- Bezprawnik -
- Nieruchomości -
- Sprawdzisz w sieci, ile spółdzielnia płaci za remont. Zobaczysz każdą umowę powyżej 1000 zł
Sprawdzisz w sieci, ile spółdzielnia płaci za remont. Zobaczysz każdą umowę powyżej 1000 zł
Mieszkańcy spółdzielni liczących ponad 500 członków mają zyskać prawo, by przez stronę internetową sprawdzić, jakie umowy podpisał ich zarząd i z kim — jednak wyłącznie te opiewające na ponad 1000 zł. Drobne zakupy, od środków czystości po brzozowe miotły, do publicznego wykazu nie trafią. Tak zakłada projekt nowelizacji, nad którym pracuje resort rozwoju i technologii.
Publiczny wykaz umów spółdzielni — ale z progiem 1000 zł
Projekt oznaczony w wykazie prac rządu jako UD311 — dotyczący ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych oraz Prawa spółdzielczego — trafił do Rządowego Centrum Legislacji na początku grudnia 2025 r. Zakłada on, że spółdzielnia mieszkaniowa będzie prowadzić wykaz umów zawieranych w ramach działalności statutowej, gospodarczej oraz zarządzania mieniem. W zestawieniu mają znaleźć się oznaczenie stron oraz przedmiot umowy.
Należy jednak podkreślić, że obowiązek publikacji w sieci nie obejmie wszystkiego. W najnowszej wersji projektu wprowadzono zapis, zgodnie z którym do wykazu nie będą trafiać umowy o wartości nieprzekraczającej 1000 zł ani te dotyczące stosunku pracy. Wpisy trzeba będzie natomiast na bieżąco aktualizować — na przykład wtedy, gdy dojdzie do zmiany warunków umowy albo jej rozwiązania.
Skąd wziął się próg kwotowy?
Jak wskazywał w rozmowie z Portalem Samorządowym Leszek Klonowski, zastępca prezesa zarządu Krajowej Rady Spółdzielczej, publikowanie online absolutnie każdego kontraktu — od miotły, przez remont pomieszczenia, aż po budowę schronu — potrafiłoby zwyczajnie sparaliżować pracę większej spółdzielni. W organizacji liczącej kilka tysięcy członków takich umów są setki, jeśli nie tysiące.
Prawo wglądu istnieje od 2007 roku. Problem był gdzie indziej
Po co jednak nowy przepis, skoro dostęp do umów z osobami trzecimi członkom spółdzielni przysługuje już od 2007 roku? Odpowiedź jest dość prozaiczna. Jak zwraca uwagę radca prawny Dariusz Wociór, uprawnienie owszem istniało, ale bywało iluzoryczne — spółdzielca po prostu nie wiedział, jakie umowy zostały zawarte, więc nie miał pojęcia, o co miałby zapytać.
Resort rozwoju i technologii przyznaje, że żeby zapoznać się z treścią umowy, najpierw trzeba wiedzieć o jej istnieniu. Publiczny wykaz ma to zmienić.
Kiedy spółdzielnia odmawiała dostępu do dokumentów?
Do tej pory istniał też inny problem. Ryszard Tkacz z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Przeciwdziałania Patologiom Społecznym „Razem" wskazuje, że spółdzielnie potrafiły odmawiać dostępu do dokumentów, a sprawy trafiały do sądów, gdzie na rozstrzygnięcie czekało się niekiedy latami. Jego zdaniem to nie mieszkaniec powinien iść do sądu — to prezes zarządu, w razie odmowy, powinien w ciągu dwóch tygodni wykazać przed sądem, że była ona zasadna, a brak takiego działania powinien oznaczać odwołanie go z funkcji.
Nie tylko członkowie — i nie każdemu to w smak
Projekt idzie dalej, niż tylko udostępnia sam wykaz. Prawo do otrzymania kopii uchwał, faktur i umów zawieranych przez spółdzielnię z osobami trzecimi — w zakresie, w jakim dotyczą one danej nieruchomości — ma zyskać także osoba niebędąca członkiem, o ile jest właścicielem lokalu lub przysługuje jej spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu. Dziś takie uprawnienie mają wyłącznie członkowie.
Ta akurat zmiana budzi wśród prawników największe wątpliwości. Prof. ucz. dr Piotr Pałka ocenia rozszerzenie dostępu jako nadmierne i niedostatecznie zabezpieczone. Zwraca uwagę, że dokumenty spółdzielni dotyczą w istocie majątku i środków jej członków — mogą zawierać dane o rozliczeniach, kontrahentach, strategii remontowej czy sporach. Sama anonimizacja, jak zaznacza, problemu nie rozwiązuje, bo część informacji gospodarczych pozostaje wrażliwa nawet po usunięciu danych osobowych.
Jawność stawek kontra tajemnica handlowa
Warto zauważyć, że sceptycyzm części środowiska ma też inne podłoże. Adwokat Andrzej Ceglarski, specjalizujący się w prawie spółdzielczym, przyznaje, że jawność w spółdzielczości to jedna z najtrudniejszych kwestii w ogóle.
Z jednej strony — skoro majątek spółdzielni należy do jej członków, trudno bronić sytuacji, w której nie mają oni wiedzy o podstawach jej funkcjonowania. Z drugiej — pełna transparentność stawek może zostać wykorzystana przez konkurentów w przetargach, a niektórzy kontrahenci, chroniący własną tajemnicę handlową, mogą po prostu nie chcieć współpracować ze spółdzielnią. Dlatego jego zdaniem wykaz powinien być dostępny członkom, ale bez informacji o stawkach za usługę czy towar.
Na jakim etapie jest projekt zmian w ustawie?
Dokument znajduje się w toku prac legislacyjnych i jego ostateczny kształt — łącznie z progiem 1000 zł i zakresem osób uprawnionych — może się jeszcze zmienić. To zresztą kolejna odsłona szerszej reformy; już wcześniej zapowiadano zmiany w ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych dotyczące m.in. odrębnej własności lokali i pełnomocnictw na walnych zgromadzeniach. W najbliższych miesiącach powinniśmy poznać dalszy los tej propozycji.










