Marian Kowalski żąda wprowadzenia w Polsce stanu wyjątkowego. Powód? Ryszard Petru…

Marian Kowalski to barwna i nietuzinkowa postać. Nie da się ukryć, że rzadko kiedy można spotkać kogoś, kogo da się opisać za pomocą dwóch słów: polityk i kulturysta. A jeśli jakimś cudem znajomość tej persony jest Wam obca, proszę bardzo: poznajcie pana Mariana, byłego kandydata na urząd prezydenta Polski (z hasłem wyborczym: „Silny człowiek na trudne czasy”):

Pan Marian słynie z prostego, a przede wszystkim: bezkompromisowego języka. Zupełnie tak, jakby chciał potwierdzić stereotypowe wyobrażenia o poziomie intelektualnym kulturystów. Doskonałym tego przykładem jest wypowiedź na temat pewnego znanego księdza, którego tożsamość – z uwagi na treść cytowanej za moment wypowiedzi – warto pominąć, ale, co ważne, reprezentuje on raczej postępową część polskiego Kościoła:

(…) jest notorycznym szubrawcem i skończonym bydlęciem i każdy, kto tego łajdaka traktuje poważnie jest człowiekiem nierozsądnym. Jest to wyjątkowa kreatura, która już od czasów wejścia Polski do Unii Europejskiej straszyła Polaków, że inną opcją jest Białoruś. Ta notoryczna menda budzi moje najgłębsze obrydzenie i wszystko to, co mówi, nie jest warte funta kłaków. (Wprost.pl)

Marian Kowalski żąda wprowadzenia stanu wyjątkowego? Powód: Ryszard Petru…

Marian Kowalski ma zatem wyraziste poglądy, a jego recepty na budowanie dobra (na tym przecież polega polityka, prawda?) są raczej proste i nieskomplikowane. Co zatem powinno się zrobić w obliczu trwającego kryzysu vel zamieszania związanego z „reformą” Sądu Najwyższego? Nasz uroczy kulturysta radzi wprowadzić… stan wyjątkowy:

Oczywiście, propozycja sama w sobie znajduje oparcie w przepisach, wszak już w konstytucji przewidziano, że w szczególnej sytuacji może nastąpić ograniczenie praw i wolności poprzez wprowadzenie tzw. stanu wyjątkowego:

W razie zagrożenia konstytucyjnego ustroju państwa, bezpieczeństwa obywateli lub porządku publicznego, Prezydent Rzeczypospolitej na wniosek Rady Ministrów może wprowadzić, na czas oznaczony, nie dłuższy niż 90 dni, stan wyjątkowy na części albo na całym terytorium państwa.

I dalej, już w odrębnej ustawie o stanie wyjątkowym, przewidziano tam wymarzoną przez pana Mariana sytuację. Chodzi tu oczywiście o wspomnianym w poście areszcie dla przywódców opozycji. Gdyby jednak potraktować pomysły Mariana Kowalskiego serio, to warto zaznaczyć, że takie decyzje mogłyby być podjęte wyłącznie w stosunku do osoby, co do „której zachodzi uzasadnione podejrzenie, że pozostając na wolności będzie prowadziła działalność zagrażającą konstytucyjnemu ustrojowi państwa, bezpieczeństwu obywateli lub porządkowi publicznemu albo gdy odosobnienie jest niezbędne dla zapobieżenia popełnienia czynu karalnego lub uniemożliwienia ucieczki po jego popełnieniu”. Może nie doceniam przebiegłości Ryszarda Petru, ale o takie czyny bym go raczej nie podejrzewał.

Z drugiej strony, stan wyjątkowy wprowadza prezydent na wniosek Rady Ministrów, a zdaje się, że obecne relacje między tymi instytucjami są napięte. Oczywiście, pomysły niszowego polityka powinno się traktować przede wszystkim w kategoriach folkloru politycznego. W każdym razie, zdecydowanie nie jest to koncepcja na miarę House of cards.

I pewnie można by to wszystko potraktować jako rojenia niespełnionego i sfrustrowanego wiecznymi porażkami politycznymi kulturysty, gdyby nie słowa posłanki Krystyny Pawłowicz o tym, że marzy jej się Bereza Kartuska dla posłów opozycji. Więc, w sumie, ktoś mógłby zadać słuszne skądinąd pytanie: czemu nie?

Sąd Najwyższy #wygaszone