1. Bezprawnik -
  2. Środowisko -
  3. „Niech Tauron zapłaci 200 zł za każdą martwą rybę". Katastrofa ekologiczna na rzece Bóbr

„Niech Tauron zapłaci 200 zł za każdą martwą rybę". Katastrofa ekologiczna na rzece Bóbr

Katastrofa ekologiczna na Zalewie Pilchowickim. W trakcie opróżniania zbiornika zginęły tysiące wodnych stworzeń. Wędkarze alarmują: straty w ekosystemie są ogromne, a na dnie i w korycie rzeki Bóbr zalegają niezliczone ilości śniętych ryb. Winnych — jak zwykle — brak.

Spuszczali wodę ze zbiornika, zapomnieli o rybach

Opróżnianie zbiornika było spowodowane planowanym przez Tauron Ekoenergia remontem zapory. Prace były „zaklepane" już parę miesięcy temu, choć w międzyczasie pojawiały się głosy, aby wstrzymać się z inwestycją.

Całą sprawę komentuje cytowany przez Fakt.pl Jarosław Krempa z Koła PZW Grodzkie Jelenia Góra. Jak relacjonuje, Jezioro Pilchowickie przestało istnieć, a w praktyce przestał istnieć również odcinek rzeki Bóbr poniżej zapory — jako żywy ekosystem. Doszło do sytuacji, której wędkarze spodziewali się wiele miesięcy wcześniej i przed którą próbowali ostrzec. Gdy popełniano kolejne błędy, proponowali pomoc przy odłowach, jednak — jak dodaje Krempa — wszystkie inicjatywy wędkarzy były ignorowane.

Niestety opróżnianie zbiornika zbiegło się w czasie z rekordowymi upałami w Polsce, w dodatku okazało się, że dno jest bardzo zamulone. W mediach społecznościowych aż roi się od filmów i zdjęć ukazujących skalę katastrofy ekologicznej.

Komentarze internautów są jednoznaczne: przez dyletanctwo i ignorancję doszło do prawdziwej rzezi wodnych stworzeń. Zginęły nie tylko tysiące ryb, ale i skorupiaków oraz płazów. W social mediach nie brakuje także doniesień o martwych ssakach żyjących w obrębie Zalewu Pilchowickiego.

Komentarze internautów są jednoznaczne: przez dyletanctwo i ignorancję doszło do prawdziwej rzezi wodnych stworzeń. Zginęły nie tylko tysiące ryb, ale i skorupiaków oraz płazów. W social mediach nie brakuje także doniesień o martwych ssakach żyjących w obrębie Zalewu Pilchowickiego.

Gdzie byli ekolodzy i służby?

Co bardzo znamienne, na miejscu brak głośno protestujących ekologów czy służb. A nawet jeśli już tam są, to jest już za późno na ratunek. Pytanie, gdzie jest minister klimatu i środowiska? Dlaczego przy opróżnianiu zbiornika podczas upałów nie pomyślano o wodnej faunie i całym ekosystemie? To takie dziwne, że w jeziorach żyją ryby? Skalę problemu widać wyraźnie za każdym razem, gdy dochodzi do masowego pomoru — także wtedy, gdy zatruta Odra wyrzucała na brzeg tony śniętych ryb, a naprawa szkód miała potrwać całe lata.

Dzielni ochotnicy na ratunek

Akcję ratowniczą prowadziły nie służby, lecz ochotnicy z Koła PZW Grodzkie Jelenia Góra, innych kół wędkarskich i okoliczni mieszkańcy. Z wielką determinacją próbowali ratować niedobitki z pozostałości wody i błota. Choć przyznają, że ani Tauron, ani wykonawca remontu nie utrudniali spontanicznej akcji, to jednak na ratunek było już za późno. Straty są ogromne i już teraz wiadomo, że na odbudowę całego ekosystemu potrzeba całych lat.

Zalew Pilchowicki to obecnie jedno wielkie cmentarzysko śniętych ryb. Najwięcej szczęścia miały młodociane okazy, które przecisnęły się przez kraty sztolni obiegowej, większe niestety nie miały szans. Podobno smród rozkładających się szczątków czuć z odległości kilkuset metrów.

Dlaczego wcześniej nie odłowiono ryb, skoro początkiem lata planowano opróżnianie zbiornika? Wszystko przez… wprowadzenie zakazu ich połowu. Warto pamiętać, że w normalnych warunkach nie możesz tak po prostu łowić ryb w jeziorze — bez karty wędkarskiej i zezwolenia grozi za to mandat oraz utrata sprzętu.

Wędkarze ostrzegali, ale byli ignorowani

W internecie nie brak słów oburzenia, gdyż tysiące ryb zostało skazanych na wolną i barbarzyńską śmierć. Jak informuje PZW.pl, Zarząd Okręgu PZW w Jeleniej Górze, jako uprawniony do rybactwa w obwodzie rybackim IX.2 (Obwód rybacki rzeki Bóbr nr 2), na mocy uchwały nr 533 z dnia 9 lutego 2026 r. wprowadził całkowity zakaz amatorskiego połowu ryb na zbiorniku zaporowym Pilchowice (łowisko nr 134) od dnia 12 lutego 2026 roku do odwołania.

Zakaz podyktowany był względami bezpieczeństwa, gdyż już 12 lutego rozpocząć się miał proces opróżniania zbiornika Pilchowice w związku z remontem zapory. Na konieczność jego wprowadzenia zwróciły uwagę wszystkie podmioty zaangażowane w inwestycję, tj. Tauron Ekoenergia sp. z o.o., wykonawca inwestycji — Naviga-Stal sp. z o.o. oraz inżynier kontraktu — INKO Consulting sp. z o.o.

Okazuje się, że już 9 lutego 2026 r. wydano wyrok śmierci na organizmy zamieszkujące Zalew Pilchowicki. Szkoda, że Zarząd Okręgu PZW nie monitorował — na to przynajmniej wygląda — na bieżąco stanu zbiornika, bo być może udałoby się szybciej zebrać ochotników i uratować więcej ryb. Ochotników, bo widocznie na Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie ma co liczyć.

„Niech Tauron zapłaci za każdą martwą rybę"

Miejscowi wędkarze są wściekli na Tauron, który miał ignorować wcześniejsze apele środowiska wędkarskiego wobec całej operacji. Jaki jest efekt, każdy widzi. Na forach nie brak mocnych słów pod adresem władz i Taurona.

Internauci zwracają uwagę, że wystarczyło pozwolić wędkarzom odłowić te ryby, tymczasem kilka miesięcy wcześniej wprowadzono zakaz połowu. Teraz wędkarze-ochotnicy pomagają w sprzątaniu martwych ryb — i, co ciekawe, Tauron łaskawie na to pozwolił, choć nie zrobił tego miesiąc wcześniej. Skoro wędkarz dostaje 200 zł mandatu za niewymiarową rybę, to — zdaniem komentujących — teraz niech Tauron zapłaci 200 zł za każdą martwą rybę. Absurd sytuacji jest tym większy, że w państwowych realiach mieszkaniec potrafi dostać mandat za podlewanie ogródka w czasie suszy, podczas gdy za wyginięcie całego ekosystemu odpowiedzialności nie ponosi nikt.

Tauron broni się, twierdząc, że wszelkie działania były zgodne z decyzjami administracyjnymi. Jeśli tak rzeczywiście było, to oznacza, że urzędnicy nie wzięli pod uwagę tysięcy ryb i tego, co może się z nimi stać w upalne lato, gdy zaczyna brakować wody. Problem w tym, że po takich katastrofach pokrzywdzonym trudno uzyskać odszkodowania, bo z reguły nie sposób jednoznacznie wskazać sprawcy ani wykazać zaniechania instytucji państwa.

Pozostaje też pytanie natury systemowej — kto jest właścicielem wód w Polsce i kto tak naprawdę odpowiada za to, co dzieje się z rybami zamieszkującymi zbiornik przeznaczony do opróżnienia.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover