1. Bezprawnik -
  2. Prawo -
  3. Wesele kosztowało 180 tys. zł, w kopertach było 20 tys. Para chce, żeby goście dopłacili

Wesele kosztowało 180 tys. zł, w kopertach było 20 tys. Para chce, żeby goście dopłacili

Prawie 180 tys. zł za wesele, w tym 150 tys. zł kredytu, i około 20 tys. zł w kopertach. Para młoda, która po przeliczeniu prezentów zobaczyła tę różnicę, zastanawia się teraz, jak „delikatnie” poprosić najbliższych gości o dopłatę po 200-300 zł od pary. Delikatnie się nie da. Prawnie też nie.

Kredyt na wesele, drink bar i koperty, które „nie dowiozły”

Historia pojawiła się w anonimowym wpisie w facebookowej grupie „Pytawka”, w której użytkownicy zadają pytania bez podawania nazwiska. Autorka pisze, że razem z mężem wydali na wesele niemal 180 tys. zł, a żeby to udźwignąć, wzięli kredyt na 150 tys. zł. Lista atrakcji brzmi jak katalog sali z najwyższej półki: piękna sala, poprawiny, drink bar, wiejski stół. Wszystko po to, żeby dzień był idealny.

Rachunek przyszedł później. Para liczyła, że prezenty od gości pokryją przynajmniej większość kosztu „talerzyka” i atrakcji. Pokryły mniej więcej jedną dziewiątą wydatków. „Obecnie wyszło na to, że zrobiliśmy ludziom imprezę życia za własne (i banku) pieniądze, a zostaliśmy z ogromnym długiem”, czytamy we wpisie. Pomysł na wyjście z sytuacji? Wiadomość do najbliższych z prośbą o dopłatę, bo, jak argumentuje autorka, każdy przecież wie, ile dziś kosztuje wesele.

Anonimowych wpisów z takich grup nie da się zweryfikować i część z nich to zwykłe prowokacje pisane pod zasięgi. Tyle że ten akurat trafia w bardzo realny problem: przekonanie, że wesele ma się „zwrócić”, a goście są czymś w rodzaju klientów, którzy płacą za wejście.

Koperta weselna to darowizna, nie opłata za talerzyk

Z punktu widzenia prawa sprawa jest prosta. Pieniądze w kopercie to darowizna w rozumieniu art. 888 Kodeksu cywilnego, czyli świadczenie nieodpłatne, kosztem majątku darczyńcy. Gość, który przyjmuje zaproszenie, nie zawiera z parą młodą umowy o usługę gastronomiczną z ceną za osobę. Nie ma tu żadnej kwoty minimalnej, cennika ani regulaminu, a sama wysokość prezentu zależy wyłącznie od dobrej woli darczyńcy.

W efekcie nie istnieje żadne roszczenie o „dopłatę”. Nie da się go dochodzić ani wezwaniem, ani pozwem. Prawnicy spierają się czasem o to, czy można żądać pieniędzy od kogoś, kto potwierdził obecność i się nie pojawił, o czym pisaliśmy przy okazji tematu, jakim jest wezwanie do zapłaty za miejsce na weselu. Ale gość, który przyszedł, zjadł, zatańczył i zostawił kopertę, swoje zrobił w całości. Nawet jeśli w kopercie było 200 zł, a nie 800 zł.

Jest w tym zresztą pewna ironia. Kodeks cywilny przewiduje możliwość odwołania darowizny, ale przysługuje ona darczyńcy, a nie obdarowanemu, i to dopiero w razie rażącej niewdzięczności (art. 898 k.c.). Przepisy chronią więc tego, kto daje, a nie tego, komu dano za mało. Jeden SMS z prośbą o dopłatę raczej nie spełni tej przesłanki, ale dobrze pokazuje, po której stronie stoi logika prawa.

„Talerzyk” to umowa z salą, nie z gośćmi

Koszt talerzyka to kwota, którą para młoda zobowiązała się zapłacić restauracji. Goście nie byli stroną tej umowy, nie negocjowali menu, nie wybierali drink baru i nie podpisywali aneksu o poprawinach. Trudno więc przerzucać na nich decyzje, które zapadły bez ich udziału. A że sale weselne potrafią doliczać do rachunku pozycje, o których nikt wcześniej nie myślał, to już osobny problem, który należało rozwiązać na etapie podpisywania umowy z obiektem.

Dopłata od gości nie uratuje budżetu, a może zrujnować relacje

Nawet gdyby wszyscy adresaci wiadomości posłusznie przelali po 300 zł, matematyka nie wygląda dobrze. Przy założeniu, że prośba trafi do kilkudziesięciu par, para młoda odzyska kilkanaście tysięcy złotych. To ułamek kredytu, który i tak trzeba będzie spłacać przez lata. Zysk niewielki, a koszt towarzyski ogromny: część rodziny i znajomych zapamięta wesele właśnie po tej wiadomości, a nie po wiejskim stole.

Warto też pamiętać, kto siedzi po drugiej stronie. Udział w weselu to dla gości wydatek, który rośnie z roku na rok: prezent, strój, dojazd, często nocleg i opiekunka do dzieci. Nie bez powodu Polacy coraz częściej nie chodzą na wesela, tłumacząc się brakiem pieniędzy na prezenty. A organizatorzy wcale nie mają lżej, bo wesele będzie kosztować jeszcze więcej z powodów, na które ani para, ani goście nie mają wpływu.

Moim zdaniem właśnie tu leży sedno. Para z wpisu nie jest wyjątkiem, tylko ofiarą obyczaju, w którym wesele traktuje się jak inwestycję o zakładanej stopie zwrotu. Kto planuje imprezę za 180 tys. zł na kredyt, licząc, że koperty ją sfinansują, gra w kasynie, w którym stawki ustalają inni ludzie. Przegrana boli, ale obciążanie nią gości to już przesada.

Fiskus też zagląda do kopert. Kiedy prezent z wesela trzeba zgłosić

Skoro koperty to darowizny, obowiązują przy nich przepisy ustawy o podatku od spadków i darowizn. Przy prezentach od dalszych znajomych i przyjaciół (III grupa podatkowa) kwota wolna od podatku wynosi 5 733 zł od jednej osoby w ciągu pięciu lat, więc typowa koperta weselna nie rodzi żadnych obowiązków. Najbliższa rodzina, czyli m.in. rodzice, dziadkowie i rodzeństwo, korzysta ze zwolnienia, ale przy większych kwotach (powyżej 36 120 zł od jednej osoby) trzeba zgłosić darowiznę urzędowi skarbowemu na formularzu SD-Z2 w ciągu sześciu miesięcy. Pieniądze muszą przy tym trafić na rachunek bankowy, a gotówka w kopercie od rodziców do tego warunku nie wystarczy. Na „dopłatach” po 200-300 zł skarbówka oczywiście nie zarobi, ale przy hojnych rodzicach warto o tym pamiętać.

Kredyt po weselu. Co realnie można zrobić z długiem

Zamiast obdzwaniać gości, para powinna zająć się tym, co naprawdę ma znaczenie, czyli kredytem. Kilka rozsądnych kroków:

  • rozmowa z bankiem, zanim pojawi się pierwsza zaległość, bo wydłużenie okresu spłaty lub zmiana harmonogramu jest dużo łatwiejsza do wynegocjowania przy czystej historii,
  • policzenie realnego budżetu domowego z ratą na kilka lat do przodu, a nie na najbliższy miesiąc,
  • trzymanie się z daleka od chwilówek i pożyczek „na spłatę raty”, które tylko przesuwają problem i go pogłębiają,
  • sprzedaż rzeczy, które zostały po weselu i mają wartość rynkową, od dekoracji po niewykorzystany alkohol, jeśli sala pozwoliła go zabrać.

Wiele osób wpada w panikę, gdy scoring BIK spadł o kilka punktów, choć zwykle to nic groźnego. Prawdziwy kłopot zaczyna się dopiero przy opóźnieniach w spłacie rat, bo te zostają w historii kredytowej na długo i potrafią zablokować choćby kredyt hipoteczny. A ten para, która właśnie wkroczyła w małżeństwo, prędzej czy później może chcieć wziąć.

Wesele za 180 tys. zł to decyzja dwojga dorosłych ludzi, którzy podpisali umowę kredytową. Goście dostali zaproszenie, a nie fakturę. I tak powinno zostać.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover