1. Bezprawnik -
  2. Państwo -
  3. Zapłaciła 29 400 zł za operację, żeby nie trafić na wózek. Fiskus odmówił jej ulgi rehabilitacyjnej

Zapłaciła 29 400 zł za operację, żeby nie trafić na wózek. Fiskus odmówił jej ulgi rehabilitacyjnej

29 400 zł to kwota, jaką musiała zapłacić z własnej kieszeni kobieta z niepełnosprawnością, która chciała odzyskać sprawność i uniknąć poruszania się na wózku inwalidzkim. Na operację w ramach NFZ musiałaby czekać tak długo, że dalsze odkładanie zabiegu groziło pogorszeniem jej stanu. Zdecydowała się więc na leczenie prywatne. Operacja przyniosła poprawę, a lekarz potwierdził jej chirurgiczno-rehabilitacyjny charakter. Mimo to fiskus odmówił jej prawa do ulgi rehabilitacyjnej.

Piotr Janus03.11.2026 14:25
Państwo

Trudno nie dostrzec w tej historii oburzającego paradoksu. Państwo pobiera od obywateli obowiązkowe składki zdrowotne, ale nie zawsze potrafi zapewnić im niezbędne leczenie w rozsądnym terminie. Kiedy pacjent, nie mając innego wyjścia, finansuje zabieg samodzielnie, administracja skarbowa potrafi jeszcze zakwestionować możliwość odliczenia poniesionego wydatku. W efekcie obywatel jest podwójnie pokrzywdzony przez własne państwo. Najpierw w składkach, a następnie wtedy, gdy dowiaduje się, że nawet ulga podatkowa może mu nie przysługiwać.

Kolejki w ortopedii i na endoprotezoplastykę kolana nie są abstrakcyjnym problemem

Przytoczona historia podatniczki nie jest niestety odosobnionym przypadkiem, a wielomiesięczna kolejka u lekarza to dla wielu pacjentów codzienność. Dane dotyczące dostępności leczenia pokazują, że pacjenci z chorobami narządu ruchu muszą liczyć się z bardzo długim oczekiwaniem na pomoc.

Czas oczekiwania w ortopedii według Barometru WHC

Według Barometru Fundacji Watch Health Care we wrześniu i październiku 2025 r. średni czas oczekiwania na pojedyncze świadczenie zdrowotne wynosił 4,2 miesiąca. W ortopedii i traumatologii narządu ruchu było to średnio 9,7 miesiąca. Rok wcześniej było to 8,5 miesiąca. Oznacza to wyraźne pogorszenie dostępności świadczeń.

Ponad dwa lata od wizyty w POZ do operacji kolana

Jeszcze bardziej wymowne i przygnębiające są dane dotyczące samej operacji kolana. Z Barometru WHC wynika, że od wizyty u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej do endoprotezoplastyki stawu kolanowego pacjent musiał czekać przeciętnie 25,4 miesiąca. Rok wcześniej było to 20,7 miesiąca. Stanowi to wzrost o prawie pięć miesięcy. Z kolei dane NFZ za drugi kwartał 2026 r., przytoczone w październiku, wskazywały, że pacjenci zakwalifikowani do endoprotezoplastyki kolana w trybie stabilnym czekali średnio 475 dni, a w trybie pilnym 249 dni.

A jednocześnie niejednemu z nas zdarzało się usłyszeć po otrzymaniu tak odległego terminu, że w prywatnej klinice taka operacja jest dostępna praktycznie od ręki.

Ukryte koszty kolejek ponoszą pacjenci i ich rodziny

Nie są to więc pojedyncze przypadki wynikające z wyjątkowo niekorzystnej sytuacji konkretnego szpitala. Problem ma znacznie szerszy, systemowy charakter. Dla człowieka z postępującymi zmianami zwyrodnieniowymi kilkanaście czy kilkadziesiąt miesięcy nie jest zwykłym oczekiwaniem na usługę. Często to czas spędzony w bólu, z ograniczoną mobilnością, nierzadko z koniecznością rezygnacji z pracy, samodzielności i normalnego życia. Warto też pamiętać, że oficjalne statystyki nie zawsze pokazują pełny koszt kolejek. Nie uwzględniają w prosty sposób utraconych dochodów, wydatków na leki przeciwbólowe, prywatne konsultacje lekarskie i rehabilitację ani pomocy bliskich. Pacjent i jego rodzina ponoszą te koszty, choć formalnie leczenie jest finansowane ze składek zdrowotnych.

Lekarze zarabiają coraz więcej, ale pacjent nadal czeka

W dyskusji o kondycji publicznej ochrony zdrowia nie można pominąć kwestii wynagrodzeń personelu medycznego. Oczywiście lekarze wykonują odpowiedzialny zawód, wymagający wieloletniej nauki, specjalizacji i ogromnej wiedzy. Ich praca powinna być odpowiednio wynagradzana. Nie oznacza to jednak, że można ignorować pytanie o efektywność systemu, który pochłania coraz większe środki, a pacjentom nie gwarantuje odpowiednio szybkiego dostępu do leczenia. Według danych Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, przytoczonych przez „Rzeczpospolitą” w maju 2026 r., mediana wynagrodzeń lekarzy specjalistów pracujących na kontraktach wynosiła 25 595 zł brutto miesięcznie. Na etatach było to 23 666 zł. Ujawniono również, że co najmniej 625 lekarzy otrzymywało ponad 100 tys. zł brutto miesięcznie na kontraktach. Stanowili oni około 1,2 proc. specjalistów pracujących w tej formie.

Oczywiście te liczby nie oznaczają, że wszyscy lekarze zarabiają takie kwoty. Pokazują jednak, jak wysokie mogą być zarobki lekarzy w części systemu, który jednocześnie zmaga się z niedostateczną dostępnością świadczeń. Nie chodzi o przeciwstawianie pacjentów lekarzom. Problemem jest brak równowagi między pieniędzmi wydawanymi na ochronę zdrowia a tym, co pacjent rzeczywiście otrzymuje w zamian. Obywatel nie ma przecież żadnego wpływu na organizację szpitali, liczbę dostępnych terminów ani sposób podziału publicznych pieniędzy. Ma natomiast obowiązek płacenia składki zdrowotnej.

Podwójna opresja: najpierw składka, potem prywatny rachunek, na końcu odmowa ulgi rehabilitacyjnej

W tej historii szczególnie uderzające jest to, że państwo nie tylko nie zapewniło pacjentce leczenia w czasie, który pozwalałby uniknąć dalszego pogarszania zdrowia. Nie uwzględniło również jej argumentów przy rozpatrywaniu prawa do ulgi podatkowej. Można oczywiście bronić stanowiska fiskusa, wskazując, że ulga rehabilitacyjna ma określone ustawą granice, a operacja nie zawsze jest zabiegiem rehabilitacyjnym. Tyle że w praktyce granica między leczeniem a przywracaniem sprawności nie zawsze jest tak jednoznaczna, jak chciałaby tego administracja skarbowa. Jeżeli operacja jest koniecznym warunkiem odzyskania samodzielności i rozpoczęcia właściwej rehabilitacji, trudno zrozumieć, dlaczego jej charakter ma być oceniany wyłącznie przez pryzmat nazwy procedury.

Operacja czy rehabilitacja? Rozbieżne stanowiska fiskusa

Tym bardziej że w interpretacji Dyrektora KIS z 28 marca 2025 r. (sygn. 0112-KDIL2-1.4011.193.2025.2.MKA) organ dopuścił odliczenie kosztów zabiegu chirurgicznego, uznając, że może on mieć charakter rehabilitacyjny. Wprawdzie każda interpretacja indywidualna dotyczy konkretnego przypadku i nie tworzy automatycznie prawa dla innych podatników, ale rozbieżność stanowisk pokazuje, jak wiele zależy od urzędnika interpretującego przepisy i kwalifikującego wydatki. Fiskus potrafi zresztą przyjąć szeroką wykładnię – tak było choćby wtedy, gdy zaakceptował ulgę na zakup okularów korekcyjnych przez osobę z niepełnosprawnością.

Warto w tym miejscu zastanowić się, czy administracja skarbowa powinna w ogóle tak restrykcyjnie traktować osoby, które z powodu niewydolności publicznej opieki zdrowotnej muszą finansować niezbędne leczenie z własnych pieniędzy.

Składka zdrowotna to nie dobrowolny abonament

Przecież składka zdrowotna nie jest dobrowolnym abonamentem, z którego można zrezygnować, kiedy pacjent uzna, że oferta NFZ jest niewystarczająca. Obywatel płaci ją niezależnie od tego, czy otrzyma świadczenie w odpowiednim terminie. Jeśli chce uniknąć wieloletniego oczekiwania, musi dodatkowo sięgnąć do oszczędności, zaciągnąć kredyt albo szukać pomocy rodziny. W przypadku osoby z niepełnosprawnością nie jest to wybór dotyczący podniesienia komfortu życia. Może chodzić o zachowanie podstawowej samodzielności, możliwości poruszania się i wykonywania codziennych czynności.

Mamy zatem do czynienia ze swoistą podwójną opresją ze strony państwa. Najpierw pacjent obowiązkowo finansuje system, który nie zapewnia mu leczenia na czas, następnie płaci za nie prywatnie, a na końcu musi jeszcze udowadniać fiskusowi, że poniesiony wydatek rzeczywiście służył jego zdrowiu i sprawności.

Zamknięty katalog ulg nie zastąpi realnego dostępu do leczenia

Państwo ma prawo określać warunki ulg podatkowych. Powinno jednak pamiętać, szczególnie w sytuacjach takich jak opisana, że po drugiej stronie przepisów zawsze jest człowiek, dla którego kilka lat oczekiwania na operację może oznaczać utratę zdrowia i pogorszenie jakości życia. Nie wystarczy pobierać składki i powoływać się na zamknięty katalog ulg. Trzeba jeszcze zapewnić obywatelom realny dostęp do świadczeń, za które co miesiąc płacą.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover