- Bezprawnik -
- Moto -
- Pieszy może i ma pierwszeństwo na pasach, ale prawo mówi coś, o czym wszyscy wolą milczeć
Pieszy może i ma pierwszeństwo na pasach, ale prawo mówi coś, o czym wszyscy wolą milczeć
Niedawno minęło 5 lat od wprowadzenia pierwszeństwa dla pieszych na pasach. Nowelizacja przepisów jest już z nami od 1 czerwca 2021 roku, ale odnoszę wrażenie, że nie wszyscy rozumieją obowiązujące przepisy. To, że pieszy ma pierwszeństwo na przejściu dla pieszych, nie zwalnia go od myślenia i zachowania szczególnej ostrożności.
Pieszy nie ma stref zgniotu, powinien więc zachować szczególną ostrożność
O tym, że cały czas trzeba zachowywać szczególną ostrożność, mówią same przepisy. W art. 13 Kodeksu drogowego możemy przeczytać między innymi:
1a. Pieszy znajdujący się na przejściu dla pieszych ma pierwszeństwo przed pojazdem. Pieszy wchodzący na przejście dla pieszych ma pierwszeństwo przed pojazdem, z wyłączeniem tramwaju.
Sprawa wygląda następująco: kierujący pojazdem powinien zachować szczególną ostrożność podczas zbliżania się do przejścia dla pieszych i ma obowiązek ustąpić pierwszeństwa osobie przechodzącej przez pasy, jak i stojącej przed przejściem. Pełna zgoda — tak jest właśnie od 1 czerwca 2021 r. Nigdzie jednak nie skasowano fragmentu o tym, że pieszy ma przestać uważać. Przecież wciąż jest „obowiązany zachować szczególną ostrożność”.
Tymczasem chyba każdy z nas był wielokrotnie świadkiem niemalże wtargnięcia pieszego wprost pod koła — tylko dlatego, że ten „miał pierwszeństwo” czy „bo był na pasach”. Niestety takie myślenie niezmotoryzowanych (czy raczej brak myślenia) czasami kończy się tragicznie. Cóż z tego, że sąd uzna winę kierującego i skaże go na karę więzienia, skoro strona wygrywająca proces leży w szpitalu lub — co gorsze — na cmentarzu? Warto pamiętać, że pierwszeństwo na przejściu nie sprawia, że pieszemu wolno bezmyślnie wejść pod nadjeżdżające auto.
Specjaliści wprost mówią o tym, że obowiązkowe zatrzymanie samochodu przed przejściem dla pieszych nie jest równoznaczne z „bezwzględnym” pierwszeństwem pieszych.
Piesi ofiarą mainstreamowych mediów?
Istnieją informacje, o których niestety nie mówią głośno największe polskie media (a które czasami nawet mogą sugerować, że pieszy ma zawsze „bezwzględne” pierwszeństwo). To, jak ma się zachować pieszy w okolicach pasów, mówi bowiem nie tylko art. 13, ale i art. 14 Prawa o ruchu drogowym, w którym zabrania się m.in.:
a) bezpośrednio przed jadący pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych,
Tyle powinno wystarczyć — pieszy ma pierwszeństwo, ale nie może „pchać się na siłę” wtedy, kiedy widzi, że kierowca nie zdąży przed nim zahamować. W takiej sytuacji oznacza to, że dany kierujący również nie zachował szczególnej ostrożności, skoro nie dostosował odpowiedniej prędkości. Naturalnie lepiej już poczekać parę sekund, dać mu przejechać, a następnie ostrożnie przejść na drugą stronę. Nawet z poczuciem, że „skubaniec za kółkiem wymusił pierwszeństwo” — lepsze to, niż być potrąconym na pasach. O tym, kiedy obowiązuje pierwszeństwo pieszych na pasach, decyduje moment wejścia na przejście, a nie samo stanie przy krawężniku.
Co mówi doktryna o obowiązkach pieszego?
Cytowany w doktrynie prof. R.A. Stefański zwraca uwagę na konieczność zachowania szczególnej ostrożności przez pieszego. Jak tłumaczy, przestrzeganie tej zasady przez pieszego wchodzącego na przejście polega przede wszystkim na tym, że powinien on upewnić się, czy może bezpiecznie wejść na przejście i czy nie zmusi kierujących pojazdami do gwałtownego hamowania. Pieszy powinien ocenić odległość i prędkość jadących pojazdów oraz istniejące ograniczenia widoczności, a na jezdnię wchodzić spokojnie, tak aby kierujący mógł zorientować się w jego zamiarach i dostosować sposób jazdy.
Zdaniem profesora pieszy nie może wchodzić na przejście, gdy z powodu zbliżania się pojazdu — nawet z nadmierną prędkością — zmusiłby kierującego do gwałtownego hamowania. Jak dodaje, nietrafny jest pogląd, że nie narusza zasady szczególnej ostrożności pieszy, który zmusza do hamowania kierowcę poruszającego się z nadmierną prędkością. W judykaturze przyjmuje się bowiem, że wkroczenie pieszego na jezdnię bezpośrednio przed nadjeżdżający pojazd jest niedopuszczalne także na wyznaczonym przejściu, zwłaszcza gdy pieszy ma obiektywną możliwość spostrzeżenia nadjeżdżającego samochodu.
Fakt, że kierujący jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na przejściu (art. 26 ust. 1 p.r.d.), nie uchyla tego zakazu w stosunku do pieszego.
I rzeczywiście, w art. 26 ust. 1 Kodeksu drogowego możemy przeczytać:
Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejścia dla pieszych, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność, zmniejszyć prędkość tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo pieszego znajdującego się na tym przejściu albo na nie wchodzącego i ustąpić pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na tym przejściu albo wchodzącemu na to przejście, z zastrzeżeniem ust. 1a.
Ust. 1a dotyczy tramwajów. W sporze kierowcy vs piesi najważniejsza powinna być zasada ograniczonego zaufania. Jedziesz samochodem i widzisz, że ktoś jest niedaleko przejścia dla pieszych? Zwolnij, bo nie wiadomo, czy nagle na nie nie skręci. Stoisz przed przejściem? Poczekaj, aż kierujący całkowicie zatrzyma pojazd, żeby mieć pewność bezpiecznego przejścia na drugą stronę ulicy. Tylko tyle i aż tyle. Warto przy tym pamiętać, że nawet pieszy, który tylko stoi przed przejściem, nie ma pierwszeństwa — przynajmniej dopóki nie zacznie wchodzić na pasy.
Wystarczy odrobina wyobraźni i dobrego wychowania
Osobiście jako pieszy nigdy nie wykonuję pierwszego kroku, dopóki nie upewnię się, że kierowca widzi mnie i zwalnia (ważny jest kontakt wzrokowy). Nie pcham się na siłę, bo jako kierowca, a więc osoba po drugiej stronie, widzę, jak zachowują się niektórzy piesi. Piesi, którzy utracili elementarną wiedzę na temat tego, jak zachować się przy przejściu dla pieszych. Nie pomaga też fakt, że kierowcy w droższych samochodach statystycznie rzadziej przepuszczają osoby wchodzące na pasy.
Stara, dobra zasada przechodzenia przez jezdnię
Pamiętam, jak w pierwszych klasach szkoły podstawowej uczono mnie, jak przechodzić przez jezdnię:
- spojrzenie w lewą stronę,
- spojrzenie w prawą stronę,
- spojrzenie w lewą stronę,
- wejście na pasy, jeśli jest to możliwe,
- upewniające spojrzenie w prawą stronę zaraz po wejściu na pasy.
Tymczasem dziś coraz mniej osób stosuje tę zasadę. Ani młodzież, ani nawet starsze osoby, które nagle skręcają na pasy bez żadnej sygnalizacji, często nawet nie spojrzą, czy nikt nie nadjeżdża. Przecież nie da się zatrzymać samochodu w miejscu — nawet poruszającego się z niewielką prędkością. Praw fizyki nie przeskoczymy. Jeśli dojdzie do potrącenia, to kto jest winny? Kierowca, który się zagapił lub jechał zwyczajnie zbyt szybko, czy pieszy, który nagle wtargnął wprost pod koła?
W wielu przypadkach taki spór kończy się na niekorzyść kierowcy, a jedyną deską ratunku może być nagranie z kamery samochodowej, które może być dowodem w sądzie.
