Jak to się dzieje, że mężczyzna z przeszłością bierze drugi ślub kościelny i jest to całkowicie normalne?

Rodzina dołącz do dyskusji (37) 22.07.2020
Jak to się dzieje, że mężczyzna z przeszłością bierze drugi ślub kościelny i jest to całkowicie normalne?

Justyna Bieniek

Jak to się stało, że ojciec trójki dzieci po ponad 20 latach małżeństwa, bierze drugi ślub kościelny i nikt nie widzi w tym problemu?

Jak znowu mieć czystą kartę w kościele?

Od jakiegoś czasu opinię publiczną rozgrzewa ten dość kontrowersyjny kazus, mężczyzny po przejściach i kobiety z przeszłością. Przypadek jakich wiele, jedyna różnica to stopień popularności. Kiedy po wielu latach przestały nas dziwić rozwody cywilne — te, jak mało co uczą o pożyciu małżeńskim — pora na zgłębienie innej, dość enigmatycznej procedury. Ta, choć w świetle przepisów kościoła dość standardowa, dla społeczeństwa jest nadal bulwersująca. W końcu zaprzecza nie tyle „żyli długo i szczęśliwie”, ile „co bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela” (przynajmniej tak to wygląda z boku). Dla osób, które wierzą w moc przysięgi, procedura stwierdzenia nieważności małżeństwa jest trochę pstryczkiem w nos, bo skoro można zadać jej kłam, to czy nadal jest ona coś warta? Idąc dalej, czy w takim razie jest w tym świecie coś, co jest cokolwiek warte?

Nowa droga życiowa, kto powiedział, że może być tylko raz?

Rozwód kościelny sformułowanie, które utarło się w społeczeństwie. Oczywiście puryście pojęć prawnych rozpiszą się w komentarzach na temat jego niepoprawności, ale nie da się zaprzeczyć, że to właśnie ten termin jest zrozumiały dla szerokiego grona. I właśnie za jego sprawą, niektórzy mogą wziąć drugi ślub kościelny. Oficjalnie procedura określana jest jako stwierdzenie nieważności małżeństwa. Jej istotą jest sprawdzenie, czy małżeństwo zostało ważnie zawarte. Ok, dla przeciętnej osoby może być to dość trudne do zrozumienia. Zwykle w takich małżeństwach rodzą się dzieci, jest wspólne pożycie i miłość. I jakoś tak dziwnie się składa, że nikt nie chce udowadniać, że jego małżeństwo jest nieważne dopóki nie rozwiedzie się w sądzie. Może też dlatego mamy jako społeczeństwo do tego dość powściągliwy stosunek. Kończy się miłość, kończy się też sakrament.

Powody unieważnienia małżeństwa kościelnego

Jeżeli zagłębimy się w przesłanki sformułowane przez prawo kanoniczne, dostrzeżemy jednak dość sensowne powody, które mają wpływ na stwierdzenie nieważności. Niektóre są dość oczywiste: nieletniość, pozostawanie w innym związku małżeńskim, niemoc płciowa, przyjęte święcenia, zawarcie małżeństwa pod wpływem groźby, pokrewieństwo, powinowactwo lub braki formalne przy udzielaniu sakramentu. Są one też stosunkowo rzadkie.

Te które występują częściej, wymagają również większej dozy wyobraźni i zrozumienia. Kościół określa jej jako wady zgody małżeńskiej. Operując bardziej przykładowo, zaliczymy do nich tak popularną niezdolność natury psychicznej do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich. Tu przykłady można mnożyć: alkoholizm, choroba psychiczna, zaburzenia osobowości, uzależnienie od rodziców, seksoholizm, uzależnienie od pornografii. Znajdziemy tu również przypadki narkomanii, alkoholizmu, erotomanii oraz inne zaburzenia psychiczne.

Obok niezdolności, stwierdzenie nieważności może zapewnić nam również wykluczenia jednego z istotnych przymiotów lub elementów małżeństwa (jedność, nierozerwalność, zrodzenie i wychowanie potomstwa), zawarcie małżeństwa pod warunkiem, przymusem lub ze strachu. Tu powodów możemy szukać np. we wpadce i namowach rodziców lub przyszłej małżonki na ślub. Są również okoliczności pozbawienia używania rozumu, braku rozeznania co do istotnych praw i obowiązków małżeńskich, symulacja oraz użycie podstępu przy skłonieniu drugiej osoby do sakramentu.

Drugi ślub kościelny

Żyjemy w kraju, w którym rocznie zawieranych jest ok. 120 tysięcy małżeństw kościelnych, dla porównania samych cywilnych jest ok. 80 tysięcy. Jedna trzecia kończy się rozwodem. Co roku do sądów kościelnych trafia ok. 5 tysięcy wniosków o stwierdzenie nieważności, z czego „pozytywnym” wynikiem kończy się ok. 70 procent. Czy w tych liczbach jest coś złego? Absolutnie nie, w końcu wszystko jest zgodnie z prawem.