Gdyby wtedy ktoś dowiózł mi nowy smartfon w godzinę – pewnie zostawiłbym temu kurierowi napiwek większy niż wartość kabla USB-C. I to właśnie jest przestrzeń, w którą dziś wchodzi MediaMarkt razem z Glovo. To w ogóle mocne okienko transferowe dla Glovo, które dopiero co chwaliło się pozyskaniem Kauflanda.
Czytaj też: Klienci Glovo nie są już skazani na Biedronkę. Może w końcu będą dostawać to, co zamawiali
Zdejmując PR-owy sznyt z komunikatu: chodzi o bardzo praktyczne rzeczy. Glovo jako jedyna platforma on-demand w kraju dorzuca do aplikacji pełnoprawny, szeroki katalog elektroniki. Nie jakieś symboliczne wybór gadżetów, tylko realnie około 12 tysięcy produktów, z małym AGD, komputerami, akcesoriami, smartfonami czy nawet konsolami. Do 15 kg, z dostawą nawet poniżej godziny. W dużych miastach usługa już działa, a w przyszłym roku ma wejść do mniejszych miejscowości.
To jest ten moment, kiedy q-commerce zaczyna przypominać rynek bardziej dojrzałych krajów
W Hiszpanii MediaMarkt i Glovo działają razem od 2022 roku, we Włoszech od lutego tego roku, a segment elektroniki rośnie globalnie o około 50 proc. rok do roku. W Polsce widać wyraźnie, że użytkownicy są na to gotowi – już 20 proc. wszystkich zamówień w Glovo nie dotyczy gastronomii. Najszybciej rosną segmenty „domowe”, kosmetyki, artykuły dziecięce. Teraz dochodzi do tego elektronika, czyli rzecz do tej pory zarezerwowana raczej dla własnych kurierów e-commerce.
Czytaj też: Chciałem sobie zamówić 30-centymetrową kanapkę z Subwaya, ale Glovo w to miejsce wciska mi maskę psa i wibrator
W pilotażu w Warszawie zamówienia były kompletowane średnio w pół godziny. Najczęściej kupowano to, co zwykle gubi się, psuje lub znika w najbardziej irytujących momentach: kable, ładowarki, zasilacze. Dochodziło też do większych zakupów – odkurzacz bezprzewodowy, monitor czy Apple Watch. I to świetnie pokazuje, jak szerokie są realne potrzeby użytkowników.
W tym wszystkim najciekawsze jest jednak przesunięcie mentalne. Jeszcze niedawno dominował pogląd, że szybka dostawa dotyczy wyłącznie jedzenia. Tymczasem model multicategory wygrywa prostą logiką: skoro aplikacja i tak ma flotę kurierów, to dlaczego nie dowozić wszystkiego, na co jest popyt? Klienci nie chcą skakać między pięcioma aplikacjami. Chcą jednym kliknięciem rozwiązywać realne problemy. A elektronika – bardziej niż większość kategorii – generuje nagłe sytuacje, w których liczy się czas.
MediaMarkt od lat mówi o omnichannelu, ale dopiero wejście do Glovo realnie zamyka ten obieg. Daje to klientom wygodę, a sieci – przewagę nad konkurencją, która wciąż żyje w przekonaniu, że ludzie będą ochoczo jeździć po sprzęt do sklepów stacjonarnych. Świat tak już nie działa.
Możemy się krzywić, że to kolejna forma „rozleniwiającego” kapitalizmu, ale jeśli życie naprawdę przyspiesza, to takie usługi są zwyczajnie rozsądne. I mówię to jako ktoś, kto w ostatniej awaryjnej sytuacji bardzo żałował, że nie trafił na podobną opcję.