1. Bezprawnik -
  2. Społeczeństwo -
  3. Koniec z darmowym zwiedzaniem? Kolejne europejskie miasta chcą opłaty za wejście do centrum

Koniec z darmowym zwiedzaniem? Kolejne europejskie miasta chcą opłaty za wejście do centrum

Jeszcze niedawno pomysł, że za samo wejście do historycznego centrum miasta trzeba będzie zapłacić, wydawał się rozwiązaniem zarezerwowanym dla parków narodowych, muzeów czy atrakcji turystycznych. Dziś coraz więcej europejskich miast zaczyna jednak zastanawiać się, czy wprowadzenie opłat za dostęp do najbardziej zatłoczonych części miasta nie stanie się sposobem na walkę z masową turystyką.

Masowa turystyka niszczy europejskie starówki

Powód jest prosty: najpopularniejsze europejskie starówki coraz częściej zmagają się z problemem nadmiernej liczby odwiedzających. Tłumy niszczą zabytkową infrastrukturę, zwiększają koszty sprzątania i ochrony, powodują wzrost cen mieszkań oraz wypieranie lokalnych mieszkańców przez krótkoterminowy wynajem. Pojawia się więc pytanie: czy w przyszłości za spacer po historycznym centrum trzeba będzie kupować bilet?

Wenecja jako prekursor zmian. Ile kosztuje wejście do miasta i ile zarobiła?

Najbardziej znanym przykładem miasta, które zdecydowało się pobierać opłatę za sam wstęp do historycznego centrum, jest Wenecja. Bilet wstępu do Wenecji władze miasta wprowadziły jako próbę ograniczenia turystyki jednodniowej, czyli ruchu osób, które przyjeżdżają rano i opuszczają miasto tego samego dnia, generując duże koszty, ale stosunkowo niewielkie wpływy dla lokalnej gospodarki.

Opłata obowiązuje w wybrane dni największego natężenia ruchu turystycznego i dotyczy osób, które nie nocują w Wenecji. W ostatnich edycjach programu wynosiła 5 euro przy wcześniejszej rejestracji oraz 10 euro dla osób zgłaszających przyjazd później. Zwolnieni z niej są m.in. mieszkańcy, osoby pracujące lub uczące się w mieście oraz turyści posiadający nocleg na terenie gminy Wenecja.

Ponad 5 mln euro wpływów i pytanie o skuteczność

Początkowo wiele osób traktowało ten pomysł jako eksperyment. Okazało się jednak, że system przyniósł miastu konkretne wpływy. W jednej z ostatnich edycji władze Wenecji poinformowały o zebraniu ponad 5 mln euro z opłat. Pobrano je od około 650 tys. odwiedzających. Nie oznacza to jednak, że cel został w pełni osiągnięty. Krytycy wskazują, że opłata nie zatrzymała masowej turystyki, a dla wielu odwiedzających dodatkowe 5 czy 10 euro nie jest kwotą, która zmieni decyzję o przyjeździe. Zwolennicy odpowiadają natomiast, że nie chodzi wyłącznie o odstraszanie turystów, ale także o pozyskanie środków na utrzymanie zabytkowej infrastruktury.

Wenecja stała się więc swoistym laboratorium. Inne europejskie miasta obserwują, czy taki model może być sposobem na pogodzenie ochrony zabytków z prawem mieszkańców do normalnego życia.

Europa testuje różne rozwiązania: limity, opłaty i zakazy

Wenecja nie jest jedynym miejscem, gdzie trwa dyskusja o ograniczeniu dostępu do najbardziej popularnych obszarów. W Hiszpanii, Portugalii czy Grecji władze lokalne coraz częściej wprowadzają limity odwiedzających, opłaty za konkretne atrakcje albo ograniczenia dla grup zorganizowanych.

Barcelona i Dubrownik pod presją turystów

Przykładem jest Barcelona, która od lat próbuje ograniczać skutki masowej turystyki. Miasto nie wprowadziło wprawdzie biletu za wejście do całego centrum, ale stosuje różne mechanizmy ograniczające presję turystyczną, m.in. regulacje dotyczące apartamentów krótkoterminowych. Kolejnym krokiem jest astronomiczna opłata dla turystów podróżujących do Barcelony, czyli podwyższony podatek pobytowy.

Podobny problem ma m.in. Dubrownik, gdzie ogromny napływ turystów związany z popularnością zabytkowej starówki doprowadził do wprowadzenia ograniczeń liczby odwiedzających.

Czy opłata za wstęp do centrum pojawi się w Polsce?

Na razie w Polsce nie ma miasta, które pobierałoby opłatę za samo wejście do zabytkowego centrum. Samorządy stosują jednak inne rozwiązania: opłaty parkingowe, strefy ograniczonego ruchu, zakazy wjazdu dla części pojazdów czy opłaty miejscowe, znane szerzej jako opłata klimatyczna w Polsce.

Kraków, Gdańsk i Wrocław mierzą się z tłumami

Największe polskie miasta, takie jak Kraków, Gdańsk, Wrocław czy Warszawa, również mierzą się z problemem tłumów w najbardziej atrakcyjnych turystycznie miejscach.

Przykładowo krakowski Rynek Główny czy okolice Wawelu w sezonie turystycznym są miejscami, gdzie liczba odwiedzających wielokrotnie przewyższa liczbę mieszkańców. Rosną koszty utrzymania przestrzeni publicznej, sprzątania i ochrony zabytków. Właśnie w Krakowie już wcześniej dyskutowano o tym, by wprowadzić podatek od turystów.

Na razie jednak wprowadzenie biletu za wejście do centrum byłoby politycznie bardzo trudne. Historyczne dzielnice są nie tylko atrakcją turystyczną, ale także miejscem pracy, życia i codziennego przemieszczania się mieszkańców.

Argumenty zwolenników: turysta powinien partycypować w kosztach

Zwolennicy takich rozwiązań wskazują, że turystyka generuje ogromne przychody, ale część kosztów ponoszą mieszkańcy.

Miliony odwiedzających oznaczają:

  • większe wydatki na sprzątanie ulic,
  • szybsze niszczenie zabytków,
  • większe koszty transportu miejskiego,
  • konieczność dodatkowej ochrony i infrastruktury.

Ich zdaniem niewielka opłata, np. kilka euro, nie zniechęci osób planujących podróż, a może pomóc finansować ochronę historycznych obszarów.

Przeciwnicy ostrzegają przed „komercjalizacją miast”

Krytycy odpowiadają, że miasto nie powinno być miejscem, do którego dostęp zależy od biletu. Ich zdaniem istnieje ryzyko, że takie rozwiązanie stanie się kolejnym podatkiem od turystyki, a w przyszłości opłaty mogą obejmować coraz większy zakres przestrzeni miejskiej.

Pojawiają się też pytania praktyczne: kto miałby kontrolować wejścia? Czy mieszkańcy musieliby posiadać specjalne identyfikatory? Czy opłata obejmowałaby osoby przyjeżdżające do pracy, szkoły lub lekarza?

Bilet za wejście do miasta: nowy trend czy ostateczność?

Bilet za wejście do miasta może wydawać się dziś rozwiązaniem wyjątkowym, ale rosnąca presja turystyczna sprawia, że podobne pomysły będą prawdopodobnie coraz częściej analizowane. Nie oznacza to jednak, że europejskie miasta masowo zamkną swoje centra i wprowadzą bramki przy wejściach. Bardziej prawdopodobny scenariusz to stopniowe rozszerzanie różnych opłat i ograniczeń: droższe parkowanie, limity dla autokarów, opłaty za wjazd samochodem, ograniczenia obejmujące wynajem krótkoterminowy dla turystów czy bilety na najbardziej oblegane atrakcje.

Jedno jest pewne: era nieograniczonego dostępu do najbardziej popularnych miejsc turystycznych powoli się kończy. Pytanie nie brzmi już tylko, czy miasta będą ograniczać turystykę, ale jak daleko posuną się w poszukiwaniu równowagi między ochroną zabytków, prawami mieszkańców i interesem branży turystycznej.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover