Nic dziwnego, skoro standardowy zestaw kosztuje tyle, ile zapłacimy za dwudaniowy obiad w zwykłej restauracji.
Fast food dalej jest fast, ale tani to on raczej nie jest
Jeszcze niedawno w fast foodach chodziło o szybkość, prostotę i niską cenę. Dziś rachunek za burgera, frytki i napój częściej zbliża się do poziomu, za który można kupić produkty na obiad dla kilku osób. Nie ma się co dziwić, że ruch w lokalach słabnie.
Jak wynika z raportu Proxi.cloud, w typowo wakacyjnym okresie od czerwca do sierpnia 2024 roku, gdy wolimy cieszyć się piękną pogodą niż gotować, lokale gastronomiczne oferujące kanapki i dania z kurczaka straciły ponad 3 proc. odwiedzających w relacji rok do roku, a pizzerie zanotowały spadek klientów o przeszło 10 proc. Mimo że na pierwszy rzut oka zmiany wydają się kosmetyczne, to wcale takie nie są. Analiza składa się wszak z zachowań prawie 3 mln konsumentów w ponad 1,8 tys. lokalach –monitoringiem objęto placówki należące m.in. do sieci McDonald’s, KFC, Burger King, MAX Burgers, Subway, Domino’s Pizza czy Da Grasso.
Trend pokazuje, że fast food pomału przestaje być oczywistym wyborem jako przekąska na spacerze. Nawet agresywny marketing nie jest w stanie przykryć faktu, że relacja ceny do jakości przestała się spinać w obliczu restauracji serwujących w godzinach lunchowych menu w korzystnych stawkach.
Agresywny marketing zamiast dobrego smaku i kilokalorie wbrew rozsądkowi
Sieci barów szybkiej obsługi doskonale wiedzą, jak przyciągać uwagę. Sezonowe powroty znanych kanapek, limitowane edycje i głośne kampanie działają jak impuls. Problem w tym, że pod warstwą emocji wciąż kryje się to samo wysoko przetworzone jedzenie. Bardzo kaloryczne, ciężkie i dalekie od tego, co nazwiemy wartościowym posiłkiem. Nawet jeśli skusimy się na nową ofertę, to ekscytacja nią szybko minie, a pozostanie gorzki posmak zapłaty za coś, co niekoniecznie spełniło pokładaną w tym nadzieję – ceny jak za pełnoprawny obiad, a jakość bliższa nieporywającej przekąsce.
Ceny w McDonald's wcale nie są niskie, wziąwszy pod uwagę, z czym mamy do czynienia. Żeby na moment się najeść, trzeba wydać 30–50 zł na osobę. Cheeseburger z frytkami i colą da nam chwilową przyjemność, ale na dłuższą metę nie wniesie niczego przydatnego i zaraz znów będziemy głodni. Tymczasem w barze mlecznym czy pospolitej restauracji z polską kuchnią za podobne pieniądze zjemy sycący i pożywny „domowy” obiad. W barze mlecznym prawdopodobnie uda się nam zaspokoić głód za połowę albo ewentualnie dwie trzecie tej kwoty.
Pod względem opłacalności fast foody stają się więc coraz mniej atrakcyjne. Oczywiście, pewnie każdy od czasu do czasu ma na nie ochotę i nie ma co tego demonizować. Problem w tym, że fast foody z rodowodem w tanim street foodzie od taniości ostatnio daleko odszedł. Można zaryzykować, że w pewnym sensie miejsca z fast foodem, jak KFC czy McDonald’s, zaczynają być – rzecz jasna w swojej kategorii gastronomicznej – ekskluzywne niemal jak restauracje z gwiazdką Michelina.
Oczywiście nie jest to idealne porównanie, ale dobrze uwidacznia trend. W jednych i drugich jest po prostu drogo. Na regularne jedzenie fast foodów nie każdego dzisiaj stać, podobnie jak nie każdy wyda fortunę na delikatnego fileta z sandacza w maśle klarowanym z dodatkiem skórki cytryny i białego pieprzu, podanego na aksamitnej emulsji z kiszonego ogórka przełamanej nutą estragonu z chrupiącym proszkiem z koperku oraz cienkimi chipsami, przyrządzonego przez pierwszorzędnego kucharza.
Torem podwyżek idą także food trucki. Na pierwszym lepszym zlocie coraz trudniej dobrze zjeść za 30 zł. Cena odzwierciedla koszty prowadzenia biznesu, lecz klienta nie obchodzi, ile składek miesięcznie płaci przedsiębiorca – on chce zjeść tanio i smacznie, a gdy tego nie dostanie, to z oferty ponownie nie skorzysta.
Dostawa do domu może zaszkodzić reputacji restauracji
Zamówienia na wynos i przez aplikacje tylko pogłębiają niechęć do punktów gastronomicznych. Bywa że jedzenie podczas podróży mocno traci na jakości, a wtedy trudno oczekiwać, że klient wróci z entuzjazmem. Potrawy na miejscu zachwycające świeżością w pudełku szybko tracą swój charakter: docierają zimne, rozmoknięte albo zdeformowane.
Restauracja oddaje swój wizerunek w ręce pośredników: algorytmów, ocen gwiazdkowych i anonimowych komentarzy. Jedno nieudane zamówienie może przełożyć się na negatywną opinię, która zostanie w sieci, i będzie zniechęcać. Zniesmaczony klient pewnie nie zacznie raptownie oddzielać winy dostawcy od winy baru, lecz chcąc dać natychmiastowy upust swojej złości uderzy w oba kierunki.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj