- Bezprawnik -
- Prawo -
- Twój głos może trafić do AI bez twojej zgody. Aktorzy biją na alarm
Twój głos może trafić do AI bez twojej zgody. Aktorzy biją na alarm
Trzy związki zawodowe skupiające aktorów głosowych, lektorów i twórców dubbingu zawiązały koalicję i wystąpiły do władz z żądaniem prawnej ochrony ludzkiego głosu przed sztuczną inteligencją. Pod hasłem „Mój głos — moja własność" Związek Artystów Scen Polskich, Związek Zawodowy Twórców Dubbingu oraz Związek Zawodowy Aktorów Polskich domagają się między innymi obowiązkowej zgody na trenowanie modeli AI na nagraniach głosowych i prawa do usunięcia swojego głosu z takich systemów. Spór dotyka problemu, który polskie prawo wciąż traktuje po macoszemu.
Branża głosu kontra generatywna AI
Klonowanie głosu przestało być ciekawostką z laboratoriów technologicznych. Wystarczy kilkadziesiąt sekund nagrania, żeby wytrenować model zdolny czytać dowolny tekst barwą i intonacją konkretnej osoby. Dla aktorów dubbingowych, lektorów i wykonawców audiobooków to nie jest abstrakcyjne zagrożenie, tylko realna perspektywa wypchnięcia z rynku przez narzędzie zbudowane na ich własnym dorobku.
Właśnie na to powołują się organizatorzy akcji. ZASP, ZZTD i ZZAP zwracają uwagę, że coraz częściej praca żywego wykonawcy jest zastępowana w całości wytworem generatywnej AI, powstałym bez jakiegokolwiek udziału pierwotnego artysty. Kością niezgody jest też sposób, w jaki te modele powstają: na próbkach głosu, nagraniach i artystycznych wykonaniach, używanych bez zgody albo za stawką rażąco oderwaną od wartości pracy.
Warto od razu zaznaczyć, że stanowisko pochodzi od strony bezpośrednio zainteresowanej, czyli środowiska, które na rozwoju syntetycznych głosów najwięcej traci. Nie pojawiają się w nim głosy producentów ani firm technologicznych, które dostrzegają w tej technologii oszczędności i nowe modele biznesowe. To naturalne w dokumencie programowym, ale czytelnik powinien o tym pamiętać, oceniając siłę poszczególnych postulatów.
Czego domagają się aktorzy i lektorzy
Zgoda, jawność danych i prawo do usunięcia głosu
Lista żądań koalicji jest dość konkretna. Twórcy chcą pełnej jawności źródeł danych, na których trenowane są modele, oraz obowiązku udokumentowania zgody każdej osoby, której głos został wykorzystany. Domagają się też prawa do wycofania swoich danych głosowych z systemów AI, przejrzystych zasad wynagradzania za użycie głosu (również w formie syntetycznej) oraz realnej odpowiedzialności firm za technologiczne nadużycia.
Osobny postulat dotyczy oznaczania treści. Koalicja chce, żeby producenci i dystrybutorzy mieli obowiązek informować odbiorców, że dana rola albo produkcja powstała z udziałem sztucznej inteligencji. Pojawia się również pomysł zachęt dla tych, którzy wybierają żywego aktora zamiast algorytmu, w postaci dotacji, dofinansowań lub ulg podatkowych.
Szczególnie ciekawy jest wątek umów. Organizacje sygnalizują, że przy okazji zwykłych produkcji aktorzy podpisują kontrakty dające producentowi bardzo szerokie prawo do późniejszego wykorzystania ich głosu czy wizerunku z użyciem AI, często bez świadomości skutków takich zapisów i bez odrębnego wynagrodzenia. To problem znany z całego rynku kreatywnego i jeden z mocniejszych argumentów w całym stanowisku, bo dotyczy realnej, codziennej praktyki, a nie hipotetycznych nadużyć.
Głos jako dobro osobiste. Gdzie leży luka w prawie
I tu zaczynają się prawnicze schody. Polskie prawo dość precyzyjnie chroni wizerunek. Artykuł 81 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych wymaga zgody na rozpowszechnianie podobizny konkretnej osoby. Głos takiego jednoznacznego przepisu się nie doczekał, choć w praktyce pełni dokładnie tę samą funkcję identyfikacyjną co twarz. O tym, jak poważna jest to dziura, pisaliśmy szerzej w tekście o klonowaniu głosu a luce w polskim prawie.
Teoretycznie głosu można bronić na gruncie kodeksu cywilnego. Artykuł 23 zawiera otwarty katalog dóbr osobistych, a barwa głosu jako element tożsamości człowieka mogłaby się w nim zmieścić obok zdrowia, czci czy wizerunku. Problem w tym, że ochrona dóbr osobistych opiera się na ogólnych klauzulach i orzecznictwie, a nie na jasnej regule. Dla pojedynczego lektora oznacza to długi i niepewny proces zamiast prostego mechanizmu „bez zgody nie wolno".
Co na to unijne przepisy. AI Act i obowiązek oznaczania
Część postulatów koalicji ma już oparcie w prawie unijnym, choć nie tak mocne, jak życzyliby sobie twórcy. Unijne rozporządzenie o sztucznej inteligencji wprowadza obowiązek oznaczania treści generowanych lub modyfikowanych przez AI, w tym tak zwanych deepfake'ów. Kolejne wymogi AI Act w firmie będą wchodzić etapami w najbliższych latach, ale samo oznaczanie to nie to samo co zakaz wykorzystania cudzego głosu bez zgody.
Że to nie są wydumane obawy, pokazują głośne przypadki z ostatnich lat. Syntetyczny głos polityka wykorzystano już w polskiej polityce, gdy sztuczna inteligencja w kampanii wyborczej posłużyła do udźwiękowienia spotu. Z kolei klonowanie wizerunku i głosu znanych osób w fałszywych reklamach stało się plagą, czego dowodem są oszustwa wykorzystujące wizerunek lekarzy do sprzedaży podejrzanych specyfików. W każdym z tych przypadków pokrzywdzony dowiadywał się o sprawie post factum, a dochodzenie praw było żmudne.
Postulaty kontra realia rynku
Najmocniejszą stroną stanowiska jest to, że koalicja nie gra w totalną wojnę z technologią. „Nie jesteśmy przeciwni rozwojowi technologii jako takiej. Sprzeciwiamy się wyłącznie jej wykorzystywaniu w sposób naruszający prawa, godność oraz ekonomiczne interesy ludzi — pierwotnych twórców" — czytamy we wspólnym stanowisku organizacji. Pod dokumentem podpisali się Jan Tomaszewicz, prezes Zarządu Głównego ZASP, oraz Robert Gulaczyk, przewodniczący Zarządu Głównego ZZAP.
Słabsza strona to wykonalność niektórych żądań. Pełna jawność danych treningowych i prawo do usunięcia konkretnego głosu z gotowego modelu brzmią rozsądnie, ale technicznie bywają trudne do wyegzekwowania, bo raz wytrenowanego modelu nie da się łatwo „odtrenować" z jednej próbki. To raczej kierunek dla ustawodawcy niż gotowy przepis. Niezależnie od tego apel trafia w realny problem: prawo wyraźnie nie nadąża za technologią, a głos, jeden z najbardziej osobistych atrybutów człowieka, wciąż nie ma w polskim systemie ochrony porównywalnej z wizerunkiem. Dopóki to się nie zmieni, ciężar walki o własną barwę głosu spoczywa na samych wykonawcach.
zobacz więcej:
