1. Bezprawnik -
  2. Moto -
  3. Pod moim oknem co noc ryczy silnik miłośnika nocnego driftu. Nowe przepisy miały to ukrócić — i zawodzą

Pod moim oknem co noc ryczy silnik miłośnika nocnego driftu. Nowe przepisy miały to ukrócić — i zawodzą

W moim rodzinnym mieście grasuje osobnik — albo kilku osobników — którzy od lat organizują sobie nocne samochodowe zabawy. Ryk silnika nie pozwala ludziom spać. Teoretycznie w końcu obowiązują przepisy, które miały ukrócić tego typu procedery. Niestety nie działają zbyt dobrze.

Rafał Chabasiński01.07.2026 12:12
Moto

Nocne rajdy pod oknami, czyli populizm penalny w jednym wyjątkowym przypadku

Zazwyczaj nie jestem populistą penalnym, ale w tym jednym przypadku z przyjemnością zrobię wyjątek.

Hałas samochodów w miastach to coś, do czego niestety trzeba przywyknąć. Problem pojawia się w momencie, gdy w środku nocy jakiś wariat postanowi urządzić sobie rajd po ulicach albo z uporem maniaka kręci autem bączki na parkingu.

Taki gagatek trafił się w moim rodzinnym mieście. Od kilku lat, gdy tylko warunki atmosferyczne na to mniej więcej pozwalają, zaraz pojawia się on: domorosły mistrz kierownicy. Ryk silnika jego samochodu niesie się po okolicy i nie pozwala zasnąć. Wszystko to z zadziwiającą regularnością: zawsze gdzieś między północą a trzecią w nocy.

Szczególnie irytujący robi się wtedy, kiedy zrobi się na tyle ciepło, że otworzenie okna w nocy staje się całkiem rozsądnym pomysłem na radzenie sobie z temperaturą. Wówczas silnik słychać dużo lepiej.

Mógłbym bardzo długo i kwieciście rozpisywać się o domniemanych szczegółach anatomicznych kierowcy i spekulować o jego niezbyt chwalebnych koligacjach rodzinnych albo po prostu miotać inwektywy na oślep. Nie w tym jednak rzecz. Od marca obowiązują bowiem nowe przepisy kodeksu karnego, które miały ukrócić podobne zabawy. Czy mają w ogóle na to szanse?

Nowe przepisy uderzające w piratów drogowych — skąd się wzięły

Dobra wiadomość jest taka, że przynajmniej mamy przepisy uderzające w piratów drogowych.

Warto w tym momencie przypomnieć, że pomysł zaostrzenia prawa dotyczącego piratów drogowych pojawił się po serii głośnych wypadków ze skutkiem śmiertelnym. Cechą wspólną byli młodzi bogaci kierowcy mający w pogardzie nie tylko życie innych uczestników ruchu drogowego, ale także państwo polskie. Jeden czmychnął za granicę, drugiego złapano w Niemczech.

Opinia publiczna była wściekła i domagała się przykładnego ukarania sprawców, a więc sądzenia ich jak za zabójstwo. Nic dziwnego, że coraz głośniej mówiono o tym, by do kodeksu karnego trafiło zabójstwo drogowe. Ministerstwo Sprawiedliwości dość szybko wzięło się za prace legislacyjne. Koniec końców ustawę udało się uchwalić. Znalazło się w niej miejsce na nowe przestępstwa dotyczące najbardziej szkodliwych społecznie wybryków lekkomyślnych kierowców szukających adrenaliny.

Na celowniku ustawodawcy znalazły się między innymi rajdy samochodowe, rażące przekroczenie prędkości oraz naruszanie „innych zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym”.

Przepisy skonstruowane tak, by przypadkiem nie okazały się zbyt skuteczne

Zła wiadomość jest taka, że są skonstruowane tak, by przypadkiem nie okazały się zbyt skuteczne.

Samo zaostrzenie kar i stworzenie nowych przestępstw nie sprawi automatycznie, że polskie ulice i drogi staną się nagle bezpieczniejsze. Żeby można było przykładnie ukarać piratów drogowych i miłośników adrenaliny, trzeba najpierw ich znaleźć, później złapać, a na koniec jeszcze osądzić i skazać.

Konstrukcja nowych przepisów sama w sobie może jednak budzić wątpliwości. Nie chodzi mi nawet o brak dedykowanego „zabójstwa drogowego”. Tak naprawdę interesują nas trzy przepisy: art. 178c, art. 178d oraz ogólny art. 178 §1a.

Kara za wyścigi samochodowe nie obejmuje samotnych piratów drogowych

Pierwszy z wymienionych artykułów dotyczy kar za organizowanie wyścigów samochodowych i uczestnictwo w nich:

§ 1. Kto w ruchu lądowym:

§ 2. Kto czyni przygotowania do przestępstwa określonego w § 1, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

O dziwo, to właśnie art. 178c jest tym przepisem, który powinniśmy zastosować w przypadku miłośników driftów na parkingu przed lokalnym centrum handlowym. Wszystko przez definicję „wyścigu samochodowego”, którą znajdziemy w art. 116 §25:

Nielegalnym wyścigiem pojazdów mechanicznych jest:

Samotny kierowca poza zasięgiem przepisu o wyścigach

Karanie rażącego naruszania zasad bezpieczeństwa mogłoby zadziałać, gdyby właściwy przepis nie sabotował sam siebie.

Co jednak w sytuacji, gdy mamy do czynienia z pojedynczym kierowcą? Art. 178c już niestety nie zastosujemy. Siłą rzeczy nasz miłośnik adrenaliny jest sam. Nie ściga się z nikim, nie ma też żadnego „spotkania”, na którym szukałby poklasku w gronie podobnych sobie osobników.

Sądząc po odgłosach silnika, to właśnie z takim przypadkiem mam do czynienia. Przy czym mogę się mylić. W ostatnim czasie lokalne media sugerują, że w moim mieście zamontowano w końcu kamery mające ukrócić nocne wyścigi. Problem w tym, że na zupełnie drugim końcu miasta. Kto wie? Może w grę wchodzą dwie zupełnie niezależne od siebie patologie?

Art. 178d, czyli warunki, których prawie nie sposób spełnić

Ustawodawca doszedł do wniosku, że jeśli pirat drogowy akurat nie był o włos od przejechania kogoś, to problem nie istnieje.

Pozostaje nam art. 178d, który obejmuje „solowe” wybryki drogowe:

Kto prowadzi pojazd mechaniczny rażąco przekraczając prędkość oraz rażąco naruszając inne zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym i przez to naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo nastąpienie skutku określonego w art. 156 § 1 lub w art. 157 § 1, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Jego zastosowanie zostało jednak uzależnione od całego splotu okoliczności. Musimy mieć do czynienia z rażącym przekroczeniem prędkości albo rażącym naruszeniem zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym. Czy ustawodawca zdefiniował, jak duże przekroczenie dozwolonej prędkości jest rażące? Ależ skąd.

Następnie sprawca musi narazić człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo przynajmniej któregoś z uszczerbków na zdrowiu. Innymi słowy: musi o mały włos uniknąć rozjechania człowieka albo rozbicia się o czyjeś auto z ludźmi w środku.

Sam fakt pędzenia jak pomyleniec albo uprzykrzania życia śpiącym współobywatelom pozostaje niewystarczający. Do tego znowelizowany przepis dotyczący przepadku pojazdu dotyczy wyłącznie przypadków złamania zakazu prowadzenia pojazdów. Warto tu przypomnieć, że konfiskata aut pijanych kierowców mimo początkowego sceptycyzmu przyniosła realną poprawę statystyk — akurat przy tych trzech wymienionych przepisach od przepadku auta powinno się zaczynać.

Nadzwyczajne zaostrzenie kary — z pewną dozą wyrozumiałości dla sprawców

Jeżeli jednak nasz pirat drogowy faktycznie kogoś przejedzie, to sąd ma do dyspozycji nadzwyczajne zaostrzenie kary z art. 178 §1a:

Skazując sprawcę, który popełnił przestępstwo określone w art. 173 § 3 lub 4, art. 177 § 2 lub 2a, art. 178c § 1 pkt 2 lub art. 178d, w warunkach określonych w § 1, lub którego dotyczy wskazana w tym przepisie okoliczność, sąd orzeka karę pozbawienia wolności w wysokości:

Jeżeli w wyniku wypadku ktoś dozna ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, to sprawca może liczyć w najlepszym wypadku na 3 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat. Prawdopodobnie trafi do więzienia.

Zaostrzanie kar nie poszło zbyt daleko i skierowało się w złą stronę

Powiedzmy to sobie wprost: zaostrzanie kar nie poszło zbyt daleko, do tego skierowało się w złą stronę.

Jeżeli rzeczywiście ktoś zginie, to minimalne zagrożenie karą rośnie do 5 lat. Dla porównania: za zabójstwo grozi od 10 lat do dożywocia. Nieumyślne spowodowanie śmierci to z kolei kara od 3 miesięcy do 5 lat w więzieniu.

Zdrowy kompromis? Raczej stwierdziłbym, że wracamy do dyskusji o tym, dlaczego prokuratorzy i sądy nie chcą kwalifikować najgorszych przypadków jako zabójstwo z zamiarem ewentualnym, choć teoretycznie obowiązujące już wcześniej przepisy na to pozwalają. Nie pomaga też, że sądowy zakaz prowadzenia pojazdów w praktyce bywa mniej dolegliwy niż jazda bez uprawnień, a wobec piratów drogowych bywa egzekwowany z opóźnieniem przez chaos administracyjny.

Jeżeli ktoś pędzi ważącym ponad tonę kawałem żelastwa po drodze z absurdalną prędkością, to jest świadomy, że może kogoś zabić i się na to godzi. Doświadczenie podpowiada: jeśli wymiar sprawiedliwości nie potrafi dokonywać sam z siebie dobrych wyborów, to trzeba mu po prostu zabrać możliwość dokonania tych złych.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Najnowsze
Warte Uwagi