- Bezprawnik -
- Energetyka -
- Twój rachunek za gaz może stopnieć. Rząd podjął już pierwsze działania w tym kierunku
Twój rachunek za gaz może stopnieć. Rząd podjął już pierwsze działania w tym kierunku
Kilkanaście do kilkudziesięciu złotych mniej na rachunku za gaz — tyle, według ministra energii Miłosza Motyki, mają przynieść ostatnie decyzje w sprawie infrastruktury gazowej. Zdaniem rządu więcej gazu z większej liczby źródeł ma zmusić dostawców do walki o klienta.
Więcej kierunków dostaw. Rząd stawia na dywersyfikację
Jak podaje direct.money.pl, punktem wyjścia jest integracja gazociągu jamalskiego z Krajowym Systemem Przesyłowym oraz nowe połączenia z sąsiadami — Ukrainą, Słowacją i szerzej z całym regionem. Rząd słusznie zakłada, że im większa przepustowość importowa, tym więcej podmiotów może realnie handlować gazem, a nie tylko odbierać go od jednego dostawcy. Kierunek nie jest nowy — do uniezależnienia od dostaw ze wschodu zbliżał nas już Baltic Pipe, a symbolicznym punktem zwrotnym był moment, w którym gaz z Rosji przestał płynąć do Polski.
Open Season. Orlen po latach przestaje być jedynym rozgrywającym
Warto zauważyć, że dopiero teraz — po raz pierwszy w historii — w procedurze Open Season dostęp do infrastruktury LNG uzyskał więcej niż jeden podmiot. Do tej pory moce w Świnoujściu i przy pierwszym gdańskim terminalu były w całości zakontraktowane przez Orlen. Włączenie do gry innych spółek, w tym elektroenergetycznych, oznacza, że koncern z Płocka po latach przestaje być jedynym rozgrywającym na rynku importu.
Drugi terminal w Gdańsku kosztuje ułamek pierwszego
Pierwszy pływający terminal LNG (FSRU1) powstaje w Korei Południowej; do Polski ma przypłynąć w trzecim kwartale 2027 r., a komercyjną regazyfikację ma rozpocząć na początku 2028 r. Druga jednostka — FSRU2 — ma ruszyć w 2030 r. i będzie trzecim terminalem LNG w kraju, obok Świnoujścia.
Nie da się jednak przejść obojętnie obok różnicy w cenie. Koszt FSRU1, bez czarteru samej jednostki, to około 4,5 mld zł. FSRU2 ma nie przekroczyć 400 mln zł — czyli mniej niż dziesięć procent tego, co pochłonął pierwszy terminal. Powód jest prozaiczny: nabrzeże, pirs i gazociąg budowane przy pierwszej inwestycji obsłużą również drugą jednostkę. Prezes Gaz-Systemu Sławomir Hinc określił tę decyzję jako łatwą, bo — jak przyznał — dla taryfy takie proporcje mają kolosalne znaczenie.
Skala jest większa, niż widać na pierwszy rzut oka
FSRU2 ma podwoić możliwości regazyfikacji w Zatoce Gdańskiej — z 6 do 12 mld metrów sześciennych. rocznie. Łączne moce regazyfikacyjne Polski mają wzrosnąć do około 20 mld metrów sześciennych. w skali roku, a doliczając Baltic Pipe, dostępne kierunki importu sięgną poziomu wyraźnie przekraczającego krajowe zużycie, które dziś wynosi mniej więcej 22 mld metrów sześciennych.
Trzeba przyznać, że sama infrastruktura żadnego rachunku automatycznie nie obniża. Rurociąg i terminal to tylko warunek wstępny — realna presja cenowa pojawia się dopiero wtedy, gdy o ten sam gaz konkuruje kilku dostawców. I to właśnie ten element, a nie beton i stal, ma znaczenie dla domowego budżetu. Podobny mechanizm konkurencji miało uruchomić uwolnienie cen gazu dla gospodarstw domowych.
Kiedy poczujemy różnicę w cenie? Na pewno nie od razu
Tu pojawia się część, którą łatwo przeoczyć w rządowych zapowiedziach. Opisywane inwestycje mają zostać ukończone w latach 2028–2030, co oznacza, że ewentualne obniżki taryf pojawią się dopiero po uruchomieniu nowej infrastruktury. Do tego dochodzą dwa czynniki, na które Polska wpływu nie ma: sytuacja na światowym rynku gazu oraz decyzje Urzędu Regulacji Energetyki, który zatwierdza taryfy.
Skala obniżki to na razie założenie, a nie gwarancja
Można się domyślać, że deklarowana skala obniżki — od kilku do kilkunastu procent — to na razie założenie, a nie gwarancja zapisana w cenniku. Dla porównania: gdy w 2025 r. od lipca szykowała się obniżka cen gazu, URE zatwierdził konkretną taryfę, a niższe rachunki miały realny, policzalny wymiar.
Warto pamiętać, że tego typu ruchy nie kończą się na samym rachunku — niższe ceny gazu pozytywnie wpłyną na inflację i stopy procentowe. Najbardziej praktyczny wymiar zmian dotyczy odbiorców rozliczanych w taryfie, w tym klientów grupy Orlen. Dla przeciętnego gospodarstwa domowego mowa o kilkunastu do kilkudziesięciu złotych oszczędności — kwocie odczuwalnej, ale daleko od rewolucji w portfelu.
