Według Międzynarodowej Organizacji Pracy kilka lat temu nawet około 60 proc. pracujących ludzi na świecie wykonywało pracę nieformalnie, na czarno. Jest to przeważnie praca fizyczna, mieszcząca się w kategorii blue collar. Ci ludzie odpowiadają za infrastrukturę, logistykę, produkcję, energię, transport i utrzymanie miast.
Pracownicy fizyczni to kręgosłup gospodarki, bez którego wszystko rozpadłoby się jak domek z kart
Gdyby na miesiąc zniknęli pracownicy biurowi, skrzynki mailowe by eksplodowały, zatrzymałyby się procesy decyzyjne, bo nikt nie podpisałby dokumentów, nie zatwierdził budżetów. Firmy działałyby jak samochód na luzie. Stanęłyby działy zakupów i sprzedaży: kontrakty nie zostałyby przedłużone, faktury utknęłyby, a pieniądze przestałyby krążyć. Bez kadr i płac produkcja zaczęłaby się krztusić. Administracja publiczna zwolniłaby do tempa obiegu papierowego listu.
Jeśli na miesiąc zniknęliby pracownicy fizyczni, nie mielibyśmy chwili na refleksję. W kilka czy kilkanaście dni pojawiłby się kryzys sanitarny, energetyczny i żywnościowy. Nie byłoby komu odbierać śmieci, naprawiać awarii, obsługiwać elektrowni, magazynów i transportu. Sklepy szybko opustoszałyby z podstawowych towarów, miasta zaczęłyby się dusić. Wystarczy spojrzeć na strajki transportowe czy odpadowe w dużych miastach Europy – po 7–10 dniach ulice toną w śmieciach, a władze mówią o zagrożeniu epidemicznym.
To najlepszy dowód na to, że te dwa światy są od siebie całkowicie zależne. Biurowi nadają kierunek, fizyczni podtrzymują nas przy życiu. Problem polega na tym, że choć bez obu grup nie da się funkcjonować, to pracę fizyczną wciąż traktuje się jak coś gorszego i mniej ambitnego. Tak jakby sukces mierzyło się liczbą zadrukowanych kartek i stuknięć w klawiaturę, a nie np. przewiezionych palet. Łatwiej klaskać innowacjom niż ludziom, dzięki którym mamy pełne półki w sklepach i ciepło w mieszkaniach.
Rolników, zawodowych kierowców bądź spawaczy nie da się zastąpić w weekend
Spróbujmy prostego eksperymentu myślowego. Oto kilka zawodów fizycznych i krótka odpowiedź na pytanie: co się stanie, gdy ich zabraknie?
Brak prądu oznacza natychmiastowy paraliż komunikacji, opieki zdrowotnej i handlu, dlatego rola elektryka jest fundamentem funkcjonowania współczesnego świata. Podobnie hydraulik – woda i kanalizacja stanowią podstawę zdrowia publicznego, a bez nich miasta bardzo szybko stają się niezdatne do życia. Do tego dochodzi praca śmieciarzy: nieodebrane odpady zwiększają ryzyko chorób zakaźnych nawet o kilkadziesiąt procent. Kierowcy ciężarówek są krwioobiegiem gospodarki – w 2024 łączny wolumen drogowego transportu towarów w UE osiągnął 1,869 bln tonokilometrów. Bez pracowników budowlanych nie powstaną mieszkania, drogi, mosty ani nie będą prowadzone remonty infrastruktury krytycznej.
Mechanicy dbają, by maszyny pozostawały w ruchu, bo nieczynny transport oraz fabryki to skrępowana gospodarka. Rolnicy stoją u podstaw systemu, ponieważ jeden rolnik w Europie wyżywia statystycznie ponad 130 osób. Spawacze podtrzymują integralność infrastruktury energetycznej i przemysłowej. Operatorzy maszyn są niezbędni, bo bez nich produkcja spada w kierunku zera, a magazynierzy spinają cały łańcuch dostaw. Bez ich pracy handel przestaje istnieć niemal z dnia na dzień. To nie są zawody zastępowalne w weekend.
Wartości pracy fizycznej nie widać, dopóki nie zepsuje się lodówka
Mimo wszystko w krajach Europy Zachodniej średnie roczne wynagrodzenie pracownika umysłowego bywa 2–3 razy wyższe niż pracownika fizycznego, mimo że to ten drugi przebywa w trudnych warunkach i pracuje również w nocy. Co więcej, pracownicy fizyczni miewają średnio o kilka lat krótszą oczekiwaną długość życia w zdrowiu niż pracownicy biurowi.
A jednak to praca przy biurku daje prestiż, dlatego że lepiej wpisuje się w narrację: studia, korporację, rozwój. Praca fizyczna została zepchnięta do kategorii „planu B”. Pracę fizyczną doceniamy dopiero wtedy, gdy przestaje działać lodówka albo zmywarka, tynk się sypie, brakuje prądu i przez dziury w drogach nie możemy swobodnie jeździć samochodem.
Absolutnie nie chodzi o to, żeby w odwecie potępiać teraz pracowników umysłowych albo żeby zarabiali oni mniej niż fizyczni – włożyli w swoją pracę wiele wysiłku, zainwestowali czas w poszerzanie kompetencji i należy to docenić. Jednak nie można stwierdzić, że praca siłą mięśni jest jednoznacznie gorsza – obie formy pracy mają swoją wartość i wymagają zaangażowania, tylko w różny sposób.
Niedocenianie pracy fizycznej nie jest tylko akademicką kwestią narracji, lecz pociąga za sobą mocno widoczne konsekwencje – starzejącą się siłę roboczą. Bywa że średni wiek wykwalifikowanego rzemieślnika przekracza 45 lat, bo młodzi nie chcą wchodzić do zawodów niedających uznania. Jeśli ten trend się utrzyma, zapłacimy za to wszyscy. Wyższymi cenami usług, dłuższym oczekiwaniem, zleceniami wykonywanymi po łebkach i bez doświadczenia oraz co za tym idzie – gorszą jakością życia. Tak będzie wyglądał świat z niedoborem ludzi wstających wcześnie i brudzących sobie ręce ku wygodzie innych.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj