1. Bezprawnik -
  2. Biznes -
  3. Rabat 65% na wymarzoną sofę okazał się pułapką. Tak działają fałszywe sklepy internetowe

Rabat 65% na wymarzoną sofę okazał się pułapką. Tak działają fałszywe sklepy internetowe

Szukasz mebli do remontowanego mieszkania i nagle wyskakuje ci reklama wymarzonej sofy na godnej zaufania stronie od największych firm technologicznych świata. Nie możesz nie kliknąć i sprawdzić tej niesamowitej oferty z przeceną 65%, bo w końcu "końcówka serii" czy "wyprzedaż modelu". Wchodzisz na stronę i wszystko się zgadza. Widzisz logo dużej sieci sklepów meblowych, na górze wyświetla się zegar pokazujący, jak niewiele czasu zostało do końca promocji i wybierasz "dodaj do koszyka".

Piotr Janus18.07.2026 13:23
Biznes

Nagle przypadkiem zauważasz, że jesteś na stronie o dziwnym adresie, który nie ma nic wspólnego z marką, którą rzekomo kupujesz. Kiedy szukasz danych kontaktowych, okazuje się, że firma nigdzie nie podaje adresu.

Bez dalszego zwlekania zamykasz stronę. Brawo, właśnie uratowałeś się od zostania ofiarą oszustwa.

Oszuści zawsze znajdą nowy sposób. Od fałszywych sklepów po deepfake'i z celebrytami

Problem w tym, że oszuści zawsze znajdą nowy sposób. Uwagę na fałszywe sklepy internetowe warto zachować tym bardziej, że skala zjawiska bywa ogromna — jedna para oszustów potrafiła wyłudzić w ten sposób ponad milion złotych od blisko tysiąca osób. W ostatnich miesiącach głośno było też o sprawie, w której to na portalach Facebook oraz Instagram pojawiały się reklamy wygenerowane przez AI, gdzie znane postacie promowały fałszywe oferty finansowe. Meta, właściciel obu platform, umyła od sprawy ręce. Jedna z ofiar oszustów, którzy wykorzystywali jej wizerunek, podała jednak spółkę do sądu — i jak się okazuje, Rafał Brzoska wygrywa z Metą kolejne starcia, a Sąd Apelacyjny w Warszawie przyznał mu rację w pierwszej batalii.

To oczywiście nie jedyne przykłady. Sytuacje, w których złodzieje podszywają się pod bank, stały się tak uciążliwe i skuteczne, że banki wprowadziły weryfikację konsultantów w swoich aplikacjach. Ale zanim technologia nas obroni, najlepszą tarczą wciąż będzie zwykła ostrożność i zdrowy rozsądek.

Na szczęście są rzeczy, które można zrobić samemu, aby mieć pewność, że ktoś nie chce nas oszukać.

Gdzie szukać znaków ostrzegawczych?

Podejrzany adres strony i brak danych kontaktowych

Po pierwsze, adres strony nie pasuje do marki lub firmy, której produkt rzekomo sprzedaje. Zamiast oficjalnej domeny widzisz literówkę, albo dziwną końcówkę adresu. Wszelkie końcówki inne niż .pl czy .com powinny budzić twoją czujność.

Po drugie, nie da się w łatwy sposób znaleźć danych kontaktowych firmy. Firma ukrywa adres, NIP i inne dane identyfikacyjne, a jedyny kontakt to formularz.

Po trzecie, nawet w formalnych dokumentach jak Polityka Prywatności, wbrew prawu, nie są podawane dane adresowe firmy.

Presja czasowa i rabaty zbyt piękne, by były prawdziwe

Kluczowe jest też tworzenie presji czasowej i ryzyka utraty wielkiej okazji. Sprawdź stronę dwa razy, jeśli cena wydaje się zwyczajnie zbyt piękna, aby była prawdziwa. Rabat 65% na topowy produkt właściwie się nie zdarza, nawet jeśli to "końcówka serii" — oszustwo na obniżkach to zresztą praktyka, z którą zmagają się nawet legalnie działające sieci handlowe, a co dopiero strony stworzone wyłącznie po to, by wyłudzać pieniądze. Tak samo podejrzliwość musi budzić zegar odliczający sekundy czy krzykliwe hasło "ostatnie trzy sztuki". Ma to wywrzeć presję, abyś szybko podjął decyzję zakupową.

Jak sprawdzić sklep, zanim zapłacisz?

Wpisz nazwę marki w wyszukiwarkę i wejdź na oficjalną stronę, zamiast klikać w link z reklamy. Jeśli promocja jest prawdziwa, to będzie dostępna również na stronie oficjalnej. Jeśli strona budzi wątpliwości, ale ma podany numer NIP, możesz go sprawdzić na rządowych stronach z informacjami o firmach.

A jeśli już dałeś się nabrać?

Nie panikuj i nie zwlekaj. Jeśli zapłaciłeś własną kartą, od razu zadzwoń do banku, aby pomogli cofnąć przelew, lub zgłosić go do właściwych instytucji. Możesz również zastrzec kartę i pozmieniać hasła, na wypadek gdyby gdzieś podszywano się pod stronę, na której masz konto.

Jeśli straciłeś pieniądze, to zgłoś sprawę na policję. Nie ma powodu do wstydu. Na te oszustwa każdego dnia nabierają się setki osób.

Jedno zgłoszenie chroni tysiące osób

Możesz też zrobić coś więcej niż uratować samego siebie. Podejrzaną wiadomość SMS wystarczy przekazać na numer 8080 — to nowy numer CERT do weryfikacji podejrzanych wiadomości — a fałszywą stronę zgłosić przez formularz na incydent.cert.pl. Każde zgłoszenie trafia do CERT Polska i ląduje na liście, którą operatorzy blokują w całej sieci. Dzięki jednemu kliknięciu chronisz nie tylko siebie, ale i wszystkich, którzy trafiliby na tę samą sofę po tej samej "okazyjnej" cenie.

Oszuści liczą na twój pośpiech i emocje

Wszystkie te oszustwa, choć różne, łączy jedno. Liczą na twój pośpiech i emocje. Na ekscytację wyjątkową okazją, albo chwilę nieuwagi przy szybkich zakupach. Żadna prawdziwa oferta nie zniknie przez te 5 minut, które poświęcisz na sprawdzenie sprzedawcy. Jeśli ktoś próbuje cię popędzić, to najlepszy znak, że należy się na chwilę zatrzymać.

Internet nie jest groźniejszy niż ruchliwa ulica, po prostu trzeba się rozejrzeć, zanim się wejdzie. W najgorszym razie stracisz wymarzoną sofę, ale nie stracisz nic więcej.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover