Jak pozwać o zniesławienie anonimowego hejtera? Do tej pory nie było to łatwym zadaniem – ale projekt ustawy, która może to zmienić, już trafił do Sejmu. 

O pomyśle wprowadzenia do polskiego systemu prawa konstrukcji o nazwie ślepy pozew pisała ponad rok temu Maja Werner. O co w tym chodzi? W dużym skrócie: obecnie osobę, która naruszy nasze dobre imię w internecie, możemy „ścigać” dwiema drogami: cywilną i karną. Ta druga, choć sama w sobie kontrowersyjna (a przynajmniej autor tego tekstu nie jest zwolennikiem karania za słowa), ma – w przeciwieństwie do drogi cywilnej, z reguły przyjmującej formę procesu o naruszenie dóbr osobistych – nieocenioną zaletę. Chodzi tu o to, że to państwo (Policja) ustala dane osobowe delikwenta. Tymczasem, aby hejtera pozwać „cywilnie”, musimy znać imię i nazwisko pozwanego.

W wielu sytuacjach prowadzi to do sytuacji, w której osoba chcąca pozwać hejtera na drodze cywilnoprawnej najpierw korzysta z „usług” Policji, a po uzyskaniu – jako pokrzywdzony – danych sprawcy wnosi pozew do sądu cywilnego.

Ślepy pozew sprawi, że to sąd znajdzie za nas hejtera

Nietrudno dojść do wniosku, że taka procedura nie dość, że zajmuje sporo czasu, to również niepotrzebnie angażuje organy ścigania tam, gdzie ich obecność nie jest konieczna. Jak to zmienić? Koncepcja jest prosta: dane oskarżonego pozwanego będzie ustalał… sąd. Tak zakłada projekt nowelizacji Kodeksu postępowania cywilnego, wniesiony przez .Nowoczesną.

Ślepy pozew w Polsce? Projekt ustawy trafił do Sejmu

Zgodnie z treścią projektu „w sprawach o ochronę dóbr osobistych, jeżeli do ich naruszenia doszło za pośrednictwem internetu, a powód nie zna danych osobowych pozwanego, koniecznych do wniesienia pozwu” pozew będzie się wnosiło bez wskazania danych osobowych skarżącego. Zamiast tego będzie trzeba:

  1. przytoczyć treść wypowiedzi naruszających jego dobra osobiste, podając adres URL zasobu danych internetowych, na którym zostały opublikowane, datę i godzinę publikacji oraz nazwę profilu lub login użytkownika,
  2. złożyć oświadczenie, że zarówno przed, jak i po opublikowaniu tych wypowiedzi nie naruszył dóbr osobistych pozwanego,
  3. złożyć oświadczenie, że podjął próbę powiadomienia pozwanego za pośrednictwem internetu o zamiarze wytoczenia przeciwko niemu powództwa, bądź, że powiadomienie takie nie było możliwe.
  4. dołączyć do pozwu, jako załącznik, zapis wypowiedzi naruszającej nasze dobra osobiste:
    1. sporządzony w formie elektronicznej oraz
    2. w formie wydruku przedstawiającego skopiowany obraz ekranu z widocznym adresem URL oraz datą i godziną publikacji

Co niezwykle istotne, do pozwu należy załączyć zapis „wszystkich wypowiedzi powoda i pozwanego, które nastąpiły przed lub po opublikowaniu zakwestionowanych wypowiedzi, jeżeli mają związek lub odnoszą się do tych wypowiedzi”. Jeśli zatem w toku dyskusji obu stronom puściły nerwy – nici z procesu. Sąd będzie bowiem odrzucał pozwy nie tylko oczywiście bezzasadne, ale i takie, w których pozew zawiera obustronny flame war, albo precyzyjniej: „jeżeli treść wypowiedzi wskazuje na obustronne naruszenie dóbr osobistych przez powoda i pozwanego”.

Pozew może i ślepy, ale i tak trzeba go będzie zbadać

O tym, czy pozew będzie w ogóle rozpatrywany, będzie decydował sąd podczas badania wstępnego, weryfikującego wyżej wymienione wymogi. Co prawda badanie przez sędziego wydruku zrzutu ekranu będzie z pewnością ciekawym doświadczeniem, ale widać to znak czasów.

Jeśli wynik badania będzie pozytywny, a pozew nie zostanie odrzucony, wówczas sąd wystąpi do operatora publicznej sieci telekomunikacyjnej lub dostawcy publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych o udostępnienie danych osobowych. Zidentyfikowanej w ten sposób osobie doręczony zostanie pozew, jednocześnie zarządzając wniesienie odpowiedzi na pozew w wyznaczonym terminie, nie krótszym niż dwa tygodnie. Dalszy przebieg postępowania nie będzie się już specjalnie różnił od typowego, polskiego procesu sądowego.

Na pierwszy rzut oka ślepy pozew wydaje się świetnym rozwiązaniem. Sam fakt odciążenia organów ścigania od konieczności zajmowania się sprawami „Cristiano96 nazwał Jana Nowaka $*@)(()!@)!, wypełniając tym samym znamiona czynu zabronionego z art. 212 kodeksu karnego” jest godny pochwały. Co prawda sporo dodatkowej roboty czeka sądy, no ale przecież PiS zapewnia, że już wkrótce, już niedługo polskie sądy wreszcie zostaną przywrócone obywatelom i będą szybkie, sprawiedliwe i w ogóle najlepsze.

Ślepy pozew – koncepcja może i słuszna, ale czy wykonanie jest właściwe?

Ja jednak z projektem partii – nomen omen – .Nowoczesna mam trochę problemów. Pal licho z tym, że – może przesadzam, ale tak mnie uczono na studiach – autorzy nie zadbali o choćby minimalną konsekwencję i dbałość o szczegóły w stosunku do pozostałej, istniejącej już nomenklatury Kodeksu postępowania cywilnego. Skoro w art. 187 §1 kpc czytamy, że „pozew powinien (…) zawierać”, to czemu w projekcie widnieje zapis „W pozwie powód zobowiązany jest (…) przytoczyć”? OK, rozumiem, że posłom dbanie o piękno siatki pojęciowej jakiejś tam ustawy, i tak obecnie dziurawej jak sito, nie jest na rękę – to trudniejsze niż zadbanie o wysoką kwotę wolną od podatku dla kasty rządzącej – ale naprawdę nie można było dać tego PROJEKTU USTAWY do sprawdzenia studentowi trzeciego roku prawa?

Niezależnie od takich szczególików interesujących i tak w gruncie rzeczy #nikogo, to dużo większym problemem będzie praktyczne stosowanie przepisów. Nie jest trudno nałożyć na sądy kolejne obowiązki. Ale nie jest trudno sobie wyobrazić komplikacje przy stosowaniu przepisów w praktyce. Czy np. pozew będzie doręczany osobie, która zawarła umowę o świadczenie usług telekomunikacyjnych (dostęp do internetu), bo jeden z użytkowników domowej sieci (np. nieletni miłośnik Cristiano Ronaldo, który zwyzywał dorosłego fana Leo Messiego) korzystał z tego samego numeru IP?

Możliwe jest również znaczne zwiększenie ilości pozwów dotyczących naruszenia dóbr osobistych. Czy czeka nas fala pozwów, a każda kłótnia w internecie będzie się kończyła nieśmiertelnym „spotkamy się w sądzie”? Sami autorzy projektu tego właśnie się spodziewają. Twierdzą oni jednak, że to nic złego, bo „powyższe zmiany przyczynią się do wzrostu świadomości prawnej społeczeństwa”.

Nie wiem, jakie dokładnie intencje przyświecają autorom omawianego projektu, ale ja mam spore wątpliwości, czy niedoskonałe, kulawe przepisy przemienią nieświadomych Polaków w znawców prawa cywilnego. A może się mylę, i sama groźba wdania się w kosztowny proces zniechęci przynajmniej część hejterów do zaśmiecania internetu swoimi wypocinami?

Chajzer, błagam, ogarnij się. Nie możesz nawoływać do osobistego linczu każdego idioty w internecie