- Bezprawnik -
- Moto -
- Strefa Czystego Transportu uderza w biednych, a bogatych nawet nie draśnie. Oto dowody
Strefa Czystego Transportu uderza w biednych, a bogatych nawet nie draśnie. Oto dowody
Strefa Czystego Transportu miała być symbolem nowoczesnego, zielonego miasta. W praktyce coraz częściej staje się symbolem społecznych napięć. Bo choć hasła są szczytne – czystsze powietrze, mniej spalin, lepsza jakość życia – to rachunek za tę transformację wystawiany jest bardzo konkretnym ludziom. I to tym, których na to nie stać.

Strefa Czystego Transportu – Kraków pokazał, czego nie chce społeczeństwo
W Polsce strefy czystego transportu zaczęły realnie funkcjonować przede wszystkim w dużych miastach. Najgłośniejszym przykładem jest Kraków, który jako pierwszy zdecydował się na wdrożenie szerokich ograniczeń wjazdu dla starszych, bardziej emisyjnych pojazdów. Podobne rozwiązania przyjęła Warszawa, a kolejne samorządy analizują możliwość ich wprowadzenia.
Zasada funkcjonowania tych stref jest prosta: do wyznaczonego obszaru miasta – zwykle obejmującego centrum lub dzielnice o największym natężeniu ruchu – mogą wjechać wyłącznie pojazdy spełniające określone normy emisji spalin. Starsze auta z silnikami benzynowymi i diesla, które nie spełniają wymogów, muszą zostać poza strefą albo właściciel musi liczyć się z opłatą. Oczywiście przewidziano wyjątki i okresy przejściowe, jednak kierunek zmian jest jednoznaczny – eliminacja najstarszych samochodów (a docelowo wszystkich samochodów poza pojazdami elektrycznymi) z centrów miast. Co więcej, rząd przyjął nowe zasady dla SCT, które w przyszłości mogą narzucić obowiązek tworzenia stref w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców.
Wprowadzenie tych regulacji nie obyło się bez politycznych turbulencji. Najlepszym przykładem jest prezydent Krakowa, nad którym zawisło widmo referendum odwoławczego. Emocje wokół tematu są ogromne, bo dotykają nie idei, lecz codziennego życia mieszkańców i turystów i uderzają w najczulszy punkt – ich portfele.
Ekologia, która kosztuje głównie najuboższych
Trudno dziwić się społecznym nastrojom. W teorii nowe przepisy mają chronić klimat i poprawiać jakość powietrza. W praktyce jednak uderzają przede wszystkim w osoby o niższych dochodach. Bo czy ktoś, kogo stać na nowy samochód, porusza się 25-letnim, rdzewiejącym autem? Oczywiście, że nie.
Starsze samochody są domeną tych, których nie stać na wymianę pojazdu co kilka lat. Dla wielu rodzin auto to nie luksus, ale narzędzie pracy, sposób dojazdu do lekarza, urzędu czy szkoły. I nie chodzi tu wyłącznie o turystów chcących odwiedzić muzeum w centrum miasta. Chodzi o codzienność – wizytę w ZUS, rozprawę w sądzie, specjalistyczne badania w placówce medycznej czy zwykłe załatwienie spraw urzędowych. Problem ten doskonale pokazuje Strefa Czystego Transportu w Krakowie, gdzie w jej granicach znalazły się szpitale i poradnie specjalistyczne, do których chorzy mogą po prostu nie dojechać.
Owszem, przepisy przewidują wyjątki i zwolnienia, na przykład dla osób z niepełnosprawnościami czy w określonych sytuacjach medycznych. Jednak w praktyce wiążą się one z dodatkowymi formalnościami, koniecznością składania wniosków, rejestracji w systemach czy uzyskiwania zaświadczeń. Dla seniorów albo osób wykluczonych cyfrowo może to być bariera trudna do pokonania.
Efekt jest taki, że osoby najzamożniejsze nawet nie odczują nowych regulacji. Najubożsi natomiast dostają sygnał: jeśli nie stać cię na nowszy samochód, nie wjeżdżaj do miasta albo zapłać. Owszem, można skorzystać z komunikacji publicznej. Bądźmy jednak szczerzy – ta jest zdecydowanie mniej wygodna, a dla wielu osób również niedostępna, ponadto przy większej ilości podróżujących jednym samochodem – wcale nie jest to tańsza alternatywa dla wycieczki samochodem.
Biednym zabiera, a bogatym daje – z tą ideą jest coś nie tak
Robin Hood zabierał bogatym i oddawał biednym. Współczesna polityka klimatyczna w wydaniu niektórych samorządów sprawia wrażenie, jakby ktoś odwrócił tę zasadę. Opłaty za wjazd do miasta dla osób poruszających się pojazdami leciwymi nie sprawią przecież, że osoby o niższych dochodach nagle zgromadzą środki na ekologiczny samochód. To naprawdę absurd, który trudno zrozumieć. Tak więc w efekcie tej „klimatycznej transformacji" ucierpią najubożsi, którzy potrzebują wsparcia, a nie zakazów.
Aby lepiej zobrazować poziom tego absurdu, należy wskazać, że obecnie „ekologiczny" Kraków, wciąż odnotowuje przekroczenia w zakresie jakości powietrza, a Strefa Czystego Transportu już działa (w dodatku solidnie zasila gminną kasę). Jak zresztą wskazała NIK, miasta nadal przegrywają walkę ze spalinami, a brak spójnej strategii transportowej stanowi poważną przeszkodę. Ponadto samochód nowy, również może generować sporo zanieczyszczeń, na przykład poza benzyną, spalając olej (tak, niektóre nowe silniki robią to notorycznie). Faktycznego uzasadnienia klimatycznego więc na próżno szukać – już większy sens miałoby wprowadzenie zakazu poruszania się pojazdami (jakimikolwiek) po określonych miejscach, stosując oczywiście wyjątki – na przykład dla osób niepełnosprawnych.
Transformacja energetyczna i walka o czyste powietrze są potrzebne. Problem polega na tym, że koszty tej transformacji powinny być rozłożone sprawiedliwie. Tymczasem w obecnym kształcie Strefa Czystego Transportu bywa postrzegana jako mechanizm, który premiuje zamożnych, a dodatkowo obciąża tych, którzy i tak liczą każdą złotówkę.
Ekologia nie powinna być przywilejem dla wybranych. Jeśli ma być skuteczna, musi uwzględniać realia społeczne i być może wprowadzać jakieś mechanizmy kompensacyjne dla osób, które utrzymują się z najniższej krajowej. Tak, zarabiając takie kwoty, już kupno i użytkowanie 20-letniego samochodu stanowi wyzwanie.
zobacz więcej:
30.05.2026 20:14, Rafał Chabasiński
30.05.2026 13:15, Miłosz Magrzyk
30.05.2026 11:27, Piotr Janus
30.05.2026 11:11, Rafał Chabasiński
30.05.2026 10:42, Rafał Chabasiński

Minimalna temperatura w szkole jest, maksymalnej nie ma. Tak prawo zostawia dzieci w 30-stopniowych klasach
30.05.2026 9:23, Piotr Janus
30.05.2026 8:25, Piotr Janus
30.05.2026 7:33, Mariusz Lewandowski
30.05.2026 7:17, Jakub Bilski
30.05.2026 6:39, Rafał Chabasiński
30.05.2026 2:34, Mariusz Lewandowski

„U mnie działa” to najdroższe zdanie w biznesie. Jak przestać być domorosłym informatykiem w swojej firmie?
29.05.2026 16:04, Aleksandra Smusz

Skarbówka masowo sprawdza paragony i wykrywa coraz więcej nadużyć. Tych przedsiębiorców kontroluje najczęściej
29.05.2026 15:11, Marek Śmigielski

Lokata w euro 2,5 proc. i limit 150 tys. EUR. Drugiej takiej oferty na polskim rynku raczej nie spotkacie
29.05.2026 14:34, Filip Dąbrowski
29.05.2026 14:26, Joanna Świba
29.05.2026 13:42, Marcin Szermański
29.05.2026 12:59, Joanna Świba
29.05.2026 12:23, Aleksandra Smusz
29.05.2026 11:52, Edyta Wara-Wąsowska
29.05.2026 11:19, Marek Śmigielski
29.05.2026 10:41, Edyta Wara-Wąsowska
29.05.2026 9:47, Mateusz Krakowski
29.05.2026 8:59, Rafał Chabasiński
29.05.2026 8:34, Marcin Szermański
29.05.2026 7:50, Mateusz Krakowski

43 proc. prezesów planuje zwolnienia wśród tej grupy pracowników. Sprawdź, czy się do nich zaliczasz
29.05.2026 7:07, Marek Śmigielski
28.05.2026 21:14, Piotr Janus
28.05.2026 16:02, Marek Śmigielski
























