Rząd obiecał skończyć z Pegasusem. Zamiast tego go zalegalizował
W 2024 roku polskie służby wnioskowały o podsłuch wobec 5234 osób. Sądy odmówiły 35 razy. Jeśli jesteś lub byłeś w tej grupie, nie wiesz o tym — i o ile nie jesteś przestępcą, któremu ujawnią to na rozprawie, to się nie dowiesz. Nikt ci nie powie. Nie masz do kogo się poskarżyć. I nie, to nie jest błąd w systemie. To jest system.

Pegasus w służbie polskich służb specjalnych
Krzysztof Brejza — ówczesny szef sztabu wyborczego KO — miał telefon atakowany Pegasusem 33 razy w trakcie kampanii parlamentarnej 2019 roku. Wykradzione wiadomości trafiły do TVP, która publikowała je w czasie kampanii. Mecenas Roman Giertych, reprezentujący wtedy między innymi Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego, był atakowany co najmniej 18 razy w ciągu czterech miesięcy — badacz z Citizen Lab John Scott-Railton powiedział, że nigdy wcześniej nie widział telefonu atakowanego z taką intensywnością. Prokurator Ewa Wrzosek, która odważyła się wszcząć śledztwo w sprawie wyborów kopertowych, znalazła na swoim urządzeniu sześć śladów włamania. Żadna z tych osób nie wiedziała, że jest śledzona. Żadna nie miała możliwości złożenia skargi. Żadna nie miała prawa wiedzieć, że w ogóle coś takiego miało miejsce, bo polskie prawo tego nie przewidywało. I nie przewiduje do dziś.
W samym tylko 2024 roku służby wnioskowały o kontrolę operacyjną wobec ponad pięciu tysięcy osób. Takich jak ty, jak ja — niekoniecznie polityków, niekoniecznie prawników. Sądy odmówiły zaledwie 35 razy.
Statystyki kontroli operacyjnej, które mówią same za siebie
Każdego roku Prokurator Generalny składa do Sejmu i Senatu jawną informację o tym, ile razy służby wnioskowały o kontrolę operacyjną, czyli dosłownie o podsłuch, śledzenie urządzeń, dostęp do danych. Warto wiedzieć, czy policja może założyć podsłuch i na jakich zasadach — bo okazuje się, że kontrola sądowa nad tym procesem jest co najwyżej pozorna.
Liczby za 2024 rok są następujące: 5234 osoby objęte wnioskami, 35 odmów ze strony sądów. Rok wcześniej: 5973 wnioski, 22 odmowy. Jeśli zrobisz proste obliczenie, wyjdzie ci, że sądy odmawiają w mniej niż jednym procencie przypadków. Dokładniej: w 2023 roku zatwierdziły ponad 99,6% wniosków, w 2024 — ponad 99,3%.
To nie jest wynik zdrowej kontroli sądowej. To jest statystyczny automat. Adam Bodnar, podczas pełnienia funkcji ministra sprawiedliwości, przedstawiając te dane w Sejmie w 2024 roku, stwierdził, że utrzymuje się wysoki poziom zatwierdzania zgód przez sądy i dodał, że jest to czynnik, który powinien budzić refleksję. Refleksja jak dotąd nie przełożyła się na żadne konkretne zmiany.
Osiem lat dziury w przepisach o inwigilacji
Żeby zrozumieć skalę problemu, trzeba cofnąć się o kilka lat. Polskie prawo nigdy nie miało jednej, kompleksowej ustawy regulującej inwigilację. Uprawnienia służb są porozrzucane po kilkunastu aktach branżowych — jak ustawa o Policji, ABW, CBA, Straży Granicznej i tak dalej. Każdy napisany inaczej, z różnymi standardami i lukami. Sąd wydający zgodę na podsłuch do niedawna nie wiedział nawet, jakim konkretnie narzędziem służby zamierzają się posłużyć. Wystarczyło napisać „kontrola operacyjna" i tyle.
Tę lukę przez lata z entuzjazmem wykorzystywał Zbigniew Ziobro jako minister sprawiedliwości i prokurator generalny w jednej osobie. W latach 2017–2022 trzy służby — CBA, ABW i SKW — użyły Pegasusa wobec łącznie 578 osób. Sam zakup systemu Pegasus sfinansowano ze środków Funduszu Sprawiedliwości, co budziło poważne wątpliwości prawne. Według ustaleń komisji śledczej i badaczy z Citizen Lab na celowniku znaleźli się prawnicy, prokuratorzy oraz politycy opozycji — i to w trakcie kampanii wyborczych.
Warto przy tym pamiętać, jak wyglądało ówczesne wydawanie pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości — fundusz, który miał pomagać ofiarom przestępstw, stał się de facto skarbonką na drobne wydatki resortu. Wszystko formalnie legalnie, bo przepisy były napisane tak szeroko, że praktycznie cokolwiek dało się pod nie podciągnąć. Obecna władza zobligowała się do zmiany tych przepisów na zorganizowane i transparentne. Niestety ta obietnica nadal nie została zrealizowana.
Wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i obietnica reformy
28 maja 2024 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wydał wyrok w sprawie skarg z 2017 i 2018 roku złożonych przez polskich prawników oraz organizacje pozarządowe — Fundację Panoptykon i Helsińską Fundację Praw Człowieka. Trybunał orzekł wprost, że Polska narusza Konwencję o ochronie praw człowieka. Kontrola sądowa nad inwigilacją jest iluzoryczna, przepisy zbyt ogólne, a obywatel pozbawiony jakiejkolwiek realnej ochrony.
Tego samego dnia ówczesny minister sprawiedliwości Adam Bodnar oraz minister spraw wewnętrznych i administracji Tomasz Siemoniak wyszli na wspólną konferencję prasową i zapowiedzieli reformę. Siemoniak poinformował, że w MSWiA opracowany został już projekt kodeksu pracy operacyjnej, zgłoszony do planu pracy Rady Ministrów. Bodnar zapewniał, że będą działać bez zbędnej zwłoki. Miały powstać nowe, kompleksowe przepisy regulujące zasady działania służb od podstaw. Po raz pierwszy w historii. Ale nadal nie powstały — przynajmniej nie do końca.
Projekt kodeksu pracy operacyjnej i jego mieszane skutki
Gdy treść projektu ujrzała światło dzienne, okazało się, że reforma ma dość specyficzny charakter. Owszem, projekt wprowadzał obowiązek informowania inwigilowanego o przeprowadzonych wobec niego działaniach, z terminem 12 miesięcy od zakończenia czynności. Owszem, dawał prawo do złożenia skargi. Tyle że skargę miał rozpatrywać ten sam sąd, który wydał zgodę na inwigilację. Wyspecjalizowany wydział, ale wciąż ten sam sąd.
Legalizacja niejawnej ingerencji
Ale to nie był największy problem. Projekt wprowadziłby do polskiego prawa pojęcie niejawnej ingerencji — czyli w sumie legalnego Pegasusa. Niejawne uzyskanie dostępu do urządzenia końcowego, smartfona, systemu informatycznego za zgodą sądu, na trzy miesiące, z możliwością pobierania danych historycznych sprzed wydania zgody. Co więcej, skodyfikowane zostałoby również niejawne przeszukanie np. mieszkania lub samochodu, które co gorsza mogłoby zostać podjęte za jedynie zgodą prokuratora.
Czy w takiej sytuacji policjant może sprawdzić mój telefon na drodze — to pytanie, które zadaje sobie coraz więcej osób. Na razie przepisy formalnie tego nie dopuszczają, ale kierunek zmian jest niepokojący. Ten projekt nie ograniczałby bowiem inwigilacji. On by ją jedynie zalegalizował i nawet rozszerzał — tyle że z naklejką praworządności.
Zamrażarka — reformę odłożono na półkę
W grudniu 2024 roku minister Siemoniak ogłosił, że prace nad kodeksem pracy operacyjnej zostają odłożone. Stwierdził dosłownie, że po konsultacjach ze służbami specjalnymi uznał, że idzie inną drogą, i dlatego prace zostały odłożone.
Co to oznacza w praktyce? Że zamiast jednej kompleksowej ustawy rząd wybrał drogę rozporządzeń. Od połowy 2025 roku każda służba wnioskująca o kontrolę operacyjną musi napisać do sądu konkretnie, jakiego narzędzia użyje i jakie dane zbierze. Sędzia wreszcie wie, czy chodzi o billing czy o Pegasusa.
To zmiana. Ale zmiana proceduralna, nie systemowa. Sąd nadal zatwierdza ponad 99% wniosków. Obywatel nadal nie wie, że był inwigilowany. Nadal nie ma do kogo się poskarżyć. Prawo nadal nie spełnia standardów, które Strasburg wyznaczył niemal dwa lata temu.
Czy kompleksowa reforma inwigilacji w Polsce jest jeszcze możliwa
Pewnie tak, bo w teorii trudno sobie wyobrazić, żeby nie była. Projekt leży w szufladzie, można go odmrozić. Siemoniak sygnalizuje, że wróci do tematu przy nowelizacjach ustaw branżowych. Może tak być, może nie.
Na razie wygląda to tak, że PiS przez osiem lat świadomie korzystał z dziurawego prawa, żeby podsłuchiwać opozycję i wpływać na wybory. Warto przypomnieć, że prokurator Ewa Wrzosek została zaatakowana Pegasusem po tym, jak wszczęła śledztwo w sprawie organizacji korespondencyjnych wyborów prezydenckich w 2020 roku. Obecny rząd odziedziczył ten system, obiecał go naprawić, a potem odłożył projekt do szafy, bo służby miały inne zdanie. Nowe formularze to nie jest reforma. To jest łatka administracyjna.
A ty? Nadal nie masz prawa wiedzieć, że ktoś czytał twoje wiadomości.
22.03.2026 14:30, Aleksandra Smusz
22.03.2026 12:11, Rafał Chabasiński
22.03.2026 11:05, Aleksandra Smusz
22.03.2026 9:45, Mateusz Krakowski
22.03.2026 8:45, Mariusz Lewandowski

Podwyżka 9 proc. od kwietnia to medialna ściema. Dotyczy tylko niektórych i nie chcecie być na ich miejscu
22.03.2026 7:54, Mariusz Lewandowski
22.03.2026 7:27, Mariusz Lewandowski
21.03.2026 20:41, Mariusz Lewandowski
21.03.2026 14:10, Marcin Szermański
21.03.2026 12:27, Marcin Szermański
21.03.2026 11:36, Mariusz Lewandowski
21.03.2026 10:43, Piotr Janus

Student po trzecim roku będzie czytać twoje akta sądowe. To nie jest rozwiązanie problemu - to nowy problem
21.03.2026 9:34, Igor Czabaj
21.03.2026 8:16, Marcin Szermański

35-latek twierdzi, że przeszkolił z flippingu 200 tys. osób. Policzyliśmy — matematyka tego nie potwierdza
21.03.2026 7:52, Aleksandra Smusz
21.03.2026 6:45, Rafał Chabasiński
20.03.2026 19:36, Marcin Szermański
Bank Millennium daje ludziom nawet 4200 złotych, ale tylko jeśli masz lub otworzysz działalność gospodarczą
20.03.2026 16:50, Filip Dąbrowski

Kierowcy ciężarówek doprowadzą do tragedii. Przez nich ludzie nie mogą bezpiecznie wyjechać z posesji
20.03.2026 16:28, Miłosz Magrzyk
20.03.2026 14:11, Piotr Janus
20.03.2026 13:35, Miłosz Magrzyk
20.03.2026 13:29, Marcin Szermański
20.03.2026 10:30, Aleksandra Smusz
20.03.2026 9:08, Aleksandra Smusz
20.03.2026 8:28, Miłosz Magrzyk
20.03.2026 8:09, Marcin Szermański
























