- Bezprawnik -
- Energetyka -
- Koncerny naftowe grożą UE. Od 2027 roku ropa może przestać płynąć do Europy
Koncerny naftowe grożą UE. Od 2027 roku ropa może przestać płynąć do Europy
O narastającym sporze między Unią Europejską a światowymi producentami ropy i gazu donosi portal Politico. Według publikacji największe koncerny naftowe ostrzegają, że od 1 stycznia 2027 roku mogą ograniczyć, a nawet wstrzymać dostawy ropy do państw Unii Europejskiej. Powodem są nowe przepisy nakładające na importerów obowiązek przedstawiania szczegółowych danych dotyczących emisji metanu powstających podczas wydobycia i transportu surowców.
Przedstawiciele branży przekonują, że spełnienie nowych wymogów będzie niezwykle kosztowne i w wielu przypadkach technicznie niewykonalne. Komisja Europejska pozostaje jednak nieugięta i uważa, że groźby producentów są przede wszystkim elementem negocjacyjnej gry. Zdaniem Brukseli światowi eksporterzy nie zrezygnują z jednego z największych rynków zbytu na świecie.
Metan pod lupą Unii Europejskiej
Nowe obowiązki wynikają z unijnego rozporządzenia (UE 2024/1787) dotyczącego ograniczania emisji metanu w sektorze energetycznym. Metan jest uznawany za jeden z najbardziej szkodliwych gazów cieplarnianych. W ciągu pierwszych 20 lat od emisji jego wpływ na ocieplenie klimatu jest wielokrotnie większy niż dwutlenku węgla.
Dlatego Unia Europejska postanowiła objąć regulacjami nie tylko producentów działających na swoim terytorium, ale również firmy eksportujące ropę, gaz i węgiel do państw członkowskich. Od 2027 roku importerzy będą musieli przedstawiać szczegółowe informacje dotyczące emisji metanu związanych z wydobyciem oraz transportem sprowadzanych surowców.
Bruksela łagodzi kary, ale nie obowiązki
Pod presją państw członkowskich i obaw o bezpieczeństwo energetyczne Bruksela w ostatnich dniach zaproponowała czasowe złagodzenie egzekwowania przepisów, rekomendując, by w latach 2027–2029 nie nakładać kar za ich naruszenie. Sam obowiązek raportowania nadal jednak pozostaje. Jest to typowe działanie Komisji, analogiczne do systemu ETS, gdzie również przesuwano całkowite wdrożenie, uwzględniając „kalendarz” wyborów w państwach członkowskich. Nie bez powodu więc eksperci przekonują, że w kontekście deregulacji nie zapominajmy o nadchodzącym ETS2, który obejmie kolejne sektory gospodarki.
Branża: tego nie da się wykonać
Światowe koncerny naftowe twierdzą jednak, że nowe przepisy są znacznie bardziej skomplikowane, niż zakładają unijni urzędnicy. Ropa trafiająca do Europy bardzo często pochodzi z wielu odwiertów i jest mieszana podczas magazynowania oraz transportu. Dokładne przypisanie emisji metanu do konkretnej partii surowca jest w wielu przypadkach niezwykle trudne. Dodatkowo konieczne byłoby stworzenie nowych systemów monitorowania, przeprowadzanie audytów i gromadzenie danych od wszystkich uczestników łańcucha dostaw.
Zdaniem producentów oznacza to ogromne koszty oraz ryzyko zakłócenia handlu. Dlatego część eksporterów zapowiada, że jeśli przepisy nie zostaną zmienione, może skierować swoje dostawy na inne rynki zamiast do Unii Europejskiej. To nie pierwszy raz, gdy branża podnosi taki argument — wcześniej podobne zastrzeżenia zgłaszało lotnictwo, wobec którego Unia Europejska stworzyła regulacje, których nie da się spełnić.
Komisja Europejska: to próba wywarcia presji
Komisja Europejska nie zamierza jednak wycofywać się z nowych regulacji. Jej przedstawiciele podkreślają, że Unia Europejska pozostaje jednym z największych odbiorców ropy i gazu na świecie, dlatego producenci nie będą chcieli zrezygnować z rynku liczącego ponad 440 milionów konsumentów.
Zdaniem Brukseli groźby wstrzymania dostaw mają przede wszystkim skłonić Unię do złagodzenia nowych przepisów.
Ostrzeżenie ekspertów rynku energii
Obawy dotyczące skutków nowych regulacji zgłaszają nie tylko producenci, ale również eksperci rynku energii. Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) wskazywała, że zbyt rygorystyczne wymagania wobec importerów mogą ograniczyć liczbę kierunków, z których europejskie rafinerie będą mogły pozyskiwać ropę. Mniejsza liczba dostępnych dostawców oznaczałaby słabszą konkurencję i większą podatność rynku na wzrost cen oraz zakłócenia dostaw.
Nawet bez embarga kierowcy mogą odczuć skutki
Najbardziej prawdopodobny scenariusz nie zakłada całkowitego odcięcia Europy od światowych dostaw ropy. Znacznie bardziej realne jest to, że producenci przerzucą koszty dostosowania się do nowych przepisów na odbiorców.
Wprowadzenie obowiązku monitorowania, weryfikowania i raportowania emisji metanu oznacza dodatkowe wydatki na nowe systemy, audyty i dokumentację. W praktyce przedsiębiorstwa bardzo często uwzględniają takie koszty w cenie sprzedawanych produktów.
Będzie to oznaczało, że nawet jeśli ropa nadal będzie płynąć do Europy, kierowcy mogą zapłacić więcej za benzynę i olej napędowy. Polscy kierowcy dobrze wiedzą, jak szybko działa ten mechanizm — wystarczy przypomnieć, że lipiec 2026 to droższe paliwo na stacjach po wygaśnięciu rządowej tarczy.
Droższe paliwo oznacza droższe życie
Na wyższych cenach paliw skutki nowych regulacji wcale się nie kończą. Paliwo jest jednym z podstawowych kosztów funkcjonowania całej gospodarki. Droższy olej napędowy oznacza wyższe koszty transportu ciężarowego, a to przekłada się na ceny praktycznie wszystkich produktów trafiających do sklepów. Droższy staje się transport żywności, materiałów budowlanych, leków, odzieży, sprzętu AGD i RTV czy przesyłek kurierskich. Rosną również koszty usług transportowych, budowlanych oraz wszystkich firm, których działalność opiera się na samochodach.
Paliwo, inflacja i portfele konsumentów
Ekonomiści od lat podkreślają, że ceny paliw należą do najważniejszych czynników wpływających na inflację. Jeżeli przedsiębiorcy płacą więcej za transport, z czasem uwzględniają te wydatki w cenach swoich produktów i usług. W efekcie skutki wzrostu cen paliw odczuwają nawet osoby, które nie posiadają samochodu. Warto przy tym pamiętać, że spadek inflacji nie oznacza niższych cen — raz podniesione stawki w sklepach rzadko wracają do wcześniejszego poziomu.
Krytycy nowych regulacji wskazują, że Unia Europejska po raz kolejny wprowadza absurdalne przepisy klimatyczne, które mogą zwiększyć koszty prowadzenia działalności gospodarczej i osłabić konkurencyjność europejskiej gospodarki. Z kolei Komisja Europejska przekonuje, że ograniczenie emisji metanu jest jednym z najskuteczniejszych sposobów ograniczania zmian klimatu i że długofalowe korzyści przewyższają koszty wdrożenia nowych regulacji. Spór o to, ile faktycznie kosztuje nas polityka klimatyczna UE, toczy się zresztą w Polsce od lat.
Najbliższe miesiące pokażą, czy groźby światowych koncernów okażą się jedynie elementem negocjacyjnej gry z Brukselą. Jedno wydaje się jednak pewne: nawet jeśli nie dojdzie do wstrzymania dostaw ropy do Europy, koszty dostosowania się do nowych wymogów mogą zostać przeniesione na odbiorców. A historia pokazuje, że gdy drożeją paliwa, z czasem drożeją również niemal wszystkie towary i usługi.
zobacz więcej:











