- Bezprawnik -
- Technologie -
- Sztuczna inteligencja zajmie się twoim lotem. Ryanair właśnie mocno zawierzył Google
Sztuczna inteligencja zajmie się twoim lotem. Ryanair właśnie mocno zawierzył Google
Ryanair podpisał pięcioletnią umowę dotyczącą wykorzystania sztucznej inteligencji i usług chmurowych od Google'a. Narzędzia mają pomóc w układaniu grafików załóg, planowaniu obsługi technicznej i ograniczaniu zakłóceń. Brzmi jak dobra wiadomość dla pasażerów. Jak będzie w rzeczywistości, to się jeszcze okaże.
Google Cloud i Gemini dla 35 tysięcy pracowników Ryanaira
Z usług Google Cloud i Gemini ma skorzystać ok. 35 tysięcy pracowników. Irlandzki przewoźnik chce również korzystać z modeli Google DeepMind, w tym AlphaEvolve i WeatherNext. Nie nazwałbym tego rewolucyjnym czy jedynym w swoim rodzaju rozwiązaniem. Wiadomo od dawna, że AI przestało być zabawką dla ośrodków badawczych czy uniwersytetów. Skala wdrażania podobnych narzędzi rośnie od lat – przede wszystkim od 2022 roku, kiedy światło dzienne ujrzał ChatGPT. Wraz z nią wraca pytanie, czy AI zabierze twoją pracę.
Sama linia ma już zresztą doświadczenie w cyfryzacji na dużą skalę – przy okazji rezygnacji z papierowych kart pokładowych Ryanair wsłuchał się w głos krytyki pasażerów i przesunął termin zmian.
Nie każda AI jest chatbotem
Warto jednak pamiętać, że sztuczna inteligencja w firmie nie musi oznaczać kolejnego okienka rozmowy z mniej lub bardziej rozgarniętym chatbotem. Gemini Enterprise to przede wszystkim warstwa, która łączy modele językowe z wewnętrznymi danymi. Zasada działania jest bardzo prosta do zrozumienia – pracownik zadaje pytanie, a system wyszukuje odpowiednie informacje z firmowych zasobów. Nie znaczy to, że modele przestały się mylić: z badań wynika, że w części odpowiedzi Google kłamie albo podpiera się źródłem, które niczego nie potwierdza.
W przypadku Ryanaira może to oznaczać analizowanie danych o dostępności załóg, opóźnieniach, ograniczeniach czasu pracy, położeniu samolotów czy możliwych zmianach w rozkładzie. Ogranicza się przy tym mozolne, nudne, manualne przeklikiwanie różnych systemów, stawiając na autonomiczność pracujących narzędzi.
AlphaEvolve, czyli agent szukający lepszych rozwiązań
Kolejnym narzędziem, które Ryanair wymienia w kontekście swojej współpracy z amerykańskim gigantem, jest AlphaEvolve. To nie chatbot, lecz system służący do optymalizacji algorytmów. W uproszczeniu: otrzymuje istniejący kod, określony cel oraz sposób sprawdzania wyników, a następnie próbuje tworzyć jego bardziej wydajne wersje.
AlphaEvolve może generować kolejne propozycje kodu i sprawdzać, czy rzeczywiście działają szybciej, zużywają mniej zasobów albo lepiej realizują założony cel. Nie jest to więc „sztuczna inteligencja, która myśli za pracownika”, lecz raczej narzędzie pomagające znaleźć rozwiązanie w ogromnej przestrzeni możliwości. Google opisuje je jako połączenie dużego modelu językowego z automatycznymi testami oceniającymi rezultat.
WeatherNext nie zajmie miejsca meteorologa
Kolejny z systemów – ten z kolei analizuje dane meteorologiczne i tworzy prognozy, np. wiatru, opadów, ciśnienia czy niebezpiecznych zjawisk atmosferycznych. Nic dziwnego, takie narzędzie to coś oczywistego dla linii lotniczych w 2026 roku.
Pogoda decyduje o trasie, paliwie i opóźnieniach
Pogoda wpływa na trasę lotu, ilość zabieranego paliwa, możliwość lądowania, przepustowość lotniska i ryzyko opóźnień. Pozwala to na dostosowanie strategii przewoźnika, np. poprzez przygotowanie dodatkowej floty czy inne rozplanowanie pracy załogi.
Człowiek jednak w tym wszystkim nie zniknie. Narzędzie ma przede wszystkim wspierać go w podejmowaniu decyzji. AI może szybciej przetwarzać ogromne ilości danych, ale nie usuwa odpowiedzialności przewoźnika ani obowiązujących procedur bezpieczeństwa.
Największa korzyść dla pasażera może być niewidoczna
To zresztą typowe dla najbardziej użytecznych zastosowań sztucznej inteligencji. Algorytm rekomendacji nie zmienił świata dlatego, że potrafi napisać efektowną wiadomość, ale dlatego, że pomaga znaleźć film, muzykę czy produkt spośród milionów dostępnych możliwości. Modele wykrywające oszustwa bankowe też działają najlepiej wtedy, gdy klient nie musi nawet wiedzieć o ich istnieniu.
Podobnie może być w lotnictwie. Jeżeli AI pomoże uniknąć opóźnienia, pasażer raczej nie dowie się, że system wcześniej przeanalizował pogodę, położenie samolotu i dostępność załogi. Nie będzie też musiał ubiegać się o odszkodowanie za opóźniony lot. Z jego perspektywy wydarzy się po prostu coś bardzo nudnego: samolot odleci o czasie.
W drugą stronę wygląda to mniej sympatycznie – regulaminowo Ryanair uderza w spóźnialskich znacznie skuteczniej, niż sam rozlicza się z własnych opóźnień.
Nie wszystko, co dziś nazywa się AI, jest nowe
Dzisiaj wiele z tych rozwiązań trafia do prezentacji jako „AI”. Częściowo jest to uzasadnione, w końcu uczenie maszynowe od dawna stanowi jedną z najważniejszych dziedzin sztucznej inteligencji. Częściowo jest to jednak również zabieg marketingowy. Słowo „algorytm” brzmi technicznie i zwyczajnie. „Sztuczna inteligencja” przyciąga uwagę, łatwiej uzasadnia wielomilionowe inwestycje i pozwala przedstawić znane rozwiązanie jako element technologicznej rewolucji.
Nie zmienia to jednak faktu, że obecne systemy są znacznie bardziej zaawansowane niż ich starsze odpowiedniki. Mają dostęp do większej ilości danych, mogą przetwarzać je szybciej, pracować z językiem naturalnym i wykonywać bardziej złożone zadania.










