- Bezprawnik -
- Państwo -
- Wolałbym, żeby politycy pokłócili się o dopłaty do klimatyzacji. Ten spór miałby wreszcie sens
Wolałbym, żeby politycy pokłócili się o dopłaty do klimatyzacji. Ten spór miałby wreszcie sens
Jaka jest pogoda latem w Polsce – każdy dobrze widzi. Oczywiście daleko nam do klimatu uwielbianej przeze mnie Andaluzji, to jednak upały coraz bardziej dają nam się we znaki. Wielu ludzi żyje w gorętszych miejscach i jakoś dają radę. Jest jednak pewna różnica – są do tego przygotowani. My, Europa centralna i północna, niestety nie. Sekret leży w jednym wynalazku – klimatyzacji.
Muszę przyznać, że na brak słońca w te wakacje nie mogłem narzekać – i to niezależnie, czy byłem w Polsce, czy za granicą. Byłoby to jednak nieodpowiednie uproszczenie stwierdzić: „fajnie, ciepło". Nie wspominając już o internetowych ekspertach sprowadzających przetaczające się przez Europę fale upałów do stwierdzenia „kiedyś też tak było".
No nie było. W to lato padły rekordy temperatur w wielu krajach, także w Polsce. Na nikim nie robi już wrażenia to, że na termometrze mamy trzydzieści kilka stopni. Coraz częściej mamy do czynienia z pogodą rodem z południa Hiszpanii, dobijającą, a nawet przekraczającą 40 stopni. To nie jest coś, co zwykliśmy obserwować jeszcze kilkanaście lat temu. Dalej, z racji mojego wieku, pamięć nie sięga. Wystarczy jednak porozmawiać ze starszymi, a oni powiedzą to samo – tak wcześniej nie było.
Upałów nie zatrzymamy, ale musimy być na nie przygotowani
Takie są już realia – globalne ocieplenie daje nam się coraz bardziej we znaki. I nie, nie oznacza to, że od tej pory każde lato w Polsce będzie wyglądało jak sierpień w Sewilli czy Kordobie. Pogoda nadal będzie zmienna, czasami przez tydzień będzie lało, innym razem w lipcu będziemy zakładać bluzę. Zmienia się jednak częstotliwość i skala ekstremów.
W tym roku dostaliśmy zresztą namacalny przykład. 28 czerwca w Słubicach zanotowano 40,5 stopnia Celsjusza. Była to najwyższa temperatura w historii pomiarów na terenie Polski. Został pobity rekord, który (tutaj może być akurat zaskoczenie) miał 105 lat.
Można oczywiście wzruszyć ramionami. Było gorąco, potem przestało być gorąco, świat się nie skończył. Tyle że skutki takiej pogody nie kończą się na tym, że przez kilka dni człowiek gorzej śpi i bardziej poci się w tramwaju.
Elektrownia Paks i niski poziom Dunaju – co naprawdę dzieje się na Węgrzech
Rekordowo niski poziom Dunaju doprowadził do sytuacji, w której elektrownia jądrowa Paks musiała radykalnie ograniczyć produkcję energii. To nie jest jakaś mała elektrownia gdzieś na uboczu. Cztery reaktory mają łącznie około 2 GW mocy i w normalnych warunkach zapewniają niemal połowę węgierskiej produkcji energii elektrycznej.
Na początku sierpnia rząd zapowiadał nawet jej całkowite wyłączenie – po raz pierwszy od 44 lat. Ostatecznie udało się tego uniknąć, ale 7 sierpnia Paks pracowała na zaledwie około 10 proc. normalnej mocy.
Elektrownie jądrowe nie przestają jednak działać dlatego, że reaktorom jest za gorąco. Trzeba jednak gdzieś to ciepło odprowadzić. Paks wykorzystuje do tego Dunaj. Gdy w rzece jest mało wody, a dodatkowo sama woda jest bardzo ciepła, robi się problem. W Polsce atom to na razie przede wszystkim reaktor Maria, ale kwestia chłodzenia dotyczy każdej takiej instalacji – również tych, które dopiero mają u nas powstać.
Upał jako problem zdrowotny, a nie kwestia komfortu
Właśnie dlatego irytuje mnie to, w jaki sposób często rozmawia się o upałach. Tak, jest lato, więc powinno być ciepło. Tyle że pomiędzy przyjemnymi 27 stopniami a 40-stopniowymi upałami jest niemała różnica. Mamy wtedy do czynienia z temperaturą, która jest wyższa od temperatury naszego ciała. Jak nasz organizm ma się wtedy schładzać?
Upał jest problemem zdrowotnym. Szczególnie dla ludzi starszych, osób z chorobami układu krążenia, małych dzieci, ludzi pracujących fizycznie. Każda taka fala upałów to potencjalnie tysiące zgonów w całej Europie.
Kiedy temperatura w mieszkaniu nie spada poniżej 28 stopni nawet w nocy, ludzki organizm ma problemy z regeneracją. Serce pracuje cały czas na wyższych obrotach. To nie jest kwestia komfortu ani tego, że ktoś chce mieć przyjemny chłodek. To jest kwestia bezpieczeństwa publicznego i wydolności systemu ochrony zdrowia, który i tak wiemy, jaki jest.
Klimatyzacja to nie luksus, tylko ochrona zdrowia
Musimy odrzucić myślenie, że klimatyzator w domu to zachcianka bogatych albo wyłącznie element wyposażenia biurowców. Na południu Europy to po prostu standardowe wyposażenie mieszkań – tak samo jak dla nas kaloryfery.
Skoro już uważamy za podstawę, aby państwo wspierało ogrzewanie, np. poprzez dopłaty do węgla, gazu, wymiany pieców, ograniczenia cen energii, to bądźmy konsekwentni. Nikogo nie dziwi, że zamarzanie we własnym domu jest problemem, z którym trzeba walczyć.
Przyszło nam żyć w takich, a nie innych czasach, że będzie trzeba iść o krok dalej. Przegrzewanie się w czterech ścianach nie powinno być już zatem traktowane jako „uroki klimatu".
Twardy rachunek ekonomiczny, a nie welfare state
Niemal zawsze dostaję wysypki na myśl o kolejnych państwowych programach, dopłatach czy tworzeniu urzędów do spraw zarządzania chłodem. Tak, co do zasady wolny rynek radzi sobie z zaspokajaniem potrzeb obywateli o niebo lepiej niż urzędnik z kalkulatorem. Ale co w takiej sytuacji? To nie jest przecież kwestia kupna samochodu czy telefonu.
Do tego nasz system polityczny jest jaki jest – niezbyt promuje racjonalne wydawanie pieniędzy publicznych. Należałoby jednak w końcu przełamać ten zły trend i pokazać, że stać nas (nie tylko materialnie, ale merytorycznie) na pragmatyczne rozwiązania infrastrukturalne, które przyniosą realny zwrot dla gospodarki.
Upał to ukryty podatek od naszej wydajności
Patrząc na to zdroworozsądkowo: upał jest po prostu cichym podatkiem od naszej efektywności. W temperaturach przekraczających trzydzieści kilka stopni w niedostosowanych budynkach wydajność pracy dramatycznie spada, a przepisy do dziś nie mówią jasno, jaka maksymalna temperatura w pracy jest w ogóle dopuszczalna. Do tego dochodzą bezpośrednie koszty opieki zdrowotnej, bo skokowy wzrost hospitalizacji i wezwań karetek w trakcie fal gorąca opłacamy wszyscy ze wspólnej kasy. Nawiasem mówiąc, kilka dni temu mignęły mi obrazki, gdzie w jednym ze szpitali okładano pacjentów lodem. A klimatyzacji oczywiście brak – naprawdę tego chcemy?
Nie musimy od razu wkraczać na ścieżkę skomplikowanych programów dotacji. Zacznijmy od usunięcia pewnych barier rynkowych i prawnych. Likwidacja VAT na klimatyzatory, deregulacja przepisów mieszkaniowych. W końcu dzisiaj montaż klimatyzatora w bloku bywa drogą przez mękę. Gdyby prawo jednoznacznie gwarantowało właścicielowi mieszkania możliwość instalacji klimatyzacji po spełnieniu podstawowych norm, rynek mógłby wyglądać zupełnie inaczej.
Dopłaty do klimatyzacji tylko tam, gdzie realnie ratują zdrowie
Są ludzie, dla których nawet kilka tysięcy złotych za urządzenie i montaż będzie wydatkiem nie do przeskoczenia. Czy to moment, w którym mogę powiedzieć, że gdyby to ode mnie zależało, np. podczas głosowania w Sejmie, nie miałbym większych oporów przed pomocą publiczną? Wszystko wskazuje na to, że tak – pod warunkiem, że byłaby rzeczywiście dobrze „wycelowana".
Nie potrzebujemy jednak programu, w którym każdy właściciel 150-metrowego domu dostanie dwa tysiące złotych na klimatyzator do sypialni. Dostępne dziś dofinansowanie do klimatyzacji 2025 trafia zresztą głównie do właścicieli domów jednorodzinnych. Znacznie więcej sensu miałoby wsparcie osób starszych, przewlekle chorych czy mieszkańców lokali komunalnych szczególnie narażonych na przegrzewanie.
Do tego szpitale, DPS-y, żłobki, przedszkola i inne miejsca, w których ludzie nie zawsze mogą po prostu wstać, wyjść z budynku i pojechać nad jezioro. Jeżeli mamy wydawać pieniądze publiczne, to właśnie w takich miejscach można stosunkowo łatwo wskazać konkretny efekt: mniej hospitalizacji, mniej omdleń, mniejsze ryzyko zgonów, większy komfort pracy personelu.
Klimatyzacja też kosztuje – również system energetyczny
Miliony urządzeń uruchamianych jednocześnie oznaczają dodatkowe zapotrzebowanie na energię. Z jednej strony ekstremalne upały zwiększają zapotrzebowanie na chłodzenie, a z drugiej mogą utrudniać pracę części infrastruktury energetycznej. Rozwiązanie jednego problemu może powodować powstanie kolejnego – nikt nie powiedział, że będzie łatwo.
Odpowiedzi można szukać np. w fotowoltaice – w końcu klimatyzator potrzebuje najwięcej prądu wtedy, gdy najmocniej świeci słońce, czyli dokładnie wtedy, gdy fotowoltaika radzi sobie najlepiej. Nie jest to oczywiście idealne rozwiązanie – wieczorem panele nie produkują, sieć nadal musi mieć odpowiednią przepustowość, a do tego nie każdy mieszka w domu z dachem pod taką instalację. Coraz częściej dostępne są jednak panele fotowoltaiczne w mieszkaniu w bloku, rozliczane choćby w formule wirtualnego prosumenta.
Jednak w taki prosty sposób udowodniliśmy, że chłodzenie mieszkań, energetyka, termomodernizacja czy nawet sam sposób projektowania miast i budynków będą ze sobą coraz mocniej powiązane. Jak sobie z tym poradzimy? Nie wiem, ja tylko proponuję, to tylko jeden głos w morzu innych, choć mam nadzieję, że po zakończeniu lektury będzie ich więcej. Warto jednak zapamiętać jeszcze jedną rzecz — lato 2026 prawdopodobnie nie jest najcieplejszym latem w naszym życiu.










