1. Bezprawnik -
  2. Biznes -
  3. Polska ma 139 mln ton tego surowca. Wydobywa z niego 7 tysięcy ton

Polska ma 139 mln ton tego surowca. Wydobywa z niego 7 tysięcy ton

Polska ma niemal 139 mln ton udokumentowanych bilansowych zasobów surowców skaleniowych, ale w 2025 r. wydobyła z nich zaledwie 7,02 tys. ton. Skaleń jest wykorzystywany m.in. do produkcji płytek ceramicznych, ceramiki sanitarnej, emalii i szkła, a więc w branżach, które mają w Polsce silne zaplecze przemysłowe. Mamy więc własny surowiec i przemysł, który go potrzebuje. Mimo to krajowe wydobycie pozostaje symboliczne. Dlaczego Polska tak słabo wykorzystuje własne złoża?

Piotr Janus11.09.2026 11:27
Biznes

139 mln ton to nie 139 mln ton gotowych rezerw

Najpierw trzeba uporządkować liczby. Według Państwowego Instytutu Geologicznego (PIG) na koniec 2025 r. Polska posiadała 138,99 mln ton zasobów bilansowych surowców skaleniowych. Nie oznacza to jednak, że całą tę ilość można natychmiast wydobyć.

PIG podaje, że zasoby przemysłowe w złożach zagospodarowanych wynosiły 5,72 mln ton. Tylko 4,12 proc. wszystkich zasobów bilansowych znajdowało się w złożach zagospodarowanych. Aż 88,41 proc. przypadało na złoża niezagospodarowane, natomiast 7,47 proc. na złoża, których eksploatacji zaniechano.

Rozróżnienie to jest szczególnie istotne, ponieważ nie można uczciwie napisać, że Polska ma 139 mln ton surowca „gotowego do wykopania”. Można natomiast powiedzieć coś równie mocnego: Polska posiada dużą bazę geologiczną, ale wykorzystuje jej niewielką część. W 2025 r. wydobycie wyniosło tylko 7,02 tys. ton, o około 30 proc. mniej niż rok wcześniej. Obecnie eksploatowane jest tylko jedno złoże, czyli Pagórki Wschodnie. PIG wskazuje jednocześnie, że posiadamy złoże Karpniki, które pomimo ważnej koncesji pozostaje nieeksploatowane.

Nie porównujmy zasobów z rezerwami. Porównajmy wydobycie

Przy porównywaniu Polski z innymi państwami łatwo wpaść w pułapkę statystyk. PIG dla Polski podaje zasoby bilansowe, podczas gdy USGS (Amerykańska Służba Geologiczna) w międzynarodowych zestawieniach posługuje się m.in. kategorią rezerw. Nie powinno się tego traktować jako pojęć tożsamych ani jak dwóch stron tej samej tabeli.

Dlatego znacznie bezpieczniejsze i uczciwsze jest porównanie rzeczywistego wydobycia. I tutaj różnica jest uderzająca. Polska w 2025 r. wydobyła zaledwie 7,02 tys. ton surowców skaleniowych. Tymczasem według USGS światowa produkcja skaleni i nefelinu była liczona w dziesiątkach milionów ton. Wśród największych producentów znalazły się m.in. Indie, Turcja, Iran, Chiny, Włochy i Tajlandia. W wielu z tych państw roczne wydobycie sięga milionów ton. Nie oznacza to, że każde z wymienionych państw ma „lepsze złoża” od Polski. Obrazuje natomiast skalę różnicy w gospodarczym wykorzystaniu surowca. I właśnie tutaj znajduje się sedno problemu. Polska nie musi mieć największych złóż na świecie, aby na nich zarabiać. Musi natomiast potrafić wykorzystać te, które posiada.

Turcja pokazuje, co można zrobić z własnym surowcem

Dobrym przykładem jest Turcja. Według danych USGS w 2025 r. kraj ten wyprodukował około 5,3 mln ton skaleni i nefelinu, co stawia go w światowej czołówce producentów. Dla porównania polskie wydobycie wyniosło 7,02 tys. ton. Nie należy jednak na tej podstawie twierdzić, że Turcja ma po prostu „więcej zasobów” niż Polska. Takie zestawienie wymagałoby porównania tych samych kategorii geologicznych, czego dane PIG i USGS nie zapewniają.

Można natomiast powiedzieć coś znacznie bardziej konkretnego: Turcja stworzyła wokół skaleni duży sektor wydobywczy i przetwórczy, podczas gdy Polska wykorzystuje własną bazę surowcową w bardzo ograniczonym zakresie. Stanowi to zasadniczą różnicę. Surowiec sam w sobie nie tworzy jeszcze wartości. Wartość powstaje dopiero wtedy, gdy zostanie wydobyty, odpowiednio przetworzony i trafi do przemysłu.

A przecież mamy Opoczno i Paradyż

Paradoks robi się jeszcze większy, kiedy spojrzymy na krajowy przemysł. Skaleń jest jednym z podstawowych surowców ceramicznych. PIG wskazuje jego wykorzystanie m.in. w produkcji płytek ceramicznych, ceramiki szlachetnej, wyrobów sanitarnych, emalii oraz w hutnictwie szkła. Tymczasem Polska ma własny przemysł ceramiczny. Opoczno, Paradyż i inni producenci płytek przez lata budowali polską markę w kraju i za granicą.

Powstaje więc naturalne pytanie: dlaczego nie wykorzystać krajowych złóż do budowania całego łańcucha, począwszy od wydobycia, przez przeróbkę surowca, aż po produkcję gotowych płytek, ceramiki czy szkła? Nie chodzi przecież o to, żeby Polska sprzedawała za granicę surową skałę. Znacznie większą wartość można stworzyć wtedy, gdy polski surowiec trafia do polskiej fabryki i staje się elementem produktu o znacznie wyższej wartości dodanej. Jest to jeden z elementów racjonalnej polityki przemysłowej. O opłacalności takiej produkcji decydują jednak także inne czynniki — dla energochłonnej ceramiki i hutnictwa szkła jednym z kluczowych są koszty energii, które w Polsce należą do najwyższych w Unii Europejskiej.

Kwestie środowiskowe nie mogą być zawsze wymówką

Jednym z argumentów przeciwko zwiększeniu wydobycia są ograniczenia środowiskowe. Nie można ich ignorować, ale trzeba też pamiętać, że przepisy, procedury i system koncesyjny tworzy państwo. Jeżeli inwestycja latami czeka na decyzje, a konflikt społeczny może zakończyć projekt, jest to również problem niewłaściwej polityki państwa.

Przypadek Karpnik: ważna koncesja, zero wydobycia

Przypadek Karpnik dobrze to pokazuje. Złoże pozostaje nieeksploatowane, mimo że PIG wskazuje na obowiązującą koncesję. Wydobycie zakończono w 2011 r., wcześniej osiągając około 100 tys. ton rocznie. Planowano także budowę zakładu przeróbczego, jednak inwestycji nie zrealizowano. W tle pojawił się konflikt dotyczący ochrony środowiska i funkcjonowania złoża w Rudawskim Parku Krajobrazowym. Jeżeli skaleń ma być traktowany jako surowiec krytyczny, państwo powinno jasno wskazać, które złoża chce chronić, a które może dopuścić do racjonalnej eksploatacji. Jednocześnie zaczyna ono dostrzegać koszty ponoszone przez przemysł — zapowiadane obniżenie cen energii dla firm ma objąć branże energochłonne, w tym podmioty prowadzące działalność koncesjonowaną na podstawie prawa geologicznego i górniczego.

Nie jest to tylko problem braku pieniędzy

Państwo nie musi przecież budować kopalni skaleni tylko za publiczne pieniądze. Prywatne przedsiębiorstwa mogą zainwestować kapitał, jeżeli widzą perspektywę wieloletniej działalności. Problemem jest przede wszystkim przewidywalność. Jeżeli firma ma złoże, potencjalnych odbiorców i technologię, ale jednocześnie musi liczyć się z długimi procedurami, decyzjami środowiskowymi, protestami i niepewnością dotyczącą przyszłego zagospodarowania terenu, inwestycja staje się znacznie bardziej ryzykowna. Na przewidywalność składają się nie tylko procedury środowiskowe, ale i stabilne reguły podatkowe — od stawek dla dużych koncernów po zapowiadane od lat zmiany w rozliczaniu CIT dla małej firmy. Nie oznacza to, że należy rezygnować z ochrony środowiska. Oznacza natomiast, że państwo powinno umieć pogodzić ochronę przyrody z własną polityką surowcową. Koncesja powinna być procedurą administracyjną, a nie wieloletnią próbą cierpliwości inwestora.

Polskie firmy już próbowały

Nie można też twierdzić, że polski biznes nigdy nie interesował się tym sektorem. W przeszłości wydobyciem zajmowała się m.in. firma Pol-Skal, która prowadziła działalność w rejonie Karpnik. Przykład ten pokazuje, że problemem nie jest całkowity brak wiedzy, technologii czy przedsiębiorców zainteresowanych surowcem. Dziś jednym z najważniejszych krajowych producentów surowców skaleniowych są Strzeblowskie Kopalnie Surowców Mineralnych w Sobótce. Firma prowadzi działalność związaną z wydobyciem i przeróbką surowców, produkując m.in. grysy i mączki skaleniowo-kwarcowe wykorzystywane przez przemysł ceramiczny i inne gałęzie gospodarki. A więc sektor istnieje. Problem polega na jego ograniczonej skali. Rozwojowi nie sprzyja też ogólne otoczenie kosztowe — rosnące ceny energii i idące za nimi podwyżki cen usług obciążają całą gospodarkę, w tym niewielki krajowy sektor surowców skaleniowych.

Polska może importować to, co ma pod ziemią

Najbardziej paradoksalny jest fakt, że skaleń znalazł się na unijnej liście surowców krytycznych. Nie dlatego, że jest geologicznie rzadki — skalenie należą do bardzo rozpowszechnionych minerałów — lecz ze względu na ich znaczenie dla przemysłu i łańcuchów dostaw. W tej sytuacji przykład Polski wygląda szczególnie niezręcznie. Mamy własne zasoby. Mamy przemysł ceramiczny. Mamy przedsiębiorstwa zajmujące się wydobyciem i przetwarzaniem. A mimo tego nasze wydobycie jest liczone w tysiącach ton.

Jeżeli krajowe zapotrzebowanie jest znacznie większe od obecnej produkcji, brakującą część trzeba pozyskać z innych źródeł. W ten sposób powstaje sytuacja, w której krajowa baza surowcowa istnieje, ale bezpieczeństwo dostaw nadal zależy od możliwości zakupu surowca poza Polską. I właśnie tutaj kończy się argument, że „mamy przecież dużo surowca”. Samo posiadanie złoża nie daje jeszcze bezpieczeństwa surowcowego. Bezpieczeństwo daje dopiero możliwość jego wydobycia, przetworzenia i dostarczenia krajowemu przemysłowi.

Może być atut, ale trzeba go najpierw wykorzystać

Polska nie musi zostać światowym potentatem skaleniowym. Nie ma też sensu eksploatować każdego złoża za wszelką cenę. Powinniśmy jednak wiedzieć, które z nich mają rzeczywistą wartość gospodarczą i mogą być wykorzystywane przy zachowaniu odpowiednich standardów środowiskowych.

Prawie 139 mln ton zasobów bilansowych, 5,72 mln ton zasobów przemysłowych w złożach zagospodarowanych i zaledwie 7,02 tys. ton wydobycia w 2025 r. — liczby te pokazują skalę niewykorzystanego potencjału.

Inne państwa wydobywają miliony ton i budują wokół tego całe łańcuchy przemysłowe. Polska nie musi ich kopiować, ale powinna odpowiedzieć sobie na proste pytanie: czy stać nas na dalsze pozostawianie własnych zasobów niewykorzystanych? W czasach, gdy Europa chce ograniczać zależność od importu surowców, własne złoża mogą być nie tylko zasobem geologicznym, ale również przewagą gospodarczą. Na tę potencjalną przewagę nakładają się jednak inne obciążenia krajowej gospodarki, jak choćby wysokie ceny prądu w Polsce. Trzeba tylko zacząć z niej korzystać.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover