Kolejne rządy poświęcają dużo uwagi problemowi, który wcale nie jest taki powszechny
Hasło "test przedsiębiorcy" z pewnością źle się kojarzy wśród przedsiębiorców, którzy lubią elastyczne formy zatrudnienia. W okresie wprowadzania przez poprzednią ekipę rządzącą Polskiego Ładu pojawiła się koncepcja, by formalnie sprawdzać jednoosobowych przedsiębiorców, czy przypadkiem ich relacji biznesowej nie powinno się zastąpić umową o pracę. Upadła ona w 2023 r., kiedy to po wyborach parlamentarnych władzę przejęło inne stronnictwo polityczne w postaci tzw. Koalicji 15 października.
Czy jednak aby na pewno? Nie da się ukryć, że przygotowywana właśnie reforma PIP to kolejna odsłona walki z fikcyjnym samozatrudnieniem. Państwo bardzo go nie lubi niezależnie od tego, kto akurat rządzi. Powodów jest kilka. Najważniejsze z nich są dwa. W przeciwieństwie do pracowników przedsiębiorcy mogą korzystać z wielu przywilejów podatkowo-składkowych. Umowy B2B zastępujące etaty powodują najzwyczajniej w świecie straty dla Fiskusa. Drugi powód jest taki, że przy "domyślności" umowy o pracę, tolerowanie ich popularnych zamienników po prostu stawia rządzących w złym świetle.
Od dawna zastanawiam się na łamach Bezprawnika, czy reforma PIP rzeczywiście wejdzie w życie. Na przeszkodzie stoi przede wszystkim prezydent Karol Nawrocki, który może po prostu zawetować stosowną ustawę. Środowiska biznesowe najprawdopodobniej będą podpowiadać głowie państwa właśnie takie posunięcie. Prawdę mówiąc, robią to już co najmniej od listopada.
Nie oznacza to jednak, że walka z fikcyjnym samozatrudnieniem się skończy. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że jest to pewna stała. Pytanie jednak brzmi: jak odróżnić prawdziwą relację B2B od zastępowania w ten sposób umowy o pracę? W ten sposób wracamy do testu przedsiębiorcy. Najbardziej kontrowersyjnym elementem wspomnianej reformy PIP jest możliwość przekształcenia elastycznej formy zatrudnienia w etat decyzją inspektora pracy. Tak się składa, że Państwowa Inspekcja Pracy dysponuje swoją własną wersją testu.
Fikcyjne samozatrudnienie najpierw trzeba jakoś rozpoznać
Spokojnie, test przedsiębiorcy PIP nie ma charakteru wiążącego dla przedsiębiorców. Stanowi raczej zestaw 42 pytań, które pomagają w ocenie, czy dana umowa cywilnoprawna albo relacja B2B powinna zostać zastąpiona umową o pracę. Trzeba przyznać, że jest to w pewnym sensie miecz obosieczny. Możemy sobie sami zadać te pytania, zamiast na przykład zamawiać za ciężkie pieniądze zewnętrzny audyt umów cywilnoprawnych. Równie dobrze jednak z tych samych pytań mogą skorzystać w trakcie kontroli inspektorzy pracy.
Pierwsza ewentualność nie będzie nas interesować tak bardzo. Nie ma się co oszukiwać: jeżeli jesteśmy "zatrudnieni" na umowie B2B zamiast umowy o pracę, to najprawdopodobniej doskonale zdajemy sobie z tego sprawę i sami się na to godzimy. Być może mamy wybór, być może sami nalegaliśmy na takie rozwiązanie. Możliwe też, że okoliczności zmusiły nas do przyjęcia oferty "pracodawcy". Jeśli zaś sami stosujemy elastyczne formy zatrudnienia zamiast etatów, to również jesteśmy tego faktu świadomi.
Pozostaje kwestia ewentualnych sporów ze współpracownikami oraz z PIP o status prawny konkretnych umów. Pytanie brzmi: czy te 42 pytania rzeczywiście pozwalają ustalić, czy dana firma rzeczywiście omija ustawowy wymóg zatrudniania na umowie o pracę? Poniżej znajduje się cała lista kontrolna.
Test przedsiębiorcy PIP zawiera także pytania, które budzą rozbawienie. W tym złym sensie
Prawdę mówiąc, nie jestem przekonany, czy wszystkie pytania rzeczywiście nakierowują nas na prawdziwy charakter relacji łączącej przedsiębiorcę ze zleceniobiorcą, wykonawcą dzieła albo współpracownikiem. Niektóre są wręcz absurdalne. Dobrym przykładem jest "Wynagrodzenie jest wypłacane pracobiorcy w pieniądzu". A w czym miałoby być wypłacane? W kurczakach? Sztabkach złota?
Podobnych przypadków znajdziemy więcej. Praktycznie każda umowa w obrocie gospodarczej sprowadza się do układu "coś za coś", a więc do świadczeń wzajemnych. Wyznaczony zakres obowiązków również wydaje się czymś oczywistym, gdy zlecamy wykonanie jakiegoś zadania dowolnej firmie w dowolnej sprawie. Posiadanie określonych kwalifikacji bardzo często jest absolutnie niezbędne, by móc legalnie wykonywać zadanie określonego rodzaju. Stosowanie środków ochrony indywidualnej i zbiorowej wynika z przepisów BHP i jest czymś obowiązkowym niezależnie od formy współpracy czy zatrudnienia.
Na liście znajdziemy siłą rzeczy także pytania dużo skuteczniej wskazujące na fikcyjny charakter umowy cywilnoprawnej albo B2B. Spośród tych, które nie wynikają bezpośrednio z definicji stosunku pracy z art. 22 kodeksu pracy, do moich ulubieńców należą: miejsce w strukturze organizacyjnej przedsiębiorstwa, brak ryzyka niewykonania lub nieprawidłowego wykonania zadania po stronie pracobiorcy oraz własność środków wykonywania pracy leżąca po stronie przedsiębiorcy.
Nie da się ukryć, że mamy także te odnoszące się do przesłanek z art. 22 k.p., którego treść warto w tym momencie przypomnieć:
Przez nawiązanie stosunku pracy pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę, a pracodawca - do zatrudniania pracownika za wynagrodzeniem.
Czy w takim razie test przedsiębiorcy PIP jest dobrym rozwiązaniem? To zależy. Jeżeli mielibyśmy rozstrzygać o charakterze relacji pomiędzy pracodawcą a pracobiorcą ilościowo, to powinniśmy w tym momencie wypomnieć wspomniane przede mnie niezbyt sensowne pytania. Jeżeli jednak inspektor pracy zwraca uwagę na tych kilka kluczowych kwestii, a pozostałe stanowią dodatek albo zmyłkę, to rzeczywiście mamy do czynienia z potencjalnie użytecznym narzędziem. Nie przesądzałbym jednak o jego większej użyteczności procesowej, na przykład przy powództwie o ustalenie stosunku pracy. W tym wypadku decydujące wydają się przesłanki z art. 22 k.p.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj