- Bezprawnik -
- Prawo -
- Zostałem zablokowany na publicznym parkingu. Nikt mi nie pomógł – nawet policja
Zostałem zablokowany na publicznym parkingu. Nikt mi nie pomógł – nawet policja
Sytuacja znana wielu kierowcom: wracasz do auta, a wyjazd zastawia inny pojazd, mimo iż zaparkowałeś w pełni legalnie i zgodnie z zasadami. Jak się okazuje, możliwości pomocy i szanse na szybkie załatwienie sprawy są bardzo ograniczone, a w pomoc niespecjalnie chce się zaangażować nawet przejeżdżający kilkadziesiąt metrów obok patrol policji.
Parking przykościelny w dniu festynu, czyli przepis na kłopoty
W sobotnie, wrześniowe popołudnie postanowiłem udać się do znajomego mieszkającego kilka kilometrów za miastem w odwiedziny. Ze względu na brak miejsca przy jego posesji pozostawiłem samochód na znajdującym się dosłownie kilkadziesiąt metrów dalej przykościelnym parkingu. Jak się okazało, była to decyzja kosztująca mnie masę nerwów i straconego czasu.
Festyn z gwiazdą disco polo i sznur samochodów pod bramą
W międzyczasie mignął mi bowiem przed oczyma plakat informujący o okolicznym festynie, na którym pojawi się znana gwiazda muzyki disco polo. Kolejne godziny pokazywały, że będzie to wydarzenie na naprawdę szeroką skalę - w stronę lokalnego boiska sportowego wędrowały setki osób, a na drodze pojawił się długi sznur pojazdów, które koniecznie muszą zaparkować tuż pod bramą obiektu. To jednak niespecjalnie mnie interesowało - miałem w planach jazdę w przeciwnym kierunku.
Zablokowany wyjazd z parkingu o 21:00
Gdy o 21:00 wyszedłem ze spotkania i udałem się do pojazdu, moim oczom ukazał się niezbyt przyjemny widok. Oto przed moim samochodem pojawiły się bowiem dwa inne, zaparkowane samochody, które skutecznie uniemożliwiły wyjazd z parkingu. Po kilkunastu minutach poszukiwania kierowcy - co oczywiście ze względu na tłum przyjezdnych nie zakończyło się sukcesem - przyszła pora na bardziej zdecydowane rozwiązania.
Zgłoszenie na 112 i interwencja policji, która niczego nie załatwiła
Straż miejska w tej lokalizacji nie istnieje, więc jedynym wyborem było wybranie numeru alarmowego 112 - i nie, nie było to bezzasadne wezwanie. Policja przyjęła zgłoszenie, ale po godzinie oczekiwania było pewne, że pora działać na własną rękę. Tak się złożyło, że w okolicy przejeżdżał policyjny furgon, przeznaczony do pilnowania bezpieczeństwa na imprezie. Udało się jednak zatrzymać funkcjonariuszy, ale efekt kilkuminutowej rozmowy przyniósł finał odwrotny do oczekiwanego.
„Możemy spisać pojazd, ale co to Panu da?” – czego odmówili funkcjonariusze
Funkcjonariusze stwierdzili bowiem, że nie mają żadnych możliwości, by mi pomóc. Zanegowali sugestię o wezwanie lawety ("Jak pan sobie wyobraża to, że laweta tam wjedzie i odholuje pojazd?"), ukaranie kierowcy ("Możemy spisać pojazd, ale co to Panu da?") i udanie się na miejsce imprezy, a następnie poinformowanie kierowcy prosto ze sceny ("Nie jesteśmy od tego - w ostateczności możemy spróbować, ale zanim tam się dostaniemy, miną wieki").
I choć właściciel jednego z samochodów pojawił się na miejscu po godzinie (wymiany uprzejmości cytować nie będę), to ta sytuacja wywołała u mnie poczucie potrójnej straty: czasu, nerwów i wiary w to, że służby są w stanie pomóc obywatelowi w potrzebie w każdej sytuacji. I choć nie była to okoliczność wskazująca na zagrożenie życia, to funkcjonariusze byli praktycznie na miejscu, a i tak nikt nie został ukarany.
Zastawienie wyjazdu w świetle przepisów – co mówi Kodeks drogowy
Tymczasem prawo w tej materii jest jednoznaczne. Kodeks drogowy zabrania postoju pojazdu w miejscu utrudniającym wjazd lub wyjazd, w tym do garażu, parkingu czy wnęki postojowej, a także w miejscu utrudniającym dostęp do innego prawidłowo zaparkowanego pojazdu. Warto pamiętać, że samo zastawienie nie jest jeszcze wykroczeniem, dopóki zablokowany kierowca nie zechce faktycznie wyjechać, a do interwencji uprawnionych służb dochodzi tylko wtedy, gdy sytuacja ma miejsce na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu - jeśli parking jest drogą wewnętrzną bez takiego oznakowania, sprawa mocno się komplikuje. Zresztą nawet zwykłe zastawienie bramy wjazdowej na prywatną posesję jest w Polsce osobnym wykroczeniem, za które grozi konkretny, choć symboliczny mandat - co pokazuje, że problem "zastawiania" jest w naszym kraju na tyle powszechny, że doczekał się własnej, odrębnej regulacji.
Holownik, mandat i odszkodowanie od sprawcy blokady
Wówczas mundurowi mają obowiązek wezwać holownik i usunąć blokujący pojazd - w grę wchodzi więc karne odholowanie samochodu na koszt jego właściciela. Sprawcy grozi mandat, a poszkodowany może dochodzić od niego odszkodowania na drodze cywilnej - sprawca ma obowiązek pokryć poniesione straty, np. koszt przejazdu taksówką czy inne utracone korzyści. To jednak rozwiązanie, które jest rzadko wykorzystywane ze względu na konieczność dochodzenia swoich praw drogą sądową.
Naruszenie własności z art. 222 Kodeksu cywilnego – sposób na notorycznie blokujących
Warto wiedzieć, że oprócz zgłoszenia na policję poszkodowany kierowca ma też inne narzędzie prawne do swojej dyspozycji. Na gruncie prawa cywilnego takie zablokowanie dojazdu można bowiem zakwalifikować jako naruszenie własności w rozumieniu art. 222 §2 Kodeksu cywilnego, co daje prawo do żądania przywrócenia stanu zgodnego z prawem oraz zaniechania dalszych naruszeń - a w praktyce oznacza to możliwość skutecznego dochodzenia swoich praw także wtedy, gdy sytuacja się powtarza i dotyczy tego samego, notorycznie źle parkującego kierowcy (np. sąsiada, u którego zastawianie bramy weszło w nawyk).
Czas oczekiwania na policję: teoria swoje, praktyka swoje
Jak jednak widać, teoria swoje, a praktyka swoje. W standardowych przypadkach sama procedura (a więc dojazd patrolu i wezwanie lawety) to 1-2 godziny oczekiwania. A gdy mowa o parkingu na wsi, na dodatek podczas okolicznego festynu, ta sytuacja może odwlekać się w nieskończoność. Tym bardziej, że po odjechaniu z miejsca postoju otrzymałem telefon z lokalnego komisariatu z krótkim komunikatem: "Proszę Pana, takich zgłoszeń mamy ze trzydzieści, proszę nie oczekiwać szybkiego rozwiązania sprawy".
Ja miałem szczęście, bo odjechałem po dwóch godzinach. A inni? Wolę o tym nie myśleć...
zobacz więcej:










