Nawet 2500 terrorystów z ISIS może trafić do Europy. Turcja odsyła ich, pozbywając się problemu

Zagranica dołącz do dyskusji (19) 12.11.2019
Nawet 2500 terrorystów z ISIS może trafić do Europy. Turcja odsyła ich, pozbywając się problemu

Udostępnij

Rafał Chabasiński

Samozwańczy kalifat ISIS został pokonany, choć organizacja wciąż działa. I to pomimo zgładzenia jej przywódców. Tymczasem wyrugowanie terytorium Państwa Islamskiego z Syrii i Iraku spowodowało istotny problem. Co zrobić z pojmanymi dżihadystami? O ile Irak po prostu ich wiesza, o tyle na przykład Turcja odsyła terrorystów do Europy.

Samozwańczy kalifat przestał istnieć, pozostała jednak organizacja i jej bojownicy

Państwo Islamskie to krótkotrwały twór przez pewien czas panujący nad dużą częścią Syrii i Iraku. Słabość posaddamowskiego państwa irackiego oraz wojna domowa w Syrii pozwoliła terrorystom ISIS na uzyskanie zdobyczy terytorialnych. Ich dobra passa w końcu jednak się skończyła. Interwencje poszczególnych państw – Iranu, USA, Turcji, czy Rosji – z pewnością zmieniły znacząco układ sił.

Pomimo sprzecznych interesów pozostałych stron konfliktu, jedno pozostało niezmienne. Państwo Islamskie musi być zniszczone. I tak się w końcu stało. Problem w tym, że zniszczenie kalifatu nie oznaczało od razu końca organizacji. ISIS idzie drogą Al-Kaidy rozlewając się po świecie. W rejonie walk pozostali też ludzie. Dżihadyści to często nie tyle mieszkańcy Syrii czy Iraku, ale także ochotnicy z państw zachodniej Europy.

Turcja odsyła terrorystów na zachód nie patrząc, czy dany osobnik wciąż ma obywatelstwo swojego kraju pochodzenia

Część z nich trafiła do niewoli. Poszczególne strony konfliktu różnie się zapatrują na to, co z nimi zrobić. Oczywiście Irak i Syria mają najprostsze rozwiązanie problemu. Skazują dżihadystów na śmierć. Stany Zjednoczone trzymały wielu więźniów w rękach swoich kurdyjskich sojuszników. Teraz jednak wielu z nich wpadło w ręce Turcji. Także w trakcie wcześniejszych operacji wojskowych siły tego kraju pojmały wielu bojowników.

Teraz, jak podaje portal 02.pl, Turcja odsyła terrorystów do Europy. Ma być ich nawet 2500. Odesłano już Niemca i Amerykanina. W najbliższych dniach dołączy do nich 23 terrorystów posiadających obywatelstwo państw europejskich. Warto przy tym zauważyć, że niektóre państwa zachodnie po prostu pozbawiały obywatelstwa bojowników ISIS. Chociażby Wielka Brytania, Niemcy czy Dania.

Wszystko po to, by nie musieć się obawiać, że ci wrócą do kraju. Turcy nie zamierzają ułatwiać państwom zachodnim życia. Tamtejsze władze przekonują, że „Nie ma powodu, aby próbować od tego uciec, wyślemy ich z powrotem do was. Zrobicie z nimi, co chcecie„. Turcja odsyła terrorystów do państw pochodzenia, nie patrząc na to, czy ci wciąż są ich obywatelami.

Nie sposób pogodzić humanitaryzmu z cynicznym dbaniem wyłącznie o własne bezpieczeństwo

Skąd takie a nie inne stanowisko? Niewątpliwie terroryści to swoisty „gorący kartofel”, którym nikt nie chce się musieć zajmować. Trzeba w końcu ich rozliczyć za popełnione zbrodnie. Niekiedy wręcz nie da się tego udowodnić. Zachodnie systemy prawne wymagają w takim wypadku wypuszczenia podejrzanego na wolność. Co, siłą rzeczy, niekoniecznie jest działaniem zbyt rozsądnym w przypadku domniemanych fanatycznych terrorystów.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że identyczny problem ma przecież w tej chwili Turcja. ONZ apeluje, by państwa zachodnie ponosiły odpowiedzialność za swoich obywateli. Tymczasem kraje Unii Europejskiej są zdania, że najlepiej będzie, jeśli sprawą zajmą się Irak i Syria. Tyle tylko, że w praktyce to posłanie dżihadystów na śmierć. W najlepszym wypadku: długoletnie więzienie w niehumanitarnych warunkach. Kłóci się to ewidentnie z humanitaryzmem deklarowanym przy każdej okazji przez Zachód.

Bardzo możliwe, że Ankara grając teraz kartą dżihadystów, stara się odegrać na zachodzie za rozwiązanie sprawy kurdyjskiej

Turcja odsyła terrorystów państwom zachodnim nie bez powodu. Szeroka krytyka poczynań Ankary w związku z atakiem na Kurdów z pewnością tureckim władzom nie przypadła do gustu. Zwłaszcza, że Zachód połączył ją z różnymi mniejszymi lub większymi sankcjami. Na przykład anulowaniem kontraktów wojskowych, czy cłami odwetowymi ze strony Stanów Zjednoczonych.

Warto pamiętać, że stosunki Turcji z państwami zachodnimi psują się zauważalnie od czasu nieudanego puczu wojskowego z 2016 r. Sojusznicy z NATO nie zrobili w końcu nic, by pomóc legalnemu rządowi prezydenta Erdogana. Na szczęście dla niego, zamach stanu był przeprowadzony skrajnie nieudolnie.

Można śmiało założyć, że rozwiązanie kwestii terrorystów ISIS przez Ankarę w tym momencie to po prostu prztyczek w nos dany zachodowi. Turcja odsyła terrorystów do Europy i pozbywa się kłopotu ze swojego terytorium. Przy okazji pokazuje, że następni mogą być imigranci.