1. Bezprawnik -
  2. Prawo -
  3. NSA o influencerze Crawlym: jego pranki mogły zdradzać, jak działają polskie służby

NSA o influencerze Crawlym: jego pranki mogły zdradzać, jak działają polskie służby

Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną Vladyslava O., znanego w sieci jako „Crawly". To ostateczne potwierdzenie, że decyzja o wydaleniu patoinfluencera z Polski i dziesięcioletnim zakazie wjazdu do strefy Schengen była zgodna z prawem. NSA po zapoznaniu się z niejawnymi materiałami ABW uznał, że obawa prowadzenia przez niego działalności szpiegowskiej została wykazana wystarczająco. Sprawa człowieka, który czołgał się w zielonym stroju po galeriach handlowych, kończy się więc wnioskiem znacznie poważniejszym niż sam jej bohater.

Mariusz Lewandowski10.08.2026 22:05
Prawo

NSA kończy sprawę Crawly'ego. Skarga kasacyjna oddalona

Historia Vladyslava O. wydawała się początkowo jedynie kolejnym przejawem internetowej patologii. Mężczyzna zdobył rozpoznawalność nagraniami, na których w charakterystycznym zielonym kostiumie poruszał się na czworakach po warszawskich centrach handlowych, zaczepiał przypadkowych ludzi i prowokował zajścia zakłócające porządek publiczny. Wszystko było rejestrowane i wrzucane do mediów społecznościowych, bo zasięgi przekładają się na pieniądze.

Państwo polskie potraktowało jednak te wygłupy dużo poważniej niż przeciętny widz. Jak wynika z komunikatu Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, 14 listopada 2024 r. Szef ABW wystąpił do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z wnioskiem o zobowiązanie cudzoziemca do powrotu. Podstawą nie były bynajmniej same prowokacje w galeriach, lecz obawa, że mężczyzna może prowadzić na terytorium Polski działalność szpiegowską. Minister po analizie materiałów wydał decyzję o zobowiązaniu do powrotu oraz o dziesięcioletnim zakazie ponownego wjazdu do Polski i pozostałych państw strefy Schengen. Decyzja podlegała natychmiastowemu, przymusowemu wykonaniu. Faktycznie już pod koniec listopada 2024 r. Crawly został zatrzymany przez policję i przekazany Straży Granicznej.

Vladyslav O. skorzystał z przysługujących mu środków prawnych. Najpierw jego skargę oddalił Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, a teraz kropkę nad i postawił NSA. Co istotne, oba sądy miały wgląd w niejawny materiał przedstawiony przez ABW. Według komunikatu Agencji NSA stwierdził po jego analizie, że „nie znalazł żadnych podstaw do zanegowania stanowiska Sądu wojewódzkiego".

Dlaczego pranki w galerii mogą być problemem dla bezpieczeństwa państwa

Kluczowa dla całej sprawy jest podstawa prawna, czyli art. 329a ustawy o cudzoziemcach. Przepis pozwala na wydanie decyzji o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu, gdy istnieje obawa, że może on prowadzić działalność szpiegowską lub terrorystyczną. Nie wymaga przy tym udowodnienia popełnienia przestępstwa. Wystarczy uzasadniona obawa, a jej ocena należy do właściwych organów. Warto przy tym pamiętać, że samo szpiegostwo jako przestępstwo z art. 130 kodeksu karnego to zupełnie inna, karna ścieżka, na której trzeba już udowodnić winę. Tryb administracyjny działa szybciej i prewencyjnie.

W uzasadnieniu przytoczonym w komunikacie ABW sąd odniósł się wprost do zachowania influencera. Jak stwierdził NSA, „nie powinno zatem dziwić, że cudzoziemiec, który na terytorium RP naruszał porządek publiczny, a swoje czyny dodatkowo utrwalał i upubliczniał w mediach społecznościowych, znalazł się pod obserwacją służb".

Najciekawszy prawniczo jest jednak fragment dotyczący samego mechanizmu publikowania prowokacji. W ocenie NSA, cytowanej w komunikacie Agencji, nagrywanie zaaranżowanych zdarzeń naruszających porządek publiczny i ich upublicznianie w sieci może odpowiadać dyspozycji art. 329a ustawy o cudzoziemcach, ponieważ „może pokazywać użyte siły, środki, sposób i czas reakcji służb porządkowych".

Sąd nie zbadał humoru, tylko ryzyko

To rozumowanie zasługuje na chwilę uwagi, bo wykracza daleko poza przypadek jednego przebierańca. Każda sfilmowana prowokacja w miejscu publicznym pokazuje, ile czasu zajmuje przyjazd patrolu, ilu funkcjonariuszy się pojawia i jak działają. Systematyczne wywoływanie takich sytuacji i publikowanie nagrań tworzy w praktyce ogólnodostępną bazę wiedzy o reakcjach polskich służb. Czy Vladyslav O. robił to celowo na czyjeś zlecenie, tego z jawnej części uzasadnienia się nie dowiemy. Sądy oceniły niejawne materiały ABW i uznały obawę służb za wykazaną, a to w tym trybie wystarcza.

Kontrola sądowa zadziałała, choć cudzoziemiec przegrał

Z konsumencko-obywatelskiego punktu widzenia warto odnotować jedną rzecz. Wbrew pojawiającym się czasem komentarzom, decyzja o wydaleniu nie zapadła arbitralnie i bez żadnej kontroli. Vladyslav O. przeszedł pełną ścieżkę odwoławczą, a jego sprawę badały dwa niezależne sądy administracyjne, w tym z dostępem do materiałów niejawnych. To standardowy w państwach demokratycznych model równoważenia bezpieczeństwa państwa i praw jednostki. Cudzoziemiec nie pozna szczegółów zgromadzonych przeciwko niemu informacji, ale sąd sprawdza za niego, czy służby nie działały na wyrost. Tutaj, jak wskazuje ABW, NSA przywołał ocenę, że obawa działalności szpiegowskiej została „w sposób wystarczający wykazana", a bezpieczeństwo państwa wymaga w takich sprawach reakcji stanowczej i niezwłocznej.

Nie tylko Crawly. Państwo coraz częściej sięga po zakazy wjazdu

Sprawa zielonego gnoma z warszawskich galerii wpisuje się w szerszy trend. ABW przypomina w swoim komunikacie dwa inne głośne przypadki. W maju 2026 r. ukraiński influencer Andrij G. wjechał sportowym autem na zamkniętą drogę w Tatrzańskim Parku Narodowym i pochwalił się tym w sieci, a cała historia zakończyła się pięcioletnim zakazem wjazdu do strefy Schengen. O kulisach tej sprawy, w tym o zaskakująco niskim mandacie, pisaliśmy szerzej w tekście o tym, czym skończyło się wypędzenie z Polski za wjazd nad Morskie Oko. Z kolei 57-letni obywatel Ukrainy, który nielegalnie wyłowił dużego suma z jeziorka Balaton na warszawskim Gocławiu, usłyszał zarzuty, a Straż Graniczna orzekła wobec niego przymusowy powrót i pięcioletni zakaz wjazdu.

Prawo daje tu organom naprawdę szerokie możliwości. Unijne i krajowe przepisy pozwalają na deportacje zagranicznych przestępców nawet wtedy, gdy istnieją dopiero poważne podstawy, by sądzić, że dana osoba zamierza popełnić poważne przestępstwo. Wyrok NSA w sprawie Crawly'ego pokazuje, że sądy administracyjne nie zamierzają tej praktyki blokować, o ile służby potrafią swoje obawy udokumentować.

Polskich patostreamerów deportować się nie da

Na koniec uczciwie trzeba przyznać, że tryb z ustawy o cudzoziemcach ma jedno oczywiste ograniczenie. Działa wyłącznie wobec obcokrajowców. Rodzimi twórcy podobnych treści mogą odpowiadać jedynie na zasadach ogólnych, za konkretne przestępstwa i wykroczenia, a prowadzona od lat walka z patostreamami za pomocą zmian w prawie karnym wciąż nie przyniosła przełomu. Dla cudzoziemców lekcja z wyroku NSA jest za to prosta. Zasięgi nie chronią przed prawem, a filmowanie własnych wybryków to najkrótsza droga do tego, by służby zaczęły się nimi interesować zawodowo.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover