- Bezprawnik -
- Finanse -
- Pomysł z pieniędzmi z prepaidów mi się podoba. Problem w tym, że 27 mln zł utknęło w połowie drogi do NFZ
Pomysł z pieniędzmi z prepaidów mi się podoba. Problem w tym, że 27 mln zł utknęło w połowie drogi do NFZ
Prawie każdy kiedyś kupił kartę prepaid, doładował telefon, a potem przestał korzystać z numeru. Kilkanaście czy kilkadziesiąt złotych zostało na koncie. Z czasem środki wygasły, a klient nie wystąpił o ich zwrot. Takich przypadków są tysiące, a może znacznie więcej. Nowe przepisy postanowiły zrobić z tych drobnych kwot źródło pieniędzy dla publicznej ochrony zdrowia.
I już przy pierwszym rozliczeniu okazało się, że nie są to wcale drobne pieniądze. W 2025 r. niewykorzystane środki z doładowań, których konsumenci nie odzyskali, wyniosły dokładnie 26 999 206,96 zł. Ta imponująca kwota jest pierwszą zebraną w ramach nowego mechanizmu wprowadzonego przez Prawo komunikacji elektronicznej.
Zwrot niewykorzystanych środków z karty prepaid: najpierw sześć miesięcy dla klienta
Nowe przepisy, obowiązujące od końca 2024 r., zmieniły zasady dotyczące pieniędzy pozostających na kontach prepaid. Wśród tego, co przyniosło Prawo komunikacji elektronicznej, zmiany dla abonentów korzystających z kart na doładowania należą do najbardziej namacalnych. Jeszcze kilka lat temu środki po wygaśnięciu konta po prostu przepadały, a na celowniku były telefony na kartę – UOKiK wszczął wtedy postępowania wobec największych operatorów.
Dziś konsument nie traci pieniędzy od razu po upływie ważności konta. Ma sześć miesięcy od dnia wygaśnięcia ważności konta albo przeniesienia numeru, aby wystąpić o zwrot środków z karty prepaid. Przenoszenie numeru to zresztą procedura, którą od lat próbuje się upraszczać – pisaliśmy już, że UKE pomoże szybciej przenieść numer telefonu komórkowego. Dostawca usług ma też obowiązek poinformować klienta o możliwości odzyskania pieniędzy.
Co się dzieje z pieniędzmi, po które nikt się nie zgłosił
Dopiero wówczas, jeżeli klient nie skorzysta z tego prawa, środki trafiają do specjalnego mechanizmu publicznego. Od 2026 r. na operatorów nałożono obowiązek przekazywania do 30 kwietnia na wyodrębniony rachunek Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) środków z doładowań, do których w poprzednim roku wygasło uprawnienie konsumenta do zwrotu. Kwota jest pomniejszona o należny VAT.
Przedstawiona procedura jest istotna, ponieważ nie można powiedzieć, że państwo po prostu „zabiera” klientom pieniądze następnego dnia po wygaśnięciu konta. Najpierw konsument dostaje dodatkowe pół roku na ich odzyskanie.
Prawie 27 mln zł z doładowań prepaid to dopiero początek
Pierwsze rozliczenie pokazuje jednak skalę zjawiska. Prawie 27 mln zł w ciągu jednego roku oznacza, że suma drobnych, niewykorzystanych kwot pozostawianych przez klientów może tworzyć całkiem pokaźny strumień pieniędzy.
Od operatora przez UKE i Fundusz Szerokopasmowy do NFZ
Mechanizm jest przy tym dość nietypowy. Pieniądze nie stają się bezpośrednio przychodem UKE. Prezes Urzędu ma przekazać je na rachunek Funduszu Szerokopasmowego. Zgodnie z ustawą środki z tego funduszu, w wysokości wskazanej przez ministra właściwego do spraw informatyzacji, mają następnie zostać przekazane Narodowemu Funduszowi Zdrowia na finansowanie lub dofinansowanie świadczeń związanych z profilaktyką i leczeniem dzieci i młodzieży uzależnionych od technologii cyfrowych. Cel trudno uznać za wydumany – uzależnienie od smartfonów to problem, który najwyraźniej widać wśród najmłodszych użytkowników.
Droga środków jest jednak dosyć długa: od klienta, przez operatorów, UKE i fundusz, aż do NFZ. I właśnie na ostatnim odcinku pojawiły się pytania.
Pieniądze z prepaidów są, ale NFZ ich nie dostał
Z informacji uzyskanych przez Telepolis wynika, że UKE wykonał w maju 2026 r. 13 przelewów dotyczących 12 podmiotów. Jedna transza została przekazana w czerwcu wraz z należnymi odsetkami. Łącznie chodziło o wspomniane niemal 27 mln zł. Jednocześnie NFZ poinformował, że pieniędzy z tego źródła jeszcze nie otrzymał. Według tych informacji środki powinny więc pozostawać na rachunku Funduszu Szerokopasmowego.
I tu pojawia się pytanie, które dla podatnika czy konsumenta jest bardzo istotne: skoro ustawa wskazuje konkretny cel, a pieniądze zostały już przekazane do Funduszu, to dlaczego nie trafiły jeszcze tam, gdzie miały finansować świadczenia zdrowotne?
Państwo stworzyło nowy worek z pieniędzmi. Gdzie jest przejrzystość?
Sam pomysł nie jest zły i łatwo można go uzasadnić. Niewykorzystane środki pochodzą z pieniędzy konsumentów, ale klient miał ustawowo zagwarantowane sześć miesięcy na ich odzyskanie. Jeżeli tego nie zrobił, ustawodawca zdecydował, że środki nie powinny pozostać u operatora. Tyle że powstają wątpliwości co do przejrzystości całego systemu.
Dlaczego pieniądze mają przechodzić przez kilka instytucji? Dlaczego ich ostateczna kwota przekazywana NFZ zależy od wskazania ministra? I przede wszystkim, skoro celem jest leczenie i profilaktyka uzależnień cyfrowych dzieci i młodzieży, dlaczego przepływ pieniędzy nie jest dla obywatela bardziej transparentny i prosty do prześledzenia?
Powinno to być traktowane ze szczególną dokładnością i przejrzystością, dlatego że mamy do czynienia z nowym mechanizmem. Nie ma jeszcze wieloletnich danych pokazujących, ile pieniędzy będzie generował co roku. Pierwsze rozliczenie przyniosło niemal 27 mln zł, więc skala nie jest symboliczna.
Obowiązek informacyjny operatora: klient powinien wiedzieć, że ma pieniądze do odebrania
Można też wskazać jeszcze drugi, bardziej konsumencki problem. Cały mechanizm działa tylko wtedy, gdy użytkownik wie, że może odzyskać niewykorzystane środki. Ustawa przewiduje obowiązek poinformowania konsumenta o takim prawie. Dostawca usług przedpłaconych ma przekazać informację o możliwości i sposobie zwrotu środków. Instrukcja zwrotu powinna być jasna i czytelna (np. na stronie internetowej, w regulaminie lub przy zakupie czy doładowaniu).
Patrząc na kwotę niewykorzystanych środków, powstaje pytanie, czy konsument jest w wystarczający sposób informowany o przysługujących mu zwrotach. Kilkanaście złotych może wydawać się kwotą niewartą zachodu. Przy milionach użytkowników właśnie z takich „drobnych” kwot powstają dziesiątki milionów złotych.
Szczytny cel nie zwalnia z rozliczenia do ostatniej złotówki
Największy paradoks całej historii polega na tym, że pieniądze mają zostać przeznaczone na cel, z którym w dzisiejszych cyfrowych czasach trudno się nie zgodzić, czyli pomoc dzieciom i młodzieży uzależnionym od technologii cyfrowych. Nie oznacza to jednak, że można przymknąć oko na sposób ich przepływu.
Jeżeli państwo tworzy słuszny mechanizm, w którym pieniądze niewykorzystane przez obywateli mają ostatecznie finansować konkretny cel publiczny, powinno być równie łatwe do sprawdzenia, ile zebrano, ile przekazano i ile faktycznie trafiło na leczenie. Kwota prawie 27 mln zł to już nie są drobne pozostawione na zapomnianych kartach SIM, ale konkretne pieniądze, które powinny być przekazane i rozliczone do ostatniej złotówki.
zobacz więcej:











