przy wyliczaniu cen maksymalnych.
Podatek od nadzwyczajnych zysków koncernów sfinansuje tańsze paliwo
Obniżka jest bezpośrednim skutkiem podpisania przez prezydenta Karola Nawrockiego ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych. To z tej daniny ma być finansowany program CPN. Prezydent ogłosił swoją decyzję w czwartkowym orędziu, choć jednocześnie zapowiedział skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli następczej. Z prawnego punktu widzenia to istotna różnica w stosunku do lipca, gdy pierwsza wersja przepisów trafiła do TK jeszcze przed podpisem i utknęła. Kontrola następcza nie wstrzymuje stosowania ustawy, a przy obecnym stanie Trybunału trudno spodziewać się szybkiego rozstrzygnięcia. O tym, że sam podpis nie przełożył się od razu na ceny, pisaliśmy w tekście prezydent podpisał, a paliwo nie tanieje.
Rząd poszedł za ciosem i wydał dwa rozporządzenia: VAT na paliwa spada z 23 do 8 proc., a akcyza zostaje mocno obcięta. Oba akty weszły w życie z dniem ogłoszenia i mają obowiązywać do 31 grudnia 2026 r.
Prezydent, podpisując ustawę, zaapelował do premiera Donalda Tuska o obniżenie cen paliwa do 5,19 zł za litr. To nawiązanie do hasła, którym Tusk posługiwał się jeszcze jako lider opozycji, gdy ceny na stacjach biły rekordy. Do apelu szybko dołączyli politycy opozycji.
Dlaczego paliwo po 5,19 zł jest dziś nierealne
Odpowiedź kryje się w strukturze ceny. Stajniak rozłożył litr oleju napędowego po obniżkach na czynniki pierwsze. Przy ropie Brent po 100 dolarów za baryłkę sam surowiec to 2,42 zł (analityk zaznacza, że w ostatnim czasie zakupy na rynku spot odbywały się nawet po 120-130 dolarów). Do tego dochodzi obniżona akcyza 0,88 zł, opłata paliwowa i emisyjna 0,45 zł, marża rafineryjno-detaliczna 3,30 zł oraz VAT w wysokości 0,56 zł. Razem daje to 7,62 zł.
Żeby z tej kwoty zejść do 5,19 zł, trzeba by uciąć 2,43 zł. Wszystkie podatki i opłaty publiczne w cenie litra diesla, czyli akcyza, opłata paliwowa i VAT, to łącznie 1,90 zł. Nawet ich całkowita likwidacja zostawiłaby więc 53 grosze różnicy. Diesel bez jakiegokolwiek opodatkowania kosztowałby według tych wyliczeń 5,72 zł. Jak podsumowuje analityk XTB, „Postulat jest poniżej ceny, jaką ma paliwo przy zerowym opodatkowaniu”.
Przy benzynie rachunek wygląda nieco inaczej, bo bez podatków litr kosztowałby 4,75 zł. To jednak wyłącznie teoretyczna możliwość. Państwo musiałoby zrezygnować z prawie 2 zł z każdego litra i otwarcie złamać unijne przepisy.
Akcyza na paliwa poniżej unijnego minimum
Tu dochodzimy do wątku prawnego, który w politycznej przepychance łatwo przeoczyć. Unijna dyrektywa w sprawie opodatkowania energii wyznacza minimalne stawki akcyzy: 359 euro za 1000 litrów benzyny i 330 euro za 1000 litrów oleju napędowego. Po kursie 4,3757 zł za euro daje to odpowiednio 1570,88 zł i 1443,98 zł.
Rząd twierdzi, że zszedł do najniższego dopuszczalnego poziomu. Wyliczenia XTB pokazują coś innego. Nowa akcyza wynosi 1239 zł za 1000 litrów benzyny i 880 zł za 1000 litrów diesla. Nawet po doliczeniu opłaty paliwowej (210,29 zł dla benzyny i 453,52 zł dla oleju napędowego) obie stawki są pod progiem: benzyna o 121,59 zł, diesel o 110,46 zł na każdym tysiącu litrów. To zejście poniżej minimum o około 7,6-7,7 proc., i to na obu paliwach.
Stajniak zwraca uwagę, że to świadomy wybór. Identyczne stawki obowiązywały w pierwszej odsłonie CPN oraz za czasów tarczy antyinflacyjnej. Kalkulacja jest prosta: Komisja Europejska albo przymknie oko, albo ewentualne postępowanie w sprawie naruszenia prawa UE potrwa dłużej niż samo rozporządzenie. Procedura z art. 258 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej zaczyna się od wezwania do usunięcia uchybienia i opinii, a do ewentualnego wyroku TSUE mijają zwykle lata. Rozporządzenie wygaśnie po trzech miesiącach.
Co musiałoby się stać, żeby benzyna kosztowała 5,19 zł
Skoro po stronie podatkowej rząd zrobił wszystko, a nawet więcej, pozostają czynniki, na które rozporządzenie nie działa. Według analityka XTB potrzebny byłby wyraźny spadek cen ropy, prawdopodobnie w okolice 50-60 dolarów za baryłkę, umocnienie złotego oraz zauważalne obniżenie marż. „Cena 5,19 zł nie jest nieosiągalna, ale drogą do niej nie są podatki, tylko normalizacja cen ropy naftowej oraz marż rafineryjnych” – ocenia Stajniak.
Brakujące 2,43 zł siedzi więc w cenie surowca i w marży rafinerii. Kwestię marż próbuje zresztą rozgrywać Pałac Prezydencki ze swoim projektem ustawy, tyle że ten na razie nie wyszedł poza zapowiedzi.
Ceny paliw po 31 grudnia mogą znów skoczyć
Najważniejsza informacja praktyczna dotyczy daty końcowej. Obniżony VAT i akcyza obowiązują do Sylwestra. Jeśli rząd nie przedłuży programu, w styczniu ceny wrócą do poziomów wynikających z normalnych stawek podatkowych. Przebieg takiego scenariusza już znamy. Koniec programu CPN z ostatnim dniem sierpnia oznaczał, że 1 września 2026 podwyżki cen paliw sięgnęły na wielu stacjach złotówki na litrze w ciągu jednej nocy. Wcześniej powrót programu CPN w sierpniu trwał zaledwie dwa tygodnie.
Obniżka ma też szersze skutki dla gospodarki. Stajniak szacuje, że inflacja może spaść nawet o 0,8 punktu procentowego. To komplikuje sytuację NBP i jego projekcje: przy inflacji w celu presja na podwyżki stóp słabnie, co może osłabiać złotego, który wobec dolara testował ostatnio okolice 3,90. Analityk zauważa przy tym, że koncerny paliwowe i tak zanotują bardzo wysokie zyski w trzecim i czwartym kwartale.
Dla kierowców wniosek jest prosty. Do końca roku paliwo będzie wyraźnie tańsze niż we wrześniu, ale poziomu z politycznych transparentów na pylonach nie należy się spodziewać, dopóki ropa i marże rafineryjne nie zejdą wyraźnie w dół.
zobacz więcej:










