- Bezprawnik -
- Biznes -
- Chiny mają już 38 proc. unijnego rynku AGD. Polska zostaje w tyle, a UE szykuje nową opłatę
Chiny mają już 38 proc. unijnego rynku AGD. Polska zostaje w tyle, a UE szykuje nową opłatę
Jeszcze kilkanaście lat temu wszyscy śmiali się z chińskich smartfonów, a kilka lat temu — z chińskich samochodów. Dziś liczne marki i producenci z Państwa Środka zalewają swoimi produktami europejskie rynki, ale chińska ekspansja nie kończy się na tych branżach. Chińczycy stają się coraz mocniejszym graczem także w segmencie AGD, niestety kosztem polskich firm.
Polskie AGD słabnie, rośnie import AGD z Chin
„Rzeczpospolita” przytacza niepokojące dane Eurostatu i APPLiA Polska. Według nich od stycznia do lipca 2026 r. włącznie na rynki UE trafiło o 12,1 proc. więcej sprzętu AGD z Chin (ponad 26,5 mln sztuk) niż w analogicznym okresie 2025 r. Jednocześnie spadają dostawy od polskich producentów.
Wyniosły one 9,1 mln sztuk, co oznacza spadek o 0,8 proc. rok do roku. Udział dostaw z Polski w unijnym rynku AGD spadł do 13,2 proc., podczas gdy na import z Chin przypada już ponad 38 proc. W praktyce jest to już niemal trzykrotnie większy kawałek tego samego tortu.
Wartość importu chińskiego AGD przekroczyła 3,2 mld euro
Import chińskiego AGD rośnie nie tylko pod względem ilościowym, ale i wartościowym. Wartość importu wzrosła o 12,9 proc. rok do roku, przekraczając 3,2 mld euro. Dla porównania wartość dostaw z Polski w tym samym czasie spadła o 6,0 proc. i wyniosła ponad 2 mld euro.
CBAM zamiast rezygnacji z ETS — importerzy AGD zapłacą za emisje CO₂
Włodarze UE mają już gotowe rozwiązanie na rosnący import sprzętu AGD z Chin. Nie chodzi jednak o rewizję systemu ETS lub wręcz rezygnację z niego, obniżenie cen energii elektrycznej, a więc i kosztów produkcji, co umożliwiłoby europejskim zakładom obniżenie cen swoich produktów.
Komisja Europejska proponuje rozszerzenie rozporządzenia CBAM (ang. Carbon Border Adjustment Mechanism), czyli unijnego mechanizmu dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji dwutlenku węgla. Jego zadaniem jest ograniczenie przewagi producentów spoza UE, którzy nie ponoszą porównywalnych kosztów związanych z emisją CO₂. Nowe przepisy miałyby objąć również wybrane urządzenia AGD, w których produkcji wykorzystuje się duże ilości stali i aluminium.
Innymi słowy: importerzy niektórych towarów spoza UE — w tym właśnie AGD — będą musieli uwzględniać koszt emisji dwutlenku węgla powstałej podczas ich produkcji.
Czy leci z nami pilot? Zamiast tańszego AGD drożej dla wszystkich
Chodzi o to, żeby sprowadzanie tańszych, ale bardziej emisyjnych produktów nie dawało zagranicznym producentom przewagi nad europejskimi firmami. Szkoda, bo wyjście z ETS mogłoby spowodować, że wkrótce mielibyśmy do wyboru tani sprzęt AGD (i nie tylko AGD) z UE i tani spoza UE, a tak będziemy mieć do wyboru… drogi sprzęt z UE i drogi spoza UE. Nic też nie stoi na przeszkodzie, aby jednocześnie wprowadzić CBAM dla importerów i w jakimś stopniu zrezygnować z ETS, a tym samym zadbać o europejski przemysł i gospodarkę.
Wysokie ceny energii odbierają europejskim producentom konkurencyjność
Zamiast wyrównywać ceny w dół, wyrównujemy je w górę. A przecież europejscy producenci (nawet największe koncerny samochodowe) od dawna apelują, aby obniżyć ceny energii elektrycznej na Starym Kontynencie. Ponoszą oni dodatkowe koszty związane z unijną polityką klimatyczną, zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio, m.in. poprzez ceny prądu i surowców. Muszą je uwzględniać w finalnej cenie produktu, który często staje się mało konkurencyjny wobec odpowiednika wyprodukowanego w Chinach. Nic dziwnego, że rolnicy i przemysł sprzeciwiają się Europejskiemu Zielonemu Ładowi.
Niestety jest, jak jest. Obawiam się, że może być jeszcze gorzej, gdy w życie wejdzie ETS2.
zobacz więcej:










