- Bezprawnik -
- Prawo -
- Pracownik IKEA dopisał klientce do zamówienia zbędne meble za 1000 zł. Teraz sama ma je przywieźć
Pracownik IKEA dopisał klientce do zamówienia zbędne meble za 1000 zł. Teraz sama ma je przywieźć
Wyobraźcie sobie, że projektujecie kuchnię w zamiejscowym studiu IKEA i z pomocą pracownika robicie zakupy za 15 tys. zł. On dokłada wam zbędne rzeczy za 1000 zł. W takiej sytuacji wydawałoby się normalne, że skoro błąd popełnił przedstawiciel sieci, to firma weźmie na siebie naprawienie tej pomyłki. Tymczasem standardem w starciu z biurokracją bywa odsyłanie klienta do formularza zwrotu lub żądanie przywiezienia nadmiarowych elementów do najbliższego sklepu, który może być oddalony o setki kilometrów. Żeby wyegzekwować inne traktowanie, klient musi złożyć reklamację – innej drogi nie ma.
Prosty formularz zwrotu, a później informacja, że meble trzeba przywieźć
Julia, moja znajoma, kupiła ostatnio w IKEA zestaw mebli kuchennych wraz z usługą montażu. Zamówienie przygotował dla niej pracownik i – w sposób typowy dla tej sieci – składało się ono z bardzo wielu pozycji.
Liczba drzwiczek, blatów, paneli, zawiasów itp. miała zostać dobrana na podstawie precyzyjnego projektu.
Zbędne elementy za 1000 zł w zamówieniu kuchni IKEA
Julia skorzystała z usługi montażu firmy współpracującej z IKEA, opłacając ją w studiu. Według relacji pracowników tej firmy kobiecie sprzedano zbędne elementy o wartości ok. 1000 zł.
Moja znajoma początkowo w ogóle się tym nie martwiła, pamiętając o słynnych 365 dniach na darmowy zwrot towaru. Na infolinii dowiedziała się, że jej sprawa jest traktowana jako zwykły zwrot konsumencki.
Wielkogabarytowe meble do przywiezienia na własny koszt
Jakież było zdziwienie mojej rozmówczyni, kiedy po wypełnieniu formularza okazało się, że czeka ją w praktyce płatny zwrot, bo wielkogabarytowe elementy ma przywieźć sama – mimo że ich zakup nie był jej fanaberią, lecz efektem błędu w projekcie.
Nawet gdyby Julia mieszkała w pobliżu IKEA, transport wygenerowałby ogromne koszty. Wśród zbędnych rzeczy znajdował się bowiem m.in. panel o długości ok. 2,5 m, wymagający przewozu busem, długie listwy oraz inne spore i ciężkie przedmioty.
Co więcej, meble montowała ekipa współpracująca z siecią, która potwierdziła wpisanie do zamówienia niepotrzebnych elementów. Mimo to klientce powiedziano, że jedyną drogą jest złożenie reklamacji.
Czy IKEA ma obowiązek odebrać zbędne rzeczy od klienta i zwrócić mu pieniądze za nadmiarowe produkty?
Z prawnego punktu widzenia opisana sytuacja nie jest zwykłym zwrotem konsumenckim, lecz nienależytym wykonaniem usługi w świetle art. 471 Kodeksu cywilnego. To właśnie ten przepis reguluje odszkodowanie za niewykonanie umowy lub jej nienależyte wykonanie.
Z tego powodu koszty dostawy produktów do sklepu nie mogą zostać przeniesione na klienta. W takiej sytuacji rzeczywiście nie obejdzie się bez reklamacji. Należy powołać się w niej na błąd projektowy i żądać od sieci odbioru mebli.
Reklamacja zamiast odsprzedaży – dlaczego nie warto odpuszczać
Niestety, wielu klientów rezygnuje z tej ścieżki. Jedni zawożą elementy do sklepu, inni zaś decydują się na sprzedaż na OLX. Z finansowego punktu widzenia żadna z tych opcji się nie opłaca. Wymagają one bowiem poniesienia dodatkowych kosztów bądź sprzedaży rzeczy ze sporą stratą.










