- Bezprawnik -
- Prawo -
- Klienci McDonald’s twierdzą, że w kanapce znajdowały się serca i flaki. Będzie proces
Klienci McDonald’s twierdzą, że w kanapce znajdowały się serca i flaki. Będzie proces
Konsumenci w Stanach Zjednoczonych poczuli się wprowadzeni w błąd w kwestii McRiba – popularnej kanapki z menu McDonald’s w tym kraju. Tamtejszy sąd analizuje tę sprawę. Praktyki sieci mogą zostać zakwalifikowane jako oszustwo. Okazało się bowiem, że w składzie tej pozycji miały znajdować się produkty, których większość klientów kompletnie się nie spodziewała.
Pozew przeciwko McDonald’s – sprawa McRiba trafi na wokandę
Jak podaje portal Super Biznes, decyzja sądu w Chicago otworzyła kilku gościom restauracji McDonald’s drogę do procesu. Wszystko zaczęło się jeszcze w grudniu 2025 roku, kiedy grupa klientów wytoczyła korporacji proces, zarzucając jej wprowadzanie konsumentów w błąd i zarabianie na ich niewiedzy.
Amerykański wymiar sprawiedliwości potraktował tę kwestię poważnie i sprawa będzie dalej procedowana.
Dlaczego nazwa kanapki McRib wprowadza w błąd?
Problem wziął się z nazwy produktu. W wyrazie „McRib” człon „rib” oznacza w języku angielskim „żeberko”, co zdaniem powodów sugerowało, że kanapka zawiera właśnie tego rodzaju mięso. Miała ona też niestandardowy dla tej sieci podłużny kształt, co wzmacniało takie wrażenie.
Potwierdziły to badania konsumenckie. Okazało się, że 72 proc. kupujących postrzegało kanapkę McRib jako wyrób zawierający w składzie żeberka. Ponad dwie trzecie z nich podejmowało na tej podstawie decyzję o jej zakupie.
Mięso z żeberek czy tanie podroby? Co miało być w McRibie?
Zawartość kanapki miała wyglądać zupełnie inaczej, niż sugerowała nazwa. Konsumenci oskarżają korporację o to, że znajdowały się w niej znacznie tańsze części wieprzowiny, takie jak łopatki, serca, flaki oraz żołądki. W efekcie klienci uznali to za oszustwo.
Koncern McDonald’s uważa jednak takie oskarżenia za bezzasadne. Jego przedstawiciele przyjęli stanowisko, że wiedza o tym, co znajdowało się w McRibie, była powszechnie dostępna, a cała sprawa sieje zbędny zamęt.
Czy wiemy, co jemy w sieciówkach? Skład dań w polskich restauracjach
Mimo że kanapki, o której mowa, nie ma obecnie w stałej ofercie McDonald’s w Polsce, opisany problem obnaża szersze zjawisko: produkty w popularnych sieciówkach potrafią mamić konsumentów nazwą, która nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością.
Choć w restauracjach czy barach nad Wisłą informacje w menu nie muszą obejmować pełnego składu dań (lokale mają obowiązek jedynie informować o wybranych alergenach, takich jak gluten czy mleko), to w przypadku wielkich koncernów fast food – choćby przy jedzeniu w McDonald’s – zawartość posiłku jest często dostępna online lub na życzenie klienta.
Amerykański proces to dla Polaków jasny sygnał: warto zachować ostrożność i sprawdzać, co jemy, bo chwytliwy marketing i efektowny opis produktu potrafią skutecznie uśpić naszą czujność.
Ser seropodobny i margaryna zamiast masła – nie tylko w fast foodach
Przedstawiony problem dotyczy zresztą nie tylko międzynarodowych sieciówek, co potwierdzają wyniki kontroli żywności. W prywatnych pizzeriach w Polsce serem bywa nazywany produkt seropodobny. Rzekomo świeżo wyciskane soki czasami okazują się napojami z koncentratu, a mianem masła określa się margarynę. Na sklepowych półkach bywa podobnie – wystarczy przypomnieć zarzuty, że Rama udaje masło.










