1. Bezprawnik -
  2. Technologie -
  3. I co z tego, że Apple nie wymyśliło nic nowego, skoro i tak sprzeda najwięcej składanych smartfonów w historii?

I co z tego, że Apple nie wymyśliło nic nowego, skoro i tak sprzeda najwięcej składanych smartfonów w historii?

„Apple zaprezentowało właśnie swojego pierwszego składanego smartfona w historii - iPhone Duo. Gratulacje, to tylko 7 lat później niż Samsung Galaxy Fold.” – to jedyne słowa, które poświęciłem wczorajszej konferencji Apple. Byłoby jednak nieuczciwe poprzestać tylko na tym. Trzeba się zmierzyć z bolesną prawdą, że nikogo na świecie nie interesuje, kto zrobił coś jako pierwszy.

Jakub Bilski10.09.2026 19:41
Technologie

I co z tego, że Samsung był pierwszy?

Cofnijmy się do początku 2019 roku, kiedy to Samsung zaprezentował światu pierwszego składaka – Samsunga Galaxy Fold. Urządzenie przełomowe, inne niż wszystkie, ale jednocześnie z niewykorzystanym potencjałem. A może bez takowego od samego początku? Składany ekran robił wrażenie, ale tak naprawdę do końca nikt nie wiedział do czego się taki sprzęt miałby przydać.

Niby otworzymy sobie YouTube’a na większym ekranie, na jednej połówce odpalimy notatnik, a na drugiej internet i będziemy pracować. Propozycji było wiele. Nie miałem co prawda styczności z tymi pierwszymi wersjami koreańskich składaków. Dwa lata temu na Bezprawniku testowałem Galaxy Z Folda6.

I wiecie co? Urządzenie dobre, dobrze wykonane, no naprawdę nie miałem za bardzo do czego się przyczepić – nie wiem, czy to przez brak punktu odniesienia w postaci braku sensownej konkurencji na rynku smartfonów czy przez… jego paradoksalną nudę.

Brakowało powiewu świeżości

No bo siłą rzeczy korzystanie z tego narzędzia nie wyrobiło we mnie nawyków, których brakowało mi 2 miesiące później, gdy wróciłem do swojego standardowego S23 Ultra. Nie było czegoś, co jednoznacznie definiowałoby ten telefon jako unikalny poza rozkładanym ekranem.

Stąd moje postrzeganie składanych telefonów raczej w kategoriach niewinnego, ale drogiego gadżetu. Bo za cenę wyższą niż standardowego flagowca dostajemy co prawda wyróżniający się ekran, wysokiej jakości komponenty, ale jednocześnie gorszy aparat, krótszą pracę na baterii i wiele innych kompromisów.

Składaki nigdy nie podbiły rynku

Moje odczucia po korzystaniu z Folda nie są oczywiście żadnym badaniem rynku. Ale dane pokazują, że składane telefony rzeczywiście wciąż pozostają niszą. Według firmy analitycznej Omdia w całym 2025 roku producenci dostarczyli na rynek 18,2 miliona takich urządzeń. Wszyscy producenci razem. Wzrost względem poprzedniego roku wyniósł 6 proc. Do tej pory nie była to żadna rewolucja smartfonowa – po prostu nowy typ urządzeń i tyle.

Counterpoint Research szacuje z kolei, że składaki odpowiadają za około 2 proc. całego rynku smartfonów. Po tylu latach rozwoju, kolejnych premierach i poprawianiu zawiasów nadal mówimy więc o niewielkim wycinku rynku. Rozkładany ekran nie stał się czymś, czego większość z nas oczekuje od następnego telefonu.

A potem przychodzi Apple i zaczynam się zastanawiać

No i jest i on – iPhone Duo, pierwszy składak w historii Apple. Oczywiście, że lubię sobie pokpić, bo to tylko urządzenia. Siedem lat po Samsungu, a my znowu mamy się zachwycać telefonem, który można rozłożyć.

Przypominają mi się jednak słowa Steve’a Jobsa: „Ludzie zazwyczaj nie wiedzą, czego chcą, dopóki im tego nie pokażesz”. Dodałbym do tego, już od siebie, że czasami znaczenie ma również to, kto im to pokaże.

Bo dla części klientów telefon to po prostu iPhone. Jednych trzyma ekosystem, innych przyzwyczajenie do iOS-a, a jeszcze innych zapewne prestiż jabłuszka. Nie zamierzam wszystkich wrzucać do jednego worka ani tłumaczyć im, że źle kupują telefony. Jeśli są zadowoleni, to właściwie w czym problem?

Z ich perspektywy Samsung mógł przez siedem lat udoskonalać zawiasy i przekonywać do pracy na dwóch aplikacjach jednocześnie. Zakup jego składaka nadal oznaczał jednak przesiadkę na Androida. Teraz pojawiła się perspektywa korzystania ze składanego ekranu bez tej zmiany. Trudno się dziwić, że dopiero taki produkt biorą pod uwagę.

Najgorzej, że na mnie też to trochę działa

Brzmi jakbym sobie sam zaprzeczał – być może tak jest. Z jednej strony piszę o siedmioletnim opóźnieniu, podśmiechiwaniu się, że Apple tak „szybko” dowiozło, a jednak ma się nadzieję, że być może to jest jednak jakieś nowe otwarcie, którego wcześniej na rynku nie było.

Ta animacja przy rozkładaniu iPhone’a Duo, drobne przejścia, sposób pokazania urządzenia. Niby szczegóły. Żaden z nich nie odpowiada na pytanie, do czego właściwie potrzebuję składanego telefonu. Ale przez chwilę mam ochotę wziąć go do ręki i poszukać odpowiedzi samemu.

I tu trzeba Apple oddać jedno – potrafią wzbudzić zainteresowanie nawet u człowieka, który chwilę wcześniej wyśmiewał ich spóźnienie. Widzę, że to marketing. Rozumiem, co próbują ze mną zrobić. A mimo to oglądam dalej. I chyba właśnie ten moment najlepiej pokazuje, dlaczego samo wytykanie Apple spóźnienia jest dość słabym argumentem.

Pierwszego iPhone’a też ktoś wyprzedził

Przecież Apple nie wymyśliło smartfona. Przed iPhone’em były urządzenia Nokii, BlackBerry czy Palma, na których można było odbierać pocztę, przeglądać internet i instalować aplikacje. Nie trzeba było czekać na Steve’a Jobsa, żeby połączyć telefon z kieszonkowym komputerem.

A jednak iPhone pomógł na nowo zdefiniować to, czego oczekujemy od takiego urządzenia. Nie od razu, nie samodzielnie i nie dlatego, że jego pierwsza wersja miała wszystko, czego konkurencja nie potrafiła zrobić. Potrafiła całkiem sporo. Apple pokazało jednak całość, która wyznaczyła kierunek rozwoju branży.

Podobnie było z OpenAI. Firma nie stworzyła pierwszego chatbota, nie wymyśliła architektury transformera, na której oparto modele GPT, bo przedstawili ją wcześniej badacze związani z Google. Tyle że to ChatGPT stał się dla wielu ludzi pierwszym narzędziem, pry którym namacalnie mogli z AI skorzystać w możliwie najprostszy sposób, bez jakiejkolwiek zaawansowanej wiedzy technicznej.

Siedem lat później, siedem razy lepiej?

Nie chcę przez to sprowadzać sukcesu iPhone’a czy ChatGPT do ładnego opakowania cudzych pomysłów. Doprowadzenie technologii do postaci, z której ludzie chcą korzystać, samo w sobie jest ogromną pracą. Ale właśnie dlatego konkurs na to, kto wcześniej pokazał prototyp albo wprowadził pojedynczą funkcję, niewiele mówi o tym, kto ostatecznie przekona klientów.

Obrońcy Apple mają zresztą gotową odpowiedź - może i zabrali się za to siedem lat później, ale zrobią to siedem razy lepiej.

Nie wiem. Siedem razy lepiej od czego i w czym? Brzmi to jak bardzo wygodna zasada, według której każda zwłoka Apple automatycznie staje się dowodem staranności. Gdy konkurencja czegoś nie ma, jest zacofana. Gdy nie ma tego Apple, najwyraźniej jeszcze dopracowuje szczegóły.

Nie byłbym zaskoczony

Wcale bym się nie zdziwił, gdyby iPhone Duo okazał się urządzeniem lepiej przemyślanym w codziennym użytkowaniu. Siedem lat obserwowania cudzych prób, błędów i reakcji klientów to całkiem komfortowa pozycja. Można też zobaczyć, które efektowne pomysły po kilku dniach przestają kogokolwiek interesować.

Nie zamierzam tylko przyznawać Apple tego zwycięstwa przed sprawdzeniem telefonu. Ładna animacja daje mi ochotę go wypróbować. Nie daje jeszcze podstaw, żeby ogłaszać, że ktoś w Cupertino rozwiązał wszystkie problemy składanych smartfonów.

Nawet jeśli iPhone Duo okaże się po prostu dobrym składakiem, bez żadnego przełomu, nadal może odnieść ogromny sukces. Apple ma już klientów, którzy lubią jego urządzenia, kupują kolejne generacje i nie mają szczególnej ochoty sprawdzać, co dzieje się poza tym światem.

Samsung może mieć satysfakcję, że był wcześniej. Apple chętnie zadowoli się tym, że klient kupi później - właśnie u niego.

Fot. materiał prasowy Apple

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover