1. Bezprawnik -
  2. Rodzina -
  3. Tiramisu z Biedronki ma 1,2% alkoholu. Kupiłam je w kasie samoobsługowej bez weryfikacji wieku

Tiramisu z Biedronki ma 1,2% alkoholu. Kupiłam je w kasie samoobsługowej bez weryfikacji wieku

Tiramisu z Biedronki wygląda jak zwykły deser z lodówki (swoją drogą naprawdę udany). Można wrzucić je do koszyka razem z jogurtem i sernikiem, a później zapłacić w kasie samoobsługowej bez akceptacji pracownika. Problem w tym, że ten niepozorny deser zawiera 1,2% alkoholu. I tutaj zaczyna robić się ciekawie.

Joanna Świba24.10.2026 15:15
Rodzina

Deser z Biedronki ma 1,2% alkoholu, a ustawa mówi o 0,5%

Na wstępie zaznaczę, że ten tekst nie jest wymierzony w sieć Biedronka – w innych sklepach zapewne również znajdują się desery z określoną zawartością alkoholu. Osobiście deser tiramisu sprzedawany w Biedronce uwielbiam, jednak moje zainteresowanie wzbudził jego skład. Mam nadzieję, że ten produkt z sieci nie zniknie, ale zostanie poddany pewnym ograniczeniom. Wszystko przez zawartość alkoholu w cieście, które może kupić każdy.

Biedronka na oficjalnej stronie internetowej podaje dokładny skład Gusto Bello Deser Tiramisu 500 g. W deserze znajdziemy m.in. wino Marsala, alkohol etylowy oraz poncz kawowy również zawierający alkohol. Co najważniejsze, sieć podaje wprost: zawartość alkoholu wynosi 1,2% (pomijam fakt, że na deserze nie widnieje żadne ostrzeżenie w tym zakresie, choć moim zdaniem powinno).

Tymczasem art. 46 ust. 1 ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi definiuje napój alkoholowy jako produkt przeznaczony do spożycia, zawierający alkohol etylowy pochodzenia rolniczego w stężeniu przekraczającym 0,5% objętościowego stężenia alkoholu. Ustawodawca użył słowa „produkt”, a nie „płyn”.

To rozróżnienie jest istotne. Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom wprost wyjaśnia, że w rozumieniu ustawy napojem alkoholowym mogą być również produkty o konsystencji stałej, żelu czy pasty. Jeżeli lody, ciasto albo deser zawierają ponad 0,5% alkoholu, powinny być traktowane jak napój alkoholowy i podlegać wynikającym z ustawy ograniczeniom. W przypadku tiramisu z Biedronki mamy 1,2%. Nie mówimy więc o śladowej ilości aromatu alkoholowego.

Alkohol etylowy pochodzenia rolniczego – czy to furtka dla sprzedawców

Oczywiście w tym przypadku kolosalną różnicę robi „alkohol etylowy pochodzenia rolniczego”. Czym jest taki produkt? Warto zwrócić uwagę, że art. 46 ust. 1 nie mówi po prostu o produkcie mającym ponad 0,5% alkoholu. Mówi o produkcie zawierającym „alkohol etylowy pochodzenia rolniczego”. Nie chodzi więc o to, żeby sam deser był „produktem pochodzenia rolniczego”, lecz o pochodzenie zawartego w nim etanolu.

Czy to jest furtka, która pozwala sprzedawać taki deser bez weryfikacji wieku? Cóż, trudno sobie wyobrazić alkohol innego pochodzenia niż rolnicze. Ponadto samo wino Marsala, które jest w składzie ciasta, ma pochodzenie rolnicze, jednak wino prawdopodobnie nie powoduje, że w deserze jest stężenie alkoholu przekraczające 1%. Niezależnie jednak od pochodzenia alkoholu zawartego w deserze należy się zastanowić, czy sprzedaż takich produktów bez ograniczeń jest nie tyle zgodna z prawem, co etyczna.

Czy takie tiramisu z Biedronki można sprzedać dziecku

Jeżeli przyjąć literalne brzmienie ustawy oraz stanowisko KCPU, odpowiedź powinna brzmieć: nie, ten deser nie powinien trafić w ręce dziecka. Art. 15 ust. 1 pkt 2 ustawy zabrania sprzedaży i podawania napojów alkoholowych osobom do lat 18. Ten sam reżim obejmuje również obowiązek posiadania odpowiedniego zezwolenia na sprzedaż, a sprzedaż alkoholu nieletnim może się skończyć nawet utratą koncesji. KCPU wskazuje wręcz, że jeżeli deser przekracza próg 0,5% alkoholu, mają do niego zastosowanie „wszelkie obowiązki i zakazy” wynikające z ustawy.

Kasa samoobsługowa nie sprawdza wieku kupującego

I właśnie tutaj pojawia się problem praktyczny. Sama kupiłam ten produkt w kasie samoobsługowej. Zeskanowałam tiramisu, zapłaciłam i wyszłam. Nie pojawił się komunikat o konieczności potwierdzenia wieku, nie podszedł pracownik, system nie potraktował produktu tak jak butelki wina czy piwa.

Oczywiście sam fakt, że dorosła osoba kupiła produkt bez sprawdzania dowodu, nie oznacza jeszcze naruszenia prawa. Ustawa nie nakazuje legitymowania każdego klienta. Art. 15 ust. 2 pozwala sprzedawcy zażądać dokumentu w razie wątpliwości co do pełnoletności. Tyle że w przypadku kasy samoobsługowej, która w ogóle nie uruchamia procedury weryfikacji wieku, pojawia się inne pytanie: co stanie się, gdy dokładnie to samo tiramisu zeskanuje trzynastolatek? Rozwiązaniem mogłoby tu być choćby sprawdzanie wieku przez mObywatela, ale najpierw system musiałby w ogóle rozpoznać, że sprzedaje produkt z alkoholem.

Oczywiście są to dywagacje. Osobiście jednak nie chciałabym, aby w przyszłości moje dziecko mogło bez nadzoru kupić taki deser i się nim uraczyć. Czy dziecko po zjedzeniu takiego deseru będzie pijane? Z pewnością nie. Czy poczuje alkohol? Z pewnością tak – i już to moim zdaniem jest problemem, gdyż może to budować niebezpieczne nawyki, a także negatywnie wpływać na jego zdrowie.

Nie oznacza to oczywiście, że dziecko po jednym kęsie tiramisu z 1,2% alkoholu dozna zatrucia. Przy alkoholu znaczenie ma dawka, masa ciała i wiek. Problem w tym, że dzieci są na jego działanie szczególnie wrażliwe, a przy większej ilości etanolu może dojść m.in. do senności, zaburzeń równowagi, wymiotów, a u najmłodszych również do groźnej hipoglikemii. Dlatego produktu zawierającego realną, deklarowaną przez producenta ilość alkoholu nie powinno się traktować jak zwykłego deseru, który może być kupiony bez żadnych ograniczeń.

Informacja o alkoholu w deserze powinna rzucać się w oczy

Osobnym problemem jest samo oznakowanie. Tiramisu tradycyjnie może zawierać alkohol, ale przeciętny klient niekoniecznie spodziewa się, że chłodniczy deser z dyskontu będzie miał go aż 1,2%. W oficjalnym opisie Biedronki informacja jest – podobnie jak alkohol etylowy i wino Marsala w składzie. Moim zdaniem to jednak za mało.

Informacja o zawartości alkoholu w takim produkcie powinna być wyeksponowana na tyle wyraźnie, aby klient nie musiał analizować drobnego druku. Zwłaszcza że deser może być kupowany z myślą o dzieciach. Opakowanie tiramisu nie kojarzy się przecież automatycznie z produktem, którego sprzedaż osobie niepełnoletniej może podlegać tym samym ograniczeniom co sprzedaż napoju alkoholowego. Dyskusja o tym, jakie zmiany na opakowaniach alkoholu są potrzebne, toczy się zresztą od dawna – desery do niej jednak nie trafiają.

Alkohol w deserze a ciąża i karmienie piersią

Jeszcze większe znaczenie ma to w przypadku kobiet w ciąży i karmiących piersią. KCPU wskazuje, że w ciąży zalecana jest całkowita abstynencja i nie ma bezpiecznej ilości alkoholu, której spożycie gwarantowałoby brak ryzyka dla rozwijającego się dziecka. Centrum wymienia również matki karmiące wśród osób, które powinny powstrzymywać się od spożywania alkoholu.

Nie chodzi więc o wywoływanie paniki z powodu kawałka ciasta. Chodzi o możliwość świadomej decyzji. Jeżeli ktoś z określonych powodów całkowicie unika alkoholu, powinien wiedzieć o jego obecności, zanim zacznie jeść deser, a nie po dokładnym przestudiowaniu etykiety. Czy kawałek takiego tiramisu w ciąży doprowadzi do uszkodzenia płodu? Zapewne nie. Ale, będąc w ciąży, nie chciałabym ryzykować i przekonywać się o tym na własnej skórze. Dlatego tego typu desery powinny być lepiej oznakowane.

Tiramisu z Biedronki pokazuje absurdalną lukę między przepisami a praktyką

Najbardziej kuriozalne w tej sprawie jest to, że przepisy są właściwie dość jasne. Produkt przeznaczony do spożycia, ponad 0,5% alkoholu. Oficjalne stanowisko KCPU dodatkowo wskazuje, że nie musi to być płyn. Desery również mogą podlegać ustawie. A jednak w praktyce tiramisu z 1,2% alkoholu można potraktować przy kasie jak zwykły budyń.

Takie luźne podejście do deserów z alkoholem jest na swój sposób emanacją społecznego podejścia do tego problemu – podobnie zresztą jak szampan dla dzieci, który mało kogo już dziwi. O ile oburza nas dziecko z lampką wina, o tyle nie oburza nas dziecko jedzące kawałek ciasta nasączonego spirytusem – bo przecież cała rodzina go je i nic się nie stanie. Osobiście uważam, że połączenie dzieci i alkoholu nie powinno występować, a rodzic ma prawo sprawować pełną kontrolę nad tym, czy jego dziecko ma kontakt z procentami, czy też nie. A nie może tej kontroli sprawować, skoro dziecko może kupić takie ciastko bez żadnych ograniczeń.

Ciastka z alkoholem w cukierniach bez kontroli wieku

W przypadku lokalnych cukierni zawartość alkoholu w ciastkach nie jest podawana – a szkoda, bo czasem jest zdecydowanie wyczuwalny, być może jest go nawet więcej niż w opisywanym tiramisu. Osobiście nie spotkałam się z tym, aby ktokolwiek w cukierni zainteresował się wiekiem osoby kupującej takie ciastka. I nie chodzi nawet o nastolatki, ale również o mniejsze dzieci. Dawniej małe dziecko mogło kupić alkohol i papierosy, bo wszyscy zakładali, że kupuje je dla rodziców (zresztą 30 lat temu rodzice faktycznie wysyłali dzieci po takie zakupy, dodam, że nie były to patologiczne rodziny). Dziś małe dziecko może legalnie kupić ciastko z alkoholem, bo albo nikt nie pomyśli, że może mu zaszkodzić, albo dorośli uznają, że to rodzice wysłali dziecko po takie zakupy.

Być może problem leży w nieszczelnej ustawie i powinna się nim zająć kolejna nowelizacja ustawy o wychowaniu w trzeźwości, a może w tym, jak tego rodzaju produkty są klasyfikowane przez handel. Bo jeżeli deser rzeczywiście spełnia ustawową definicję napoju alkoholowego, powinien być również sprzedawany z uwzględnieniem ograniczeń dotyczących alkoholu.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover