- Bezprawnik -
- Biznes -
- LEGO wybrało Gwiezdne Wojny zamiast własnych pomysłów. Tracą na tym i klienci, i Duńczycy
LEGO wybrało Gwiezdne Wojny zamiast własnych pomysłów. Tracą na tym i klienci, i Duńczycy
Dzisiejsi trzydziesto- i czterdziestolatkowie z wielką nostalgią wspominają lata 90. i dawne „książeczki LEGO”. Były to wydawane każdego roku katalogi pokazujące dostępne w sprzedaży zestawy, w tym coroczne nowości. Na te prześwietne dioramy pokazujące modele patrzyliśmy godzinami, często „bawiąc się w myślach”. Gdyby LEGO do nich wróciło, trafiłoby na istną kopalnię pomysłów na nowe zestawy — i to bez sięgania po modne (i drogie) dziś licencje.
Kiedyś marzyłem o licencji, teraz tęsknię za starym dobrym LEGO
Gdy sam bawiłem się klockami LEGO w latach 90., marzyłem o zestawach z uniwersum Gwiezdnych Wojen i Marvela, a konkretnie Spider-Mana. Nie przypuszczałem wówczas, że Duńczycy faktycznie pracują nad takimi zestawami, czego dowodem było wydanie w 1999 r. LEGO Star Wars, czyli pierwszej serii LEGO opartej na zewnętrznej licencji, a parę lat później — zestawów ze Spider-Manem. Nie wiedziałem wtedy, że takie sety będą jeszcze droższe niż standardowe LEGO.
LEGO Star Wars kontra LEGO City — ile kosztuje licencja
A przecież klocki LEGO nigdy nie były tanie (nie bez powodu pytanie „gdzie najtaniej kupię LEGO?” wraca przed każdymi świętami), ale zestawy oparte na licencji kosztują jeszcze więcej. I to znacznie. Wystarczy szybko zajrzeć na oficjalną stronę LEGO, aby przekonać się, że tak właśnie jest. W parę chwil znalazłem dwa różne zestawy w cenie 169,99 zł — jeden z klasycznego City (bez licencji) i drugi na licencji Star Wars:
- Recycling Truck (60495) — 434 klocki, 3 figurki (seria City; śr. 1 klocek za 39 gr),
- Luke's Landspeeder (75420) — 215 klocków, 2 figurki (seria Star Wars; śr. 1 klocek za 79 gr).
Owszem, zestaw o numerze katalogowym 75420 ma figurkę Luke'a Skywalkera, Jawę oraz składanego ze zwykłych klocków droida — a jedna figurka LEGO może być warta fortunę — ale w przeliczeniu na jeden element zestaw Star Wars jest jednak praktycznie dwukrotnie droższy od City. Niestety, licencja swoje kosztuje.
Zapomniane serie LEGO z lat 80. i 90., które mogłyby wrócić
Jeżeli sam pamiętasz katalogi LEGO z lat 90. (a może i 80.) XX wieku, to pewnie kojarzysz całe, niestety nieistniejące już serie, które z powodzeniem mogłyby zostać wprowadzone i dziś. Nie chce mi się wierzyć, że dzisiejszy dzieciak nie będzie chciał się bawić rycerzami czy piratami. W zasadzie niektóre z tych serii bywały już reaktywowane, choć nierzadko tylko pod pretekstem wypuszczenia zestawów na licencji. Wystarczy głośna premiera filmu („Piraci z Karaibów”, „Hobbit”, „Avatar” itd.), aby na rynku zadebiutowały bazujące na nich sety LEGO, które następnie bywają obiektem inwestycji — inwestowanie w klocki LEGO ma przecież wielu zwolenników.
Castle, Space, Pirates — autorskie serie LEGO bez licencji
A przecież przez lata Duńczycy bazowali na takich autorskich seriach, jak np.:
- Castle (wydawane nieprzerwanie lub z niewielkimi przerwami w latach 1978–2014),
- Space (większość zestawów z lat 1979–2001),
- Pirates (1989–1997 — pierwsza i moim zdaniem zdecydowanie najlepsza odsłona),
- Aquazone (1995–1998),
- Western (1996–1997),
- Adventurers (1998–2000).
Czy LEGO Space padło ofiarą licencji Star Wars?
To tylko niektóre przykłady całych serii, które dziś nie istnieją. Co prawda co kilka lat LEGO wypuszcza małe podserie Space'a, ale nie da się ukryć, że padł on „ofiarą” licencji Star Wars. Być może LEGO chce w ten sposób uniknąć kanibalizacji własnych zestawów, bo tańsze modele Space mogłyby potencjalnie odbierać część klientów klockowym Gwiezdnym Wojnom.
A może powyższe serie nigdy nie były takimi hitami? W końcu pod koniec lat 90. LEGO prawie zbankrutowało. Teraz musi jednak zadbać o naprawdę ciekawą ofertę, gdyż tańsza chińska konkurencja LEGO nie śpi. Powrót do pomysłów z lat 80. i 90. mógłby być strzałem w dziesiątkę.
Na całych reaktywowanych seriach (a nie pojedynczych zestawach) można byłoby zapewne sporo zarobić. LEGO woli jednak „dozować” swoje nowości.
LEGO dla dorosłych kolekcjonerów zamiast zestawów dla dzieci
LEGO gra na nostalgii i coraz częściej wydaje drogie zestawy nawiązujące do klasyków sprzed lat. Remake'i kultowych zamków czy pirackich żaglowców nierzadko kosztują majątek. Są to zazwyczaj duże (lub bardzo duże) zestawy LEGO dla dorosłych, a nie cała seria kilku czy kilkunastu zestawów, z których część byłaby dostępna na każdą kieszeń.
Bionicle udowodniło, że LEGO nie potrzebuje licencji
Szkoda, że LEGO nie chce lub nie jest w stanie pogodzić dawnych autorskich pomysłów (a przecież serią Bionicle udowodniło, że nie potrzebuje licencji na uniwersum i fabułę, gdyż samo jest w stanie je stworzyć od zera) z licencjami. Ktoś może powiedzieć, że LEGO idzie na łatwiznę. Może i tak, a na pewno jest w tym trochę prawdy, jeśli spojrzeć na same katalogi, które zamiast arcyciekawych i pięknych makiet wyglądają dziś jak zwykłe, bezpłciowe LP.










