- Bezprawnik -
- Finanse -
- „0% prowizji” w kantorze? Kantor i tak na tobie zarobi, tylko w kursie
„0% prowizji” w kantorze? Kantor i tak na tobie zarobi, tylko w kursie
Pakujesz walizkę, planujesz wypad do Rzymu albo polujesz na okazje w sieci? Radość może jednak zgasnąć przez chwilę roztargnienia przy wymianie pieniędzy. W turystycznych zakątkach czai się mnóstwo pułapek. Przebiegłe kantory tylko czekają na pośpiech wczasowiczów. Zamiast płacić frycowe za niewiedzę, warto zainwestować czas w rozpoznanie tematu.
Kantory na lotniskach i w hotelach grają na pośpiechu turystów
W pogoni za zyskiem kantory stosują sprytne sztuczki, które potrafią boleśnie uderzyć klienta po kieszeni. Kantory tuż przy bramkach na lotniskach, w hotelach czy w sercach turystycznych atrakcji doskonale wiedzą, że klient bywa zmęczony i śpieszy się na pociąg lub samolot. Wykorzystują to i oferują dramatycznie gorsze kursy. Do tego dochodzi presja przy okienku: szybkie przesuwanie gotówki bez chwili na spokojne przeliczenie stawki.
Swego czasu Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów postanowił obnażyć manipulacje kantorów, biorąc na swój radar dwie popularne i rozpoznawalne marki: Interchange i Money Exchange. Choć od tamtej pory upłynęło już kilka lat, stare nawyki wciąż trzymają się mocno i regularnie wypływają u różnych mniej lub bardziej znanych przedsiębiorców.
Najczęstsze sztuczki kantorów przy wymianie walut
Przynęta na szyldzie i mylące tablice kursów
Znasz to uczucie, gdy widzisz przed wejściem do kantoru superatrakcyjny kurs, a na miejscu musisz rozróżniać kurs detaliczny od hurtowego? To klasyczna przynęta! Często atrakcyjny kurs z wielkiego baneru dotyczy wyłącznie wyższych kwot (np. ponad 5000 euro) albo drobnym druczkiem ukryto informację, że to stawka… nie dla każdej waluty. Niektóre punkty celowo zamieniają też miejscami kolumny „Kupno” i „Sprzedaż”.
Hasło „0% prowizji” bez pokrycia
Widzisz kuszący napis „0% prowizji”? Rzeczywiście brzmi świetnie, ale nie daj się zwieść. Kantor nie dokłada do interesu.
Hasło „0% prowizji” to zręczny unik – kantor po prostu zaszywa swój apetyt na zysk w kursie, pompując cenę na tablicy np. z 4,30 do 4,45 zł. Zarabia, oferując mniej korzystny kurs (podnosi cenę sprzedaży waluty lub obniża cenę skupu).
Wysoki spread, czyli fatalny kurs przy odsprzedaży
Kolejny chwyt to rozciąganie różnicy między kupnem a sprzedażą (tzw. spreadu) do absurdalnych rozmiarów. Standardowo kantor zarabia na różnicy kilku czy kilkunastu groszy w przypadku głównych walut, jak euro czy dolar amerykański. Przy egzotycznych walutach – tajskich batach czy marokańskich dirhamach – spread potrafi mocno spuchnąć. Kantory zabezpieczają się w ten sposób przed walutowym leżakowaniem – im trudniej pozbyć się waluty, tym wyższą cenę wystawiają za jej obsługę.
Cwany kantor wystawi atrakcyjny kurs sprzedaży euro oraz dolara, żeby dobrze się zareklamować i przyciągnąć ludzi, ale za to cenę skupu zetnie do progu, przy którym oddajesz walutę niemal za bezcen. Może też pójść w drugą stronę. Korzystnie dla klienta wyśrubuje kurs skupu, żeby zwabić każdego, kto chce szybko pozbyć się gotówki w zagranicznej walucie. Za to przy sprzedaży marża wyrwie cię z butów.
Na czym to się opiera? Na lenistwie. Tacy właściciele kantorów doskonale wiedzą, że nie będzie ci się chciało biegać po całym mieście tylko po to, żeby w jednym miejscu sprzedać walutę, a w drugim kupić. Nierzadko wolimy załatwić wszystko przy jednym okienku, nawet jeśli trochę na tym stracimy.
Kwota na tablicy to niekoniecznie kurs, po którym wymienisz walutę
Zdarza się, że kantor wystawia kwotę, która ma przyciągnąć wzrok, ale nie jest to cena, po której możesz dokonać wymiany, a jedynie punkt odniesienia (np. kurs średni). Dopiero podczas transakcji kantor stosuje właściwy kurs kupna lub sprzedaży, wyliczany przez doliczenie marży.
Kantory internetowe jako tańsza alternatywa
Tymczasem rynek coraz śmielej przejmują kantory internetowe. Brak kosztownych lokali pozwala im zaoferować korzystniejsze kursy walut z minimalnym spreadem. Wymiana odbywa się przez całą dobę z poziomu telefonu, bez stania w kolejkach i ryzyka związanego z noszeniem przy sobie gotówki.
DCC, czyli przewalutowanie w terminalu za granicą
Kupujesz coś za granicą, płacisz polską kartą, a terminal pyta, czy chcesz zapłacić w złotych, czy w lokalnej walucie?
DCC (ang. Dynamic Currency Conversion) to mechanizm, w którym terminal lub bankomat za granicą proponuje przewalutowanie płatności. Dzięki temu nie musisz samodzielnie przeliczać kursu w pamięci, ale na dłuższą metę ta usługa nie jest opłacalna dla klienta.
Zgoda na DCC – przewalutowanie po kursie operatora – uprawnia go do naliczenia marży, która podbije koszt nawet o kilkanaście procent. Dlatego zanim wyjedziesz, warto sprawdzić, jak najlepiej płacić za granicą.
Sztuczki kantorów: oszustwo czy chłodna logika biznesowa?
Czy wszystkie opisane zagrywki to oszustwo? Nie. Z perspektywy właściciela kantoru to po prostu chłodna logika biznesowa. Wysoki spread to w gruncie rzeczy opłata za wygodę i dostępność tu i teraz – dokładnie tak jak absurdalnie wysoka opłata za wodę w restauracji. Działanie na granicy etyki? Być może. Jednak w oczach przedsiębiorcy to zwykła optymalizacja. Dla klientów to zaś lekcja, że za pośpiech płaci się najwyższy rachunek.
zobacz więcej:










