1. Bezprawnik -
  2. Prawo -
  3. Nastolatek pozwał YouTube za depresję. Platforma wolała zapłacić, niż iść do sądu

Nastolatek pozwał YouTube za depresję. Platforma wolała zapłacić, niż iść do sądu

Pewien 16-latek wytoczył powództwo między innymi serwisowi YouTube. Domagał się odszkodowania za negatywny wpływ na swoje zdrowie psychiczne. YouTube zdecydował się na zawarcie ugody, zanim doszło do procesu. Nikogo nie namawiam, ale w Polsce mamy bardzo silną ochronę dóbr osobistych.

Rafał Chabasiński29.06.2026 14:22
Prawo

Pozew przeciwko YouTube nie jest już nawet precedensem

Wpływ sieci społecznościowych na dzieci i nastolatków jest powszechnie uważany za na tyle negatywny, że aż państwa europejskie starają się wdrożyć zakazy korzystania z nich przez osoby zbyt młode. Nawet w Polsce trwają prace nad zakazem do ukończenia 15 lat. Warto przy tym przypomnieć, że kolejny kraj wprowadza zakaz social mediów dla dzieci, a wkrótce może to stać się europejskim standardem.

Nic dziwnego, że znajdują się także osoby, które rzeczywiście czują się poszkodowane poprzez wieloletnią ekspozycję na social media. O stosunkowo głośnym przykładzie wspominała niedawno Rzeczpospolita.

Pewien 16-latek określany inicjałami „R.K.C." postanowił – czytaj: jego rodzice postanowili – pozwać kilka popularnych serwisów społecznościowych. Na liście znalazły się między innymi YouTube, Instagram, Snapchat i TikTok.

„R.K.C." zarzuca im doprowadzenie go do depresji, stanów lękowych i bezsenności. Wszystko dlatego, że korzystał z poszczególnych social media od ósmego roku życia.

Social media wolą ugody od ryzykowania przegranej przed sądem

Ktoś mógłby szybko dojść do wniosku, że za dziecko odpowiadają rodzice, a nie właściciele platform społecznościowych. Możemy także zadać dość oczywiste pytanie o to, gdzie przez te osiem lat byli rodzice „R.K.C.".

Okazuje się jednak, że YouTube wcale nie zamierzał próbować szczęścia w sądzie. Portal zawarł z nastolatkiem ugodę, której szczegóły siłą rzeczy pozostają tajemnicą.

Amerykańskie sądy już zasądzały wysokie kwoty

Być może serwis wziął poprawkę na dotychczasowe rozstrzygnięcia amerykańskich sądów w podobnych sprawach. Rzeczpospolita przytacza dwa przykłady. W pierwszym Google i Meta musiały zapłacić odpowiednio 4,2 mln i 1,8 mln dolarów na rzecz kobiety, która zarzucała im celowe uzależnianie dzieci od swoich usług. To, że media społecznościowe silnie uzależniają nastolatki, bywa zresztą źródłem prawdziwych tragedii. W drugim cztery koncerny zostały pozwane przez okręg szkolny ze stanu Kentucky. Sprawa skończyła się ugodami na 27 mln dolarów.

Prawdę mówiąc, podobnych spraw najprawdopodobniej jest więcej. Sukcesy w postaci korzystnych rozstrzygnięć z pewnością będą zachęcać kolejnych powodów. Pytanie brzmi: czy w Polsce można by się spodziewać podobnego sukcesu? I tak, i nie.

Obywatel polski może pozwać amerykański koncern przed krajowym sądem

Przede wszystkim pozywanie globalnego koncernu technologicznego w Stanach Zjednoczonych nie należy do prostych ani tanich. Tymczasem to właśnie tam prawie wszystkie mają swoje siedziby.

Ogólnie przyjęta zasada jest taka, że powództwo wytacza się w państwie macierzystym pozwanego. Właśnie dlatego pozwanie któregoś z serwisów społecznościowych może wymagać wykazania przed sądem jurysdykcji krajowej. Przykładem przepisu, który można w tym przypadku zastosować, jest art. 1103⁷ kodeksu cywilnego:

Sprawy rozpoznawane w procesie, inne niż wymienione w art. 1103¹–1103⁶, należą do jurysdykcji krajowej także wtedy, gdy dotyczą:

Za praktycznie każdym znanym serwisem społecznościowym stoi firma, która ma swój oddział w Polsce. Jakby tego było mało, słowo „zakład" w tym przypadku należałoby utożsamiać z posiadaniem jakiejś formy centrum operacyjnego, które stanowi przedłużenie macierzystego przedsiębiorstwa.

Ochrona dóbr osobistych a uszczerbek na zdrowiu psychicznym

W kwestii krajowej jurysdykcji nie jesteśmy więc na z góry przegranej pozycji. Co w takim razie z przedmiotem sporu? Zdrowie psychiczne człowieka siłą rzeczy zawiera się w bardziej ogólnej kategorii „zdrowie". Tę z kolei znajdziemy w kluczowym art. 23 kodeksu cywilnego:

Dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach.

Polskie sądy chętnie poszerzają katalog dóbr osobistych

Ochrona dóbr osobistych w Polsce idzie bardzo daleko. Zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie, że trochę zbyt daleko. Polskie sądy dość chętnie poszerzają w swoim orzecznictwie granice tego, co uznajemy za „dobro osobiste". Wystarczy wspomnieć choćby spory o hałas na boiskach, w których powoływano się właśnie na naruszenie dóbr osobistych. Innym przykładem może być zasądzanie odszkodowań od państwa za smog.

Zgodnie z art. 24 kodeksu cywilnego, osoba, której dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, ma prawo domagać się między innymi zadośćuczynienia pieniężnego. Co istotne, te same przepisy stanowią podstawę choćby przy zniesławieniu na drodze cywilnej.

W naszym przypadku musiałaby jednak wykazać związek przyczynowy pomiędzy swoim uszczerbkiem na zdrowiu psychicznym a praktykami danej sieci społecznościowej. Prawdę mówiąc, sięgnięcie do orzecznictwa amerykańskich sądów mogłoby wskazać konkretne argumenty na poparcie takiej tezy. Tym bardziej że ochrona nieletnich w sieci jest dziś przedmiotem coraz poważniejszych prac legislacyjnych.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Najnowsze
Warte Uwagi