1. Bezprawnik -
  2. Energetyka -
  3. To nie jest najgorętsze lato twojego życia. Będzie znacznie gorzej, a Polska nie ma nic w zanadrzu

To nie jest najgorętsze lato twojego życia. Będzie znacznie gorzej, a Polska nie ma nic w zanadrzu

Termometry w Polsce pokazały w tym sezonie 40,5 stopnia Celsjusza w cieniu, a Francja policzyła już ofiary śmiertelne czerwcowej fali upałów. Jakub Wiech, dziennikarz gospodarczy i autor podcastu Elektryfikacja, przekonuje w rozmowie ze mną na kanale naTemat, że to nie jest anomalia, tylko nowa norma. I że rachunek za nią zapłacą nie tylko ci, którzy mdleją na przystankach, ale każdy, kto robi zakupy spożywcze albo ogrzewa dom.

Jakub Kralka06.08.2026 13:57
Energetyka

Upał, który sto lat temu nazywano „saharyjskim", dziś jest chłodniejszy od naszej codzienności

Wiech przejrzał polską prasę z fali upałów z lat 1933–1935. Przedwojenne gazety ostrzegały wtedy przed „miażdżącym upałem" przy trzydziestu kilku stopniach, a 42 stopnie zmierzone w słońcu podawano jako komunikat niemal sensacyjny. Dziś stacja pomiarowa IMGW, a więc wentylowana klatka mierząca temperaturę powietrza, nie punkt nasłoneczniony, notuje 40,5 stopnia. To porównanie mówi więcej niż niejeden wykres.

Przy czym, jak podkreśla ekspert, sama temperatura to nie wszystko. Kluczowa jest wilgotność: gdy wysoka temperatura nakłada się na wysoką wilgotność powietrza, biologiczne możliwości organizmu drastycznie się kurczą. Dla seniorów, dzieci, kobiet w ciąży i osób z problemami krążeniowymi utrzymujące się warunki powyżej 35 stopni mogą być, jak mówi Wiech, po prostu mordercze. Według przywołanych przez niego danych fala upałów z temperaturami rzędu 40 stopni doprowadziła we Francji do śmierci około tysiąca osób.

A co Polska ma systemowo do zaoferowania ludziom w czasie upałów? Zdaniem gościa naTemat niewiele ponad dobre słowo, ewentualnie mazurskie jeziora. Włochy otwierają klimatyzowane muzea jako publiczne chłodnie, u nas temat nie istnieje. Z perspektywy prawnej warto przypomnieć, że przynajmniej w miejscu zatrudnienia pewne obowiązki po stronie pracodawcy istnieją: zasady dotyczące pracy podczas upałów obejmują między innymi zimne napoje po przekroczeniu określonych temperatur, a w skrajnych przypadkach prawo powstrzymania się od pracy na podstawie kodeksu pracy.

„Klimatyzacja w każdym polskim domu"

We Francji, po tragicznej fali upałów, klimatyzacja stała się tematem kampanijnym: obietnicę zapewnienia jej wszystkim Francuzom składał Jordan Bardella. Wiech spodziewa się, że podobny motyw prędzej czy później pojawi się nad Wisłą. Jak ujął to żartobliwie: „Grill, dom i klimatyzator dla każdego pracującego Polaka".

I tu dochodzimy do paradoksu, który powinien zainteresować zwłaszcza polityków straszących Brukselą. Zdaniem Wiecha najprostszą drogą do upowszechnienia chłodzenia w polskich domach jest wdrożenie unijnej dyrektywy o charakterystyce energetycznej budynków, tej samej, która w krajowej debacie funkcjonuje jako narzędzie rzekomego „wywłaszczania" właścicieli nieruchomości. O tym, jak faktycznie ma wyglądać dyrektywa budynkowa w Polsce i dlaczego obowiązkowe remonty wcale nie są przesądzone, pisaliśmy już wcześniej. Sedno tkwi w technologii: dyrektywa promuje pompy ciepła, a te potrafią pracować w dwie strony. Jak tłumaczy Wiech: „W ogóle klimatyzacja, jaką rozumiemy, taka skrzynka wisząca nad naszym oknem, to jest też pompa ciepła".

Innymi słowy: regulacja przedstawiana jako zamach na polskie domy jest jednocześnie najkrótszą ścieżką do tego, żeby te domy dało się latem wytrzymać. Zresztą państwo już dziś częściowo do tego dopłaca, czego dowodem dofinansowanie do klimatyzacji 2025 w ramach programów takich jak Czyste Powietrze czy Moje Ciepło, obejmujące urządzenia z funkcją grzania. Dla mniej zamożnych Wiech wskazuje rozwiązania pasywne: malowanie dachów na biało, markizy i okiennice. Problem w tym, że polskie budownictwo przez dekady projektowano tak, by trzymało ciepło przy minus dwudziestu, a nie broniło się przed plus czterdziestoma. Podobnie zieleń w miastach: to nie estetyczny dodatek, tylko naturalna klimatyzacja i gąbka na deszcze nawalne, co zresztą wpisuje się w postulowany od dawna krajowy plan retencji wody.

Inflacja klimatyczna, czyli dlaczego upał widać na paragonie

Druga mocna teza z rozmowy dotyczy portfeli. Wiech zwraca uwagę, że rozpędza się właśnie zjawisko określane jako Super El Niño, czyli cykliczne podgrzanie wód Pacyfiku nakładające się na i tak rekordowo ciepłe oceany. Jeśli zaburzy ono wzorce opadów u największych producentów żywności, skutki zobaczy każdy klient dyskontu. Analitycy, jak relacjonuje dziennikarz, mówią już wprost o konieczności wprowadzenia do debaty pojęcia inflacji klimatycznej.

To nie jest teoria. Według Wiecha skoki cen czekolady, kakao, soku pomarańczowego i oliwy z oliwek w ostatnich pięciu latach były w dużej mierze warunkowane konsekwencjami zmiany klimatu. Wystarczy przypomnieć, jak wyglądały rekordowe ceny kakao 2024 roku, gdy tona surowca podrożała na giełdach kilkukrotnie po suszach w Afryce Zachodniej. Co więcej, jak przekonuje gość naTemat, największe instytucje ubezpieczeniowe obsługujące branżę spożywczą przygotowały scenariusz określany jako „food system shock", a ryzyko poważnego tąpnięcia w globalnej produkcji żywności do 2050 roku szacują na 20 procent. Gdy ubezpieczyciele wpisują coś do modeli ryzyka, przestaje to być ideologią, a staje się pozycją w kalkulacji składki.

Polska nie jest tu widzem. „Polska tak naprawdę od sześciu lat zmaga się z chroniczną suszą i rolnicy to doskonale widzą" – mówi Wiech, wskazując, że to właśnie woda, a nie temperatura sama w sobie, będzie największą zmorą krajowego rolnictwa. Rynek żywności jest przy tym globalny: nawet ten, kto nie kupuje niczego z Chile, zapłaci więcej, jeśli inne regiony zaczną intensywniej importować żywność z Europy.

Dwa biliony złotych, które wypłynęły z Polski. I dlaczego Rosja kibicuje węglowi

W ciągu ostatnich 26 lat zaimportowaliśmy surowce energetyczne o wartości 2 bilionów złotych - podaje Jakub Wiech. To średnio mniej więcej 77 miliardów złotych rocznie transferowanych za ropę, gaz i węgiel, kwota odpowiadająca ponad połowie rocznego polskiego PKB. Zdaniem dziennikarza ograniczenie tego importu o zaledwie 10 procent zostawiłoby w kraju około 200 miliardów złotych, czyli równowartość pierwszej polskiej elektrowni jądrowej.

Mój rozmówca przypomina, że w rosyjskiej strategii energetycznej z 2019 roku wprost zapisano, że „rozwój źródeł odnawialnych jest zagrożeniem dla interesów Federacji Rosyjskiej". Trudno o lepszą rekomendację dla dekarbonizacji z pozycji, nazwijmy to, patriotycznych: każda bezemisyjna megawatogodzina, od fotowoltaiki po atom, to pieniądze, które nie płyną do Moskwy.

Czy to wszystko oznacza, że dotychczasowe wyrzeczenia idą na marne, skoro „efektów nie widać"? Według przywoływanego przez gościa badania z „Nature" polityki klimatyczne wdrożone w latach 2000–2022 pozwoliły uniknąć emisji blisko 30 gigaton CO2, czyli mniej więcej rocznej globalnej emisji sprzed półtorej dekady. Tempo obecnej zmiany pozostaje jednak bezprecedensowe. Jak mówi ekspert, „obecna zmiana klimatu jest mniej więcej 30 razy szybsza od tych najszybszych zmian, które zachodziły w przeszłości". I to właśnie tempo, a nie sam kierunek, jest problemem, do którego ani polska hydrologia, ani polskie budownictwo, ani polski paragon w sklepie nie są przygotowane.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover