1. Bezprawnik -
  2. Finanse -
  3. Ugoda z bankiem może być pułapką. Zyskuje na niej kto inny niż kredytobiorca

Ugoda z bankiem może być pułapką. Zyskuje na niej kto inny niż kredytobiorca

Unieważnienie kredytu frankowego nie jest już egzotycznym roszczeniem, z którym kredytobiorca idzie do sądu w ciemno. W wielu sprawach linia orzecznicza jest dla konsumentów korzystna, ponieważ sądy konsekwentnie uznają, że umowy zawierały klauzule abuzywne. I właśnie dlatego wokół frankowiczów wyrósł osobny rynek usług prawnych i okołoprawnych.

Joanna Świba13.08.2026 13:51
Finanse

Nie każda „kancelaria frankowa” jest kancelarią prawną

Na rynku dostępnych jest wiele „kancelarii”, które oferują kompleksową pomoc w unieważnieniu kredytu frankowego. W reklamie (tak, już sam fakt, że takie firmy się reklamują, świadczy o tym, że nie jest to klasyczna kancelaria radców prawnych czy adwokatów, gdyż w tych zawodach reklama jako taka nie jest dozwolona) wszystko wygląda pięknie – analiza umowy, bezpłatna konsultacja, prowadzenie sprawy przeciwko bankowi. Problem w tym, że część takich podmiotów nie jest kancelarią adwokacką ani radcowską. To często spółki prawa handlowego, które zajmują się pozyskiwaniem klientów, obsługą sprzedażową i pośredniczeniem w kontakcie z prawnikiem. Model biznesowy przypomina ten, który wcześniej wypracowała niejedna kancelaria odszkodowawcza.

Kto jest stroną umowy: adwokat czy spółka?

Klientowi może się wydawać, że podpisuje umowę bezpośrednio z adwokatem albo radcą prawnym. W praktyce stroną umowy bywa spółka, która dopiero później organizuje obsługę prawną. Pełnomocnik procesowy pojawia się więc w sprawie, ale pieniądze z tytułu wynagrodzenia, prowizji i opłat trafiają do podmiotu, który niekoniecznie podlega zasadom wykonywania zawodu adwokata lub radcy prawnego.

To ma znaczenie. Adwokat i radca prawny działają w ramach samorządu zawodowego, mają obowiązki etyczne i odpowiadają dyscyplinarnie. Spółka pośrednicząca takich samych ograniczeń mieć nie musi. A klient często orientuje się w tym dopiero wtedy, gdy trzeba rozliczyć sukces.

Success fee w sprawach frankowych: procent, ale od czego dokładnie?

Największym problemem są umowy, w których wynagrodzenie jest uzależnione od wyniku sprawy. Samo success fee nie jest niczym nadzwyczajnym (pod warunkiem, że jest to dodatek, a nie podstawa wynagrodzenia – znów wracamy do etyki zawodowej, zgodnie z którą radcowie prawni i adwokaci nie mogą uzależniać wynagrodzenia za prowadzenie sprawy od wygranej). W sprawach frankowych występuje ono często jako dodatkowa premia za wygraną, obok opłaty wstępnej albo wynagrodzenia za prowadzenie sprawy, lub – w przypadku kancelarii okołoprawnych – jako jedyna forma wynagrodzenia, co finalnie może okazać się dla klientów mniej korzystne.

Prowizja od odzyskanych pieniędzy czy od wartości kredytu?

Kłopot zaczyna się wtedy, gdy klient nie rozumie podstawy naliczenia prowizji. Wielu frankowiczów zakłada, że procent będzie liczony od realnie odzyskanych pieniędzy, czyli od kwoty, którą bank faktycznie zwróci po wyroku albo ugodzie. Tymczasem w części umów procent liczony jest od wartości kredytu, wartości przedmiotu sporu, kwoty kapitału, salda albo „korzyści ekonomicznej” rozumianej bardzo szeroko.

Różnica jest ogromna. Klient może być przekonany, że kancelaria weźmie kilka procent od pieniędzy, które udało się realnie odzyskać. Później okazuje się, że prowizja należy się także wtedy, gdy bank nic jeszcze nie wypłacił albo gdy rozliczenie jest dla klienta znacznie mniej korzystne, niż wynikało z pierwszych obietnic. Dlatego przy takich umowach najważniejsze pytanie nie brzmi: ile procent pobiera kancelaria. Najważniejsze pytanie brzmi: od jakiej kwoty ten procent jest liczony.

Ugoda z bankiem bywa szybka i nie zawsze korzystna

Na tym tle pojawia się jeszcze jeden problem: ugody. Banki coraz częściej proponują frankowiczom porozumienia, a część podmiotów obsługujących sprawy bardzo chętnie namawia klientów do ich podpisania. Argumenty są zwykle podobne: proces potrwa wiele lat, orzecznictwo może się zmienić, przepisy mogą zostać zmodyfikowane, a zapowiadana ustawa frankowa wciąż nie rozstrzygnęła sporu, więc bank będzie walczył do końca.

Oczywiście ugoda może być rozsądnym rozwiązaniem. Nie każdy klient chce przez kilka lat prowadzić spór, składać zeznania, czekać na prawomocny wyrok i późniejsze rozliczenie z bankiem. Problem zaczyna się wtedy, gdy ugoda jest wygodniejsza głównie dla podmiotu prowadzącego sprawę, a nie dla frankowicza.

Konflikt interesów przy rozliczeniu ugody

Jeżeli wynagrodzenie kancelarii albo spółki należy się również od ugody, to pojawia się oczywisty konflikt interesów. Szybkie zamknięcie sprawy może oznaczać szybką prowizję. Nawet jeżeli klient, walcząc dalej, mógłby uzyskać znacznie więcej – a zwykle rzeczywiście mógłby. Ideą ugody jest wprawdzie pójście na kompromis przez obie strony, jednak czasem jedna ze stron może w ten sposób stracić więcej, niż nakazywałaby uczciwość.

Frankowicz wygrał, ale pieniądze zostały gdzie indziej

W praktyce można sobie wyobrazić sytuację, w której bank w ramach ugody zwraca klientowi 30 tys. zł. Na pierwszy rzut oka wygląda to dobrze. Klient coś odzyskał, sprawa się kończy, ryzyko procesu znika. Dopiero później przychodzi rozliczenie. Okazuje się, że 15 tys. zł trafia do podmiotu obsługującego sprawę, z czego 10 tys. zł stanowią same opłaty, prowizje albo dodatkowe wynagrodzenie. Frankowicz formalnie wygrał, ale realna korzyść jest znacznie mniejsza, niż oczekiwał. Można więc stwierdzić, że otrzymał ochłapy, a realny zysk zawędrował gdzie indziej.

Takie konstrukcje są szczególnie niebezpieczne, gdy klient nie dostał jasnej symulacji kosztów przed podpisaniem umowy. Przy sprawach frankowych nie wystarczy informacja, że „wynagrodzenie wynosi 10 procent”. Trzeba wiedzieć, czy chodzi o 10 procent od zwrotu, od salda, od wartości kredytu, od wartości przedmiotu sporu, czy od kwoty wskazanej przez samą kancelarię jako korzyść klienta.

Na co uważać przed podpisaniem umowy z kancelarią frankową?

Frankowicz powinien sprawdzić przede wszystkim, z kim podpisuje umowę. Czy stroną jest adwokat albo radca prawny, czy spółka, która tylko współpracuje z prawnikami. To nie jest formalność, ale podstawowa informacja o tym, kto odpowiada za prowadzenie sprawy i kto pobiera wynagrodzenie.

Druga kwestia to success fee. W umowie powinno być jasno napisane, kiedy powstaje obowiązek zapłaty prowizji, od jakiej kwoty jest liczona i czy należy się także przy ugodzie. Jeżeli kancelaria zachowuje prawo do wynagrodzenia nawet wtedy, gdy klient nie otrzymał realnej wypłaty z banku, to taki zapis wymaga szczególnej ostrożności – warto wtedy sprawdzić, czy nie mamy do czynienia z niedozwolonymi postanowieniami umownymi.

Koszty zastępstwa procesowego, wypowiedzenie umowy i odmowa ugody

Trzeba też sprawdzić, kto otrzymuje koszty zastępstwa procesowego zasądzone od banku, ile kosztuje wypowiedzenie umowy, czy klient może odmówić podpisania ugody oraz czy odmowa ugody nie powoduje dodatkowych opłat. To są zapisy, które w praktyce mogą przesądzić o tym, czy wygrana z bankiem faktycznie zostanie w kieszeni kredytobiorcy. W przypadku, gdy podpiszemy umowę bez zastanowienia, może okazać się, że realny zysk z unieważnienia umowy kredytu wcale nie trafi do nas.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover