1. Bezprawnik -
  2. Państwo -
  3. Politycy znów mówią o 60 tys. zł kwoty wolnej. Sprawdziliśmy, kiedy realnie odczujesz różnicę

Politycy znów mówią o 60 tys. zł kwoty wolnej. Sprawdziliśmy, kiedy realnie odczujesz różnicę

Kolejni przedstawiciele koalicji rządzącej zapowiadają, że jednak podniosą kwotę wolną od podatku do 60 tys. zł. Niby jest to dobra wiadomość, ale coś nie chce mi się wierzyć, że obietnicę uda się zrealizować w tej kadencji. To znaczy: w najlepszym wypadku korzyści poczujemy dopiero w następnej.

Decyzja polityczna w sprawie kwoty wolnej najwyraźniej zapadła

Wygląda na to, że piekło zamarzło, a przynajmniej mamy w nim zauważalne ochłodzenie. Okazuje się bowiem, że rządzący jednak zamierzają zrealizować obietnicę, która do tej pory wydawała się czymś z pogranicza bajek i budżetowej niemożliwości.

Mam na myśli oczywiście podniesienie kwoty wolnej do 60 tys. zł w podatku PIT, czyli dwukrotność obowiązujących dziś 30 tys. zł. Zapowiedź, że koalicja zajmie się sprawą jeszcze w tej kadencji Sejmu, najpierw padła z ust wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza. Zapewnił on, że nad realizacją projektu pracuje minister finansów Andrzej Domański. Jeszcze do niego wrócimy.

Schetyna: zobowiązanie zrealizujemy przed końcem kadencji

Kolejnym prominentnym politykiem, który zapowiada podniesienie kwoty wolnej, okazał się senator Grzegorz Schetyna z Koalicji Obywatelskiej. W rozmowie z Radiem ZET stwierdził niedawno:

Tak wejdziemy w ten korytarz podejmowania decyzji i rzeczywiście przed końcem, przed końcem tej kadencji zrealizujemy to zobowiązanie. Nie wiem, czy od razu zdarzy się tak, że będziemy mogli całość zrealizować, ale rozpisać to na następne kroki na pewno tak.

Sejm tej kadencji nie jest wzorcem wydajnej pracy

Kluczowym sformułowaniem w tym przypadku jest oczywiście „przed końcem tej kadencji”. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że czasu nie zostało zbyt wiele. Byłbym ostatnią osobą, która wypominałaby komukolwiek odkładanie ważnych zadań na ostatnią chwilę. W tym jednak przypadku mam poważne obawy co do realności tych zapowiedzi.

Nie zrozumcie mnie źle: jak najbardziej da się przyjąć stosowną ustawę w błyskawicznym tempie. Poprzednią kadencję parlamentu charakteryzowało na przykład przyjmowanie ustaw niemal z dnia na dzień. Jakość tworzonego w ten sposób prawa pozostawiała wiele do życzenia, a czasem wręcz wołała o pomstę do nieba, ale sama możliwość pośpiechu istnieje.

Podniesienie kwoty wolnej wymaga zwiększenia jednego ustawowego parametru

Nie jest też tak, że zwiększenie kwoty wolnej od podatku wymaga jakiejś wyjątkowej legislacyjnej finezji. Ot, zmieniamy kwotę 3600 zł w art. 21 ust. 1 ustawy o podatku PIT na 7200 zł.

Dlaczego należy zmodyfikować akurat tę konkretną liczbę? To tzw. kwota zmniejszająca podatek, stanowiąca 12% aktualnej kwoty wolnej — czyli tyle, ile wynosi pierwsza stawka, jaką przewiduje skala podatkowa. Obecnie kwota wolna wynosi 30 tys. zł, więc po przemnożeniu jej przez stawkę wychodzi właśnie 3600 zł.

Skąd rządzący właściwie chcą wziąć pieniądze na obniżkę PIT?

Rzecz jednak w tym, że nie bardzo chce mi się wierzyć w szybkie tempo prac nad podniesieniem kwoty wolnej. W tym momencie warto przypomnieć zeszłoroczne wypowiedzi kierownictwa Ministerstwa Finansów.

Przywołany już Andrzej Domański studził w zeszłym roku oczekiwania. Przypominał przy tym, że rząd do końca kadencji się wyrobi. O wiele bardziej wylewny był wiceminister Jarosław Neneman: „decyzja o podwyżce kwoty wolnej od PIT do 60 tys. zł to decyzja polityczna”, a obecnie „nie ma przestrzeni dla obniżania podatków”. Trudno się dziwić — niska kwota wolna jest budżetowi po prostu potrzebna.

Prezydenckie weto jako dodatkowa przeszkoda

Prawdę mówiąc, nie ma także przestrzeni do podwyższania podatków. Na przeszkodzie stoi prezydent Karol Nawrocki, który być może postanowił pobić rekord prezydenckich wet i teraz go śrubuje — z prawa weta korzysta wyjątkowo chętnie. Przy okazji publicznie zapowiedział, że nie zgodzi się na podwyższanie podatków w Polsce. Do tej pory swojego postanowienia się trzymał — pomijając podwyższony CIT dla banków.

Pierwsze oszczędności najpewniej zobaczymy już po wyborach

Załóżmy jednak, że wola polityczna się pojawi, a odpowiedzialność za finanse państwa zniknie. Parafrazując klasyka: po wyborach może rządzić opozycja, niech oni się martwią. Nawet usunięcie tych przeszkód wcale nie sprawi, że podatnicy będą się cieszyć wyższą kwotą wolną od podatku jeszcze w tej kadencji.

W najlepszym i zarazem najmniej prawdopodobnym przypadku moglibyśmy skorzystać z podwyższenia przy rozliczaniu podatku za 2026 rok, co nastąpi w roku 2027. Byłoby to spełnienie obietnicy. Powiedzmy, że zaliczyłbym rządzącym również stopniowe podnoszenie kwoty wolnej od podatku, o ile pierwszy etap byłby realnym krokiem w stronę 60 tys. zł.

Realny scenariusz: korzyść dopiero w 2028 roku

O wiele bardziej prawdopodobna jest jednak próba zgrania zmian z kolejnymi latami podatkowymi. Żeby nie wywrócić sobie do góry nogami przyszłorocznego budżetu, rządzący tak przygotowaliby ustawę, żeby weszła ona w życie właśnie od 2027 r. Pierwszą realną korzyść odczulibyśmy, składając deklaracje podatkowe w 2028 r.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover